piątek, 3 października 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Patrzyłem się to na jednego, to na drugiego. Niby wyglądali identycznie... ale jednocześnie zupełnie inaczej. Widać było po tych oczach, że jest właśnie bardziej takim psotnikiem, w przeciwieństwie do mojego Mikleo, który był z reguły spokojny. Faktycznie, czasem mój Miki miał takie chwile, w których był taki bardziej psotny i złośliwy, ale ten jego cały brat dawał zupełnie inną energię. Nawet gdyby ubrali się tak samo, nie sposób było ich pomylić. Tylko nie rozumiałem jednej, takiej drobnej rzeczy. 
- Miki, od kiedy masz brata? - spytałem, także ściskając lekko jego dłoń. Chyba zdenerwowało go to, że jego brat mnie skomplementował, co było dla mnie bardzo niespodziewane. I też niespodziewanie... miłe. Poza Mikim, nikt mnie komplementował. Miki jest jednak moim mężem, więc dla niego nawet jak wyglądam okropnie, obnażając swoje demoniczne ja, zawsze mi powie, że wyglądam dobrze. Ale kiedy mi to powiedział kto inny, ktoś, kogo nie znam, to jest takie... inne. I nawet mi się to podobało. Oczywiście, Mikleo zawsze będzie dla mnie najważniejszy, to się nigdy nie zmieni. 
- Od zawsze. To mój brat bliźniak. Byliśmy wychowywani osobno, ja wśród ludzi, on z dala od nich. Miałeś okazję go poznać, jak jeszcze byłeś człowiekiem. Na chwilę udzieliliśmy mu schronienia, i próbował się z tobą przespać – wyjaśnił, będąc naprawdę mocno zdenerwowany. To tłumaczy całą jego nienawiść. 
- Nie pamiętasz mnie? Ale musiałeś przejść przez piekło – powiedział, zbliżając się do mnie, co uniemożliwił mu Miki. - Tobie nic do tego – odpowiedział, zachowując się strasznie zaborczo. Trochę jak ja wobec niego. Moje słoneczko, za dużo ode mnie przejmuje, i to jeszcze takie paskudne zachowania. 
- No już, nie ma co się kłócić. Wybacz, ale chcemy wrócić do obozu – powiedziałem spokojnie, starając się mieć jak najmniej interakcji z jego bratem. Matsema, jak dobrze pamiętam. Dziwne imię, mało anielskie. No i to miejsce, niby zbudowane dla niego... też mi nie gra. Anioły owszem, są wojownikami boga, ale nie są przecież złe. Bez powodu nie krzywdzą. Chyba, że te inskrypcje na ścianie niekoniecznie są prawdziwe, być może kogoś fantazja poniosła, albo sam kazał to napisać. Po co? Nie wiem, nie znam go. Nie pamiętam absolutnie niczego. 
- Widziałem wasz obóz, z chęcią was odprowadzę. Dobrze był strzeżony. Domyślam się, że ten ogar należy do ciebie. Trzeba mieć w końcu siłę, by nad taką bestią bestią zapanować – zaraz znalazł się przy moim boku, ewidentnie za bardzo się do mnie przymilając. - Co się wydarzyło w twoim życiu, że zostałeś demonem? Myślałem, że mój braciszek zapewnił ci miejsce w niebie, a nie wysłał do piekła, kiedy ci się już umarło.
- To długa historia, ale Miki bardzo dobrze o mnie zadbał – odpowiedziałem wymijająco, nie do końca wiedząc jak się zachować przy tym osobniku. Miki go chyba nie lubił, a mi... cóż, poza tym, że ewidentnie za bardzo się do mnie przymilał i podlizywał, nie przeszkadzał za bardzo. Ale co z tego wyniknie, to może się okaże. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz