Nie byłem pewien, czy naprawdę chcę narzekać, bo mimo wszystko czułem, że mój partner dobrze czuje się w towarzystwie mojego brata. To raczej ja mam do niego jakieś zastrzeżenia, pewnie dlatego, kim jest.
Tylko... czy z powodu jego przeszłości naprawdę powinienem mieć o to pretensje? Nie mogę być takim potworem. Nie mogę przekreślać go za to, co wydarzyło się kiedyś. Oczywiście, wciąż czuję, że jeśli tylko będzie miał okazję, zrobi wszystko, żebym pożałował decyzji o pozostawieniu go w naszym obozie.
Jednak skoro Sorey dobrze się z nim dogaduje, nie mogę wszystkiego przekreślać tylko dlatego, że patrząc na niego, widzę przeszłość, której nienawidzę.
- To nie tak, że chcę, żebyśmy go wyrzucili - Powiedziałem spokojnie. - Po prostu mu nie ufam. Za każdym razem, gdy się do mnie zbliża, dzieje się coś złego. Nie chcę, żeby skrzywdził ciebie albo mnie. Bo wiem, że jest do tego zdolny. - Dodałem to z pełną świadomością tego, jaki potrafię być.
Na ustach mojego męża od razu pojawił się ciepły uśmiech. Widziałem, jak kręci z rozbawieniem głową, jakby nie wierzył, że mój brat mógłby być potworem. Nie wiem, czy myślał, że sobie to wymyśliłem, tego nie byłem pewien. Wiedziałem jednak, jaki naprawdę jest mój brat, i czułem, że coś złego w końcu się wydarzy.
- Owieczko, nie musisz się tym przejmować. Jestem tu przy tobie, a jeśli spróbuje cię skrzywdzić, albo mnie, sprawię, że tego pożałuje - Zapewnił spokojnie, przyciągając mnie bliżej siebie. Złożył kilka pocałunków na mojej twarzy, jeden na czole, jeden na prawym policzku, potem na lewym, następnie na podbródku, aż w końcu dotknął moich ust, łącząc je w namiętnym pocałunku.
Oszołomiony, odwzajemniłem gest, ciesząc się, że go mam przy sobie. Choć w głębi duszy wiedziałem, że nawet on może nie być w stanie poradzić sobie z moim bratem.
Nie do końca podobało mi się jego podejście. Nie pamiętał mojego brata, więc nie mógł być pewien, czy naprawdę da sobie z nim radę. Ja natomiast znałem go doskonale, wiedziałem, jaki potrafi być. Jeśli tylko zechce, jest w stanie posunąć się bardzo daleko… nawet skrzywdzić. A on, nieświadom zagrożenia, mógłby mu po prostu zaufać.
- Obyś się tylko nie zdziwił - Powiedziałem cicho. - Mój brat jest nieprzewidywalny. Jeśli postanowi coś zrobić, znajdzie sposób, żeby dopiąć swego.
Od razu zauważyłem, jak uśmiech znika z twarzy mojego męża, ustępując miejsca lekkiej irytacji.
- Uważasz, że byłby w stanie mnie podejść? Że mógłbym cię zdradzić? - Burknął, urażony moimi słowami.
- Sorey, nie mówię o zdradzie - Odparłem spokojnie. - Nigdy nawet bym o tym nie pomyślał. Chodzi mi tylko o to, że on może nas skrzywdzić. I to w najmniej spodziewanym momencie. - Starałem się go uspokoić, żeby nie reagował zbyt gwałtownie.
Mój mąż skinął dziwnie porozumiewawczo głową. Najwyraźniej moje słowa do niego dotarły i zrozumiał, że nie próbuję go o nic obwiniać. W końcu ufam mu jak nikomu innemu. Mimo że kiedyś między nami wydarzyło się to, co się wydarzyło. Ale to niczego nie przekreśla. Nigdy nie wypominałem mu zdrady, bo pamiętam, jak źle się z tym czuł. Tak samo nie chciałem do tego wracać i miałem nadzieję, że już nigdy więcej do tego nie dojdzie. Zwłaszcza teraz, kiedy widzę, jak bardzo mnie kocha.
- Obiecuję ci, Miki, że jeśli tylko spróbuje zrobić coś złego, natychmiast wyrzucę go z naszego obozu. Nawet nie będę się wahał - Powiedział spokojnie. - Tak jak mówiłem, najważniejszy jesteś dla mnie ty, zwierzaki… no i nasze dzieci, które są u cioci. Nie pozwolę, by ktokolwiek skrzywdził w jakikolwiek sposób naszą rodzinę. - Wierzyłem mu. Jeśli on coś mówi, to wiem, że tak właśnie będzie, choćby nie wiadomo co miało się wydarzyć.
- Wierzę ci i ufam w każde wypowiedziane przez ciebie słowa - Zapewniłem, obdarzając go najpiękniejszym uśmiechem, na jaki tylko było mnie stać.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz