poniedziałek, 13 października 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Trochę czułem się źle z faktem, że nasza wyprawa skończyła się taką klapą. To miał być czas tylko dla nas, mała wyprawa, na której poczuje się lepiej. Na której mu się przypomną dawne czasy, poczuje się jak dziecko, zaspokoi swoją potrzebę zwiedzania... gdyby to tylko nie była świątynia poświęcona jego bratu, byłoby zupełnie inaczej. Swoją drogą, jak jest, że jego brat, który jest wręcz zaprzeczeniem wszystkiego, czego oczekuje Bóg, jest jego ulubieńcem, a Miki, który mnie po prostu kocha, jest za to szykanowany, sprowadzany do najgorszych? To nie jego wina, jak już coś, to może moja. 
– Dam radę lecieć – powiedziałem cicho pomimo tego, że w sumie za bardzo nie byłem pewien. Nie wrócimy dzisiaj do domu, to z pewnością, ale myślę, że lepiej mu zrobi, jak chociaż troszkę się oddalimy. A na to na pewno znajdę siły. 
– Na pewno? Dalej wyglądasz na wykończonego, zmarnowanego – zapytał, przyglądając się mu z uwagą, ze zmartwieniem. Moje biedactwo. Za bardzo się mną przejmuje. Powinien skupić się na sobie. 
– Dam radę – powtórzyłem, uśmiechając się łagodnie. – Może nie zalecimy daleko, ale oddalimy się od tego miejsca. A na tym ci zależy, prawda? – zapytałem, gładząc jego policzek, który był lekko ciepły. To nie był dobry znak. Pewnie to przez to, że się o mnie martwi. 
– Trochę. To nie był dobry pomysł, by tutaj przylatywać – wyznał cicho, spuszczając wzrok. 
– To był dobry pomysł. Tylko... miejsce słabe. Gdybyśmy odwiedzili inne ruiny, pewnie byłoby zupełnie inaczej. Następnym razem będzie lepiej – obiecałem, całując jego policzek. – No już, rozchmurz się. Nic mi przecież nie jest, tak? – z czułością poprawiłem jego włosy bardzo, ale to bardzo chcąc, by poczuł się jak najlepiej. Za bardzo to wszystko bierze do siebie. Skąd miał wiedzieć, że jego brat wpadnie na taki pomysł? Po człowieku, demonie, takich rzeczy owszem, można się spodziewać. Są to w końcu istoty wyrachowane. Ale anioł? Dlaczego anioł miałby wpaść na coś takiego? Po co? Co by mu to dało? Satysfakcję, że skrzywdził swojego brata? Tylko to nim rządziło? Przedziwny z niego anioł. Taki mało anielski. 
– Ale gdybym przyszedł wcześniej. Albo zostawił Banshee z tobą. Albo... – zaczął od razu gdybać, co na pewno nie poprawiło jego humoru. 
– Albo gdybym ja nie przyjął od niego tego alkoholu. Nie ma co tego roztrząsać. Żyję, jestem w stanie cię obronić, jestem w stanie stąd polecieć. Nie potrzebujemy w tej chwili niczego więcej – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie. – Nakarmimy Psotkę, damy jej chwilę, i możemy się stąd zbierać. Ty, w tym czasie, może pójdziesz nad jezioro i się zrelaksujesz? Myślę, że dobrze ci to zrobi, a mi tu już teraz na pewno nic nie grozi – zaproponowałem mając nadzieję, że to chociaż odrobinkę mu poprawi humor. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz