Z powodu wybuchu mojego wybuchu złości Ametyst uciekła z moich kolan, a ja sam poczułem się tylko gorzej. Podciągnąłem kolana pod brodę i objąłem je rękami, mając ochotę zniknąć. On tylko chciał mi pomóc. A ja? Zdecydowanie nie zasługiwałem na tę pomoc. Nie zasługiwałem na niego. I jeszcze teraz wpatrywał się we mnie tymi szczenięcymi oczami, oczekując ode mnie odpowiedzi, których nie mogłem mu dać, bo sam ich nie znałem. Jutro będzie lepiej. Musi być. Zjem coś normalnego. Nabiorę sił. I nie będę wymiotował. Proste kroki, prosty plan, uda mi się.
– Zrobisz mi herbaty? – poprosiłem, ale nie dlatego, że odczuwałem pragnienie. Chciałem dać mu jakieś zadanie, by poczuł, że pomaga. I by przestał się na mnie tak patrzeć. To spojrzenie wywoływało we mnie większe wyrzuty sumienia niż niejedna moja myśl.
– Oczywiście, panienko. Zaraz wracam – powiedział do mnie, całując w czubek głowy.
Kiedy usłyszałem ciche zamknięcie drzwi, westchnąłem cicho pozwalając, by to napięcie ze mnie zeszło. Nie mogłem mu pokazać, że psychicznie jest ze mną ciężko. Skoro miałem być matką, musiałem być silny, pod każdym względem. A na razie pod każdym względem zawodzę. Delikatnie dotknąłem swojego brzucha. Czy naprawdę gdzieś tam rozwija się we mnie nowe życie, które sprawia, że czuję się tak słabo? Jeżeli tak... to co to będzie potem, kiedy się bardziej rozwinie. O ile moje ciało to wytrzyma i mu na to pozwoli. Może... może to chwilowe? Taki szok dla organizmu? Próbowa przyzwyczajenia? Albo coś mui siadło na żołądku, i tyle by było z naszych nadziei. Chociaż... czy ja się nadaję do bycia matką? Haru na pewno sprawdzi się w byciu rodzicem, ale ja coraz bardziej zacząłem w siebie wątpić. Skoro nawet Haru tak myśli podświadomie... coś w tym musi być.
W końcu mój mąż wrócił. Nie podniosłem wzroku, nie chcąc patrzeć w jego oczy. Czułem straszny wstyd. Zdecydowanie na niego nie zasługiwałem.
– Proszę, herbata. Z malinami, i miodem – odpowiedział, stawiając kubek na szafce. – Rozmawiałem z kucharzem o twoim problemie z jedzeniem. Opowiadał mi, że twoja mama też miała tę samą przypadłość, i pomagała jej tylko specyficzna, delikatna dieta. Pamięta przepisy i zaproponował, że może ją dla ciebie wprowadzić.
Na jego słowa cicho westchnąłem. Sądziłem, że odpuści ten temat, ale nie.
– Nie mogłeś po prostu sobie odpuścić, co? – powiedziałem cicho, zerkając na niego niepewnie.
– Kwestii twojego zdrowia nigdy nie odpuszczę. Już dzisiaj faktycznie, nie ma co cię męczyć, ale to też nie może długo trwać. Jutro zobaczymy, czy ta dieta sprawdzi się lepiej – mówił łagodnie, gładząc moje udo. – Wypij herbatę. Dobrze ci zrobi – dodał, podając mi kubek z parującą herbatą.
– Możesz... położyć się obok? – poprosiłem cicho, niepewnie odbierając od niego naczynie. Miałem wrażenie, że ta prośba, po tym moim wybuchu, nie powinna mieć miejsca.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz