Cicho westchnąłem, czując, że coś się z nim dzieje. Zmienił się i to tak nagle, bez żadnego ostrzeżenia. Nie potrafiłem zrozumieć, skąd ta chłodna obojętność, ten dystans, który pojawił się między nami jak mgła po burzy.
~ Dlaczego kobiety muszą być takie dziwne? - Przemknęło mi przez myśl, choć sam wiedziałem, że to zbyt proste tłumaczenie. Przecież on nigdy taki nie był. Nie tak skomplikowany. Nie tak… nieprzystępny.
Teraz jednak naprawdę go nie rozumiałem. A im bardziej próbowałem, tym mniej wszystko miało sens.
Zachowywał się tak, jakby nic się nie stało, jakby między nami nie wisiało to napięcie, ta niewypowiedziana rozmowa, której obaj się baliśmy. Nie mówił do mnie. Nawet nie próbował wyjaśnić, co się dzieje w jego głowie. A to, przyznam, doprowadzało mnie do szału.
- Może chciałbyś porozmawiać? - Zapytałem w końcu, wstając z łóżka. Sięgnąłem po lampę, by rozświetlić choć trochę to przytłaczająco ciemne pomieszczenie. Kominek wciąż się tlił, ale jego blask był zbyt słaby, by przegnać mrok, który wydawał się gęstnieć wraz z naszym milczeniem.
- Nie ma o czym - Odparł spokojnie, choć w jego głosie słychać było coś, co brzmiało jak zmęczenie. - Zresztą, jesteś wyczerpany. Idź się umyj i połóż. Nie przejmuj się mną. - Patrzyłem na niego, próbując zrozumieć. Naprawdę? Sam wychodzę z inicjatywą, a on odpycha mnie, jakbym robił coś złego. Dlaczego on musi być aż tak… wyrachowany? Chociaż te słowo nie do końca do niego pasuje. On po prostu jest inny, nie jak on. Co prawda, wszystko ma zaplanowane, przemyślane, kontrolowane. Ani jednego nieprzewidzianego gestu, żadnej szczerości w spojrzeniu.
Naprawdę go nie rozumiem. A mimo to chciałbym. Bardziej niż czegokolwiek innego.
Odczuwałem narastającą irytację związaną z jego zachowaniem. To nie tak miało wyglądać, nie tego się po nim spodziewałem. Chciałem po prostu porozmawiać, spróbować go wesprzeć, być obok, a tymczasem czułem, że jeśli zaraz się nie opanuję, skończy się kłótnią. A tego naprawdę nie chciałem.
- Daisuke, jestem zmęczony i zirytowany - Powiedziałem, starając się brzmieć spokojnie, choć głos lekko mi zadrżał. - Możesz, proszę, nie grać ze mną w grę? Nie mam na to siły. Chcę po prostu porozmawiać, pomóc ci, zrobić coś dla ciebie. Ale nie dam rady, jeśli będziesz dalej tak się zachowywał. - Nie odpowiedział. Wciąż leżał nieruchomo, schowany pod grubą warstwą pościeli, jakby chciał zniknąć, jakby mnie w ogóle tam nie było. Ta cisza działała mi na nerwy. Czułem, jak napięcie powoli wspina się po karku, jakby każda sekunda jego milczenia była kolejnym ciosem w moją cierpliwość.
To naprawdę był zły dzień na takie gierki. Byłem zmęczony, wyczerpany emocjonalnie, i miałem wrażenie, że balansuję na granicy. A on... on grał ze mną w niebezpieczną grę, w której zawsze ktoś przegrywa.
- Hej... porozmawiaj ze mną, proszę - Powiedziałem ciszej, niemal błagalnie. Wziąłem kilka głębokich oddechów, starając się uspokoić. Nie chciałem na niego naskakiwać. Wiedziałem, że wtedy całkowicie się zamknie, a tego bałem się najbardziej. - Czuję że coś jest nie tak, dlatego chciałbym abyś się przede mną otworzył i szczerze ze mną porozmawiał, powiedz mi co cię boli, proszę postaram się zrobić co tylko się da aby poprawić twój nastrój - Obiecałem, chcąc wiedzieć co tak naprawdę go boli.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz