Nie do końca wiedziałem, co się ze mną dzieje. W jednej chwili Miki przy mnie był, w drugiej go nie było, w trzeciej ledwo kontaktowałem, a w czwartej byłem bardziej niż świadom. Jak ja tylko dorwę tego cwaniaczka.... sprawię, że będzie żałował, że go nie chcę zabić. Ale najpierw muszę go znaleźć. Muszę znaleźć go w tej chwili. Czemu więc się nie poruszam? Przecież bardzo chcę zrobić jeden krok, drugi, trzeci... a ja się dalej nie ruszyłem z tego niewygodnego posłania. Jak to jest?
- Miki...? - wymamrotałem, otwierając lekko oczy. Gdzie był mój mąż? Z jednej strony czułem ciepło, z drugiej strony czułem ciepło, ale jakoś tak podświadomie czułem, że to nie on.
- Jestem, jestem – usłyszałem jego cudowny głos jak przez grubą ścianę. A przecież... chyba był obok. Czemu słyszę go tak dziwnie? - Śpij skarbie. Musisz wypocząć i to porządnie – dodał, chwytając delikatnie moją dłoń.
- Nie mogę. Muszę go znaleźć – wymamrotałem, próbując wstać. Przynajmniej w myślach, no bo moje ciało nawet nie drgnęło.
- Kogo znaleźć? - spytał cicho, chyba się zbliżając. Tak, widziałem go nieco lepiej. Na wszystkie kręgi piekieł, jakiż on jest przepiękny... jestem szczęściarzem, że mam przy sobie taką słodycz. Muszę o niego dbać za wszelką cenę, robić dla niego wszystko, by był najszczęśliwszy na świecie.
- Matsemę. Muszę... muszę go dorwać – mamrotałem dalej, robiąc pierwszy ruch. Co prawda, nie wstałem, ale już się przygotowywałem do wstania, a to już przecież dużo, prawda?
- Musisz o nim zapomnieć. Nie zbliżysz się do niego, a on nie zbliży się już do ciebie. Zresztą, teraz i tak wszystko, co możesz zrobić, to odpocząć. Jesteś wyziębiony, osłabiony. Chyba niepotrzebnie tak wcześnie wyruszyliśmy, tylko ci się pogorszyło – mamrotał do siebie, a ja wyczułem w jego głosie wyrzuty sumienia. Niepotrzebnie. To była moja decyzja, że ruszamy. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, i ja mu to zapewniłem. Gdybym był tylko trochę silniejszy... bylibyśmy jeszcze dalej tej paskudnej świątyni, a bliżej domu.
- Położysz się obok? - zaproponowałem, bardzo go teraz potrzebując obok siebie.
- Nie mogę. Jestem zbyt chłodny, tylko cię bardziej wyziębię – odpowiedział, na co się nie mogłem zgodzić. On był chłodny, owszem, ale nie aż tak bardzo, by mi zrobić krzywdę. Być może, gdyby był zrobiony z lodu, owszem, pewnie byłoby to dla mnie szkodliwe, ale tak? Jego temperatura jest tylko troszkę niższa od mojej. A teraz w sumie, jak tak sobie trzymam jego dłoń, to śmiem twierdzić, że jest nawet cieplejszy ode mnie.
- Potrzebuję cię teraz przy sobie – poprosiłem, delikatnie ściskając delikatnie tę drobną dłoń, która była w tej chwili całym moim światem.
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz