czwartek, 2 października 2025

Od Haru CD Daisuke

 Nie miałem pretensji do mojego panicza o to, że brakowało mu sił. Jeśli źle się czuł… a raczej jeśli w tej chwili czuła się źle, to nie mogłem wymagać od niej więcej. Wciąż trudno było mi przyzwyczaić się do tej zmiany, że teraz stała się kobietą, a w już przyszłości, całkiem niebawem i jeśli się uda matką naszego dziecka. Choć nawet tego nie byłem pewna. Nie wiedziałem, czy nam się w ogóle uda. Czy naprawdę zajdzie w ciążę? Przecież nigdy nie mamy tej pewności. A teraz, gdy jej ciało słabło i drżało, niepokój zaciskał się we mnie coraz mocniej.
- W takim razie śpij dobrze - Szepnąłem cicho, składając na jej czole delikatny pocałunek. Czułem, jak jej oddech powoli się uspokaja, a powieki opadają coraz ciężej, aż w końcu pozwoliła sobie odpłynąć w ramiona snu.
Kiedy zasnęła, ostrożnie wysunąłem się z jej objęć i opuściłem pokój, by dotrzymać danej obietnicy. Zwierzęta czekały, a ja nie mogłem pozwolić, by się niepokoiły. Obiecałem mojej panience, że się nimi zajmę i słowa zamierzałem dotrzymać.
Z Ignisem nigdy nie byłem szczególnie blisko. Zawsze istniało między nami coś na kształt niewypowiedzianej rywalizacji, chłodny dystans, który nie pozwalał nam się naprawdę zrozumieć. A jednak tego wieczoru, widząc, w jakim stanie znalazła się moja ukochana, potrafiliśmy odłożyć na bok wzajemne urazy. Choćby na chwilę. Choćby tylko po to, by ona nie musiała dodatkowo cierpieć.
Spacerując ze zwierzakami, zacząłem rozmawiać z Rain, z Kodim, a nawet z Ignisem. Ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie było tak źle, jak się spodziewałem. Może to tylko mój uprzedni strach, ale… zawsze mogło być gorzej, prawda? Uśmiechnąłem się pod nosem, obserwując, jak każdy z nich reaguje na moje słowa a oni, wbrew wszelkim przewidywaniom, odpowiadali w swoim własnym, nieco dziwnym, ale przyjemnym stylu.
Wracając ze spaceru ze zwierzakami, miałem wrażenie, że dzień jest inny niż zwykle. Tym razem nawet z jego koniem udało mi się znaleźć wspólny język, co było dość zaskakujące. Zawsze uważałem, że taka zgoda nie powinna mieć miejsca, że coś w tym nie pasuje do naszej codzienności. A jednak… teraz, gdy o tym myślę, może dobrze, że tak się stało. Może wszystko układa się właśnie tak, jak powinno, dla dobra mojej panienki.
Spacer minął spokojnie, bez żadnych niespodzianek. Powrót do domu przyniósł ulgę i ciepło znajomego miejsca. Od razu skierowałem kroki do mojej panienki, by sprawdzić, jak się czuje i czy niczego mu nie brakuje. Wiedziałem, że dla jego uśmiechu i szczęścia byłbym w stanie zrobić absolutnie wszystko.
- Cześć, skarbie - Odezwałem się miękko, obserwując go uważnym wzrokiem. – Jak się czujesz? Wyspałeś się? Potrzebujesz czegoś? - Zapytałem z troską, gotów spełnić każdą jego prośbę. Każde życzenie a nawet rozkaz, jeśli tylko taki będzie miała.

<Panienko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz