Rzuciłem Banshee tylko jedno spojrzenie by móc stwierdzić, że Mastema coś kombinował. I cokolwiek by go nie było, udaremniła mu to. Teraz nawet nieco bardziej się cieszyłem, że jest wobec niego taka nieufna. Niech go pilnuje. Skoro teraz już wiem, co robił w przeszłości, muszę być wobec niego bardziej ostrożny. Czemu tak bardzo o mnie rywalizuje... to nie wiem. Nie miałem w sobie nic, co by było dobre ani dla niego, ani tym bardziej dla Mikleo. A jednak, z moim pięknym Mikim jestem mężem, a on chce moich względów. Co ich dwójką jest nie tak? Nie wiem. Oboje są równie dziwni, pod tym względem już siebie bardzo przypominają.
– Banshee już doskonale wie, co ma robić. Rozumie wszystko doskonale – odpowiedziałem, delikatnie marszcząc brwi. Żarty czy nie, nie podobało mi się to, jak wypowiedział się o mojej towarzyszce. Cieszyłem się, że Banshee pojawiła się w naszym życiu. Musiałem przez to odejść z Azylu, co było dla mnie dużym ciosem, przyznam. Głównie dlatego, że za mną poszedł Miki i dzieci, przez co odebrałem im gwarancję bezpieczeństwa. Nie wyobrażam siebie teraz, w tej chwili, ale bez niej. Albo w piekle. Gdybym był tak w piekle sam... Zwariowałbym. Już i tak wariowałem.
– Owszem, nie umniejszam jej, na pewno jest mądra, ale mogłaby być dla mnie milsza. Mam wrażenie, że zaraz mnie ugryzie – powiedział, patrząc nieufnie na zjeżonego ogara.
– I zrobi to, jeżeli uzna, że robisz coś, co nam zagrozi – odpowiedziałem, zajmując miejsce pomiędzy nim, a suką.
– A co ty taki chłodny? Co mój braciszek ci nagadał? – zapytał, patrząc podejrzliwie to na mnie, to na Mikleo. Jego ekspresja była taka... inna. Nienaturalna. Przesadzona. Teatralna. Mikleo zawsze był taki stonowany w swoich uczuciach, spokojny. U niego delikatny uśmiech już jest taki wow. A Mastema? W przeciągu pół minuty przez jego twarz jest w stanie się pojawić aż dziesięć różnych emocji.
– Przypomniał mi, co takiego zrobiłeś ostatnim razem. Od razu zaznaczę, że teraz też możesz sobie odpuścić. Nie jestem już tak głupi, nie nabierzesz mnie – od razu zagroziłem mu, chcąc, by w tej kwestii mi dał spokój. Gdyby nie te usilne i bezsensowne próby uwodzenia mnie, byłby przyjemnym towarzystwem. Niestety, on się uparł. Może w końcu to do niego dotrze.
– Nawet nie wiesz, co tracisz. No ale dobrze, dobrze... niech ci będzie. Powiem ci tylko, że będziesz żałować – odpowiedział, ale w jego robię głosu było coś takiego... dziwnego. Nie odpuści. Jeszcze nie.
– Możesz być pewien, że nie będę. Mikleo zawsze będzie dla mnie jedynym wyborem – zapewniłem go, chwytając za dłoń mojego męża, który usiadł blisko mnie.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz