czwartek, 9 października 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Przyciągnąłem go mocno do swojego ciała, wsuwając palce pod jego koszulkę. Skoro Matsemy nie było... to w czym problem? Zresztą, coś tak czułem, że nawet gdyby był, Miki by mi na to pozwolił troszkę może nawet specjalnie, by mu pokazać, że nie ma na co liczyć. Co jak co, ale mój Miki też potrafi być taki troszkę złośliwy. Ale nie narzekałem na to jakoś bardzo. Gdyby był przez cały taki milutki, i kochany, to byłoby  czasem zbyt nudne. A takie delikatne uszczypliwości, drażnienie się... nie jest to takie złe dla mnie. 
- Będzie to trwać tak długo, póki będziesz żyć ty, i póki będę żyć ja – wyszeptałem, patrząc z uwagą w jego śliczne oczy. - Nikt nie ma nade mną takiej władzy, jak ty – wymruczałem, by zaraz ucałować jego usta. Kończąc pocałunek podgryzłem jego dolną wargę, ale całkiem delikatnie. Nawet nie do krwi. Na takie rzeczy jeszcze przyjdzie czas. 
- Ja? Mam nad tobą władzę? - spytał zaskoczony i rozbawiony. 
- Oczywiście, pełną władzę – powiedziałem zgodnie z prawdą. - Kto by to widział, by jakiś demon był wierny jednej osobie? Miał jakieś zasady moralne? To wszystko twoja zasługa, moja Owieczko – powiedziałem zgodnie z prawdą, poprawiając jego śliczne włosy. 
- Nie sądziłem, że mam taką moc – odpowiedział rozbawiony, splatając dłonie na moim karku. 
- Jesteś znacznie potężniejszy, niż podejrzewasz – powiedziałem mu, zerkając za jego ramię, na ruiny. - Myślisz, że twój brat jeszcze do nas wróci? - zapytałem, zastanawiając się, na ile sobie możemy sobie pozwolić. 
- Myślę, że tak. I martwię się trochę, co może wymyślić – westchnął ciężko, chyba się trochę za bardzo przejmując.
- Na cokolwiek nie wpadnie, nie musisz się martwić. Niczym mnie nie zwiedzie – dodałem, po czym go pocałowałem w policzek. - Tylko ty mnie zwozisz na pokuszenie – dodałem, szczerząc się do niego głupio, na co zaśmiał się cicho. - Jesteś takim moim małym, zakazanym owocem – powiedziałem, gładząc jego policzek. 
- Strasznie dużo mi przydomków nadajesz. A tu Owieczka, a tam złota rybka, teraz coś takiego... skąd ty to wszystko bierzesz? - zapytał, przyglądając mi się z uwagą i delikatnym rozbawieniem. 
- Cóż ci mogę rzec, jesteś moją inspiracją – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Tylko na niego patrzę, i te wszystkie słowa same mi się cisną na usta. Wymyślam to wszystko na bieżąco. Zresztą, to też kwestia tego, że wygląda tak pięknie. - Moją dziwką, która kocha, kiedy ją rżnę i jęczy pode mną bez opamiętania – dodałem niskim tonem, czując jak jego ciało delikatnie drży. Za słodko też nie może być, a że on lubi, jak ja mówię do niego w ten sposób... cóż, w czym więc problem? Jesteśmy tylko my, nikt inny moich słów nie słyszy,  ani nikt nie widzi, jak mój mąż rumieni się słodziutko. Gdyby nie to, że jego brat może w każdej chwili wrócić... cóż, inaczej byśmy się zachowywali. - A teraz wybacz, ale muszę dać Psotce jeść, a jak tak siedzisz mi na kolanach, to nie jest to za bardzo możliwe – dodałem, uśmiechając się do niego ładnie. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz