niedziela, 5 października 2025

Od Haru CD Daisuke

 Nie byłem pewien, czy głodzenie się to dobre rozwiązanie. W końcu jeść trzeba, organizm potrzebuje siły, zwłaszcza teraz. Wiem, że często wymiotuje, ale może to dlatego, że jedzenie jest zbyt ciężkie, zbyt tłuste? Może gdybym przygotował mu coś lekkiego, delikatnego, żołądek przyjąłby posiłek spokojniej? To chyba warte spróbowania. Lepiej, by zjadł choć trochę, niż miałby się głodzić, to nigdy nie jest zdrowe.
- A może przygotuję ci coś do jedzenia? - Zaproponowałem cicho. - Coś lekkiego, delikatnego, po czym na pewno nie będziesz wymiotować. Co ty na to? - Chciałem, żeby choć spróbował. Jeśli naprawdę jest w ciąży, to głodzenie się mogłoby zaszkodzić nie tylko jemu, ale też dziecku, które rośnie w jego łonie. Ta myśl nie dawała mi spokoju, musiałem zrobić wszystko, by pomóc mu zachować siły.
Mój panicz od razu pokręcił głową, stanowczo, niemal rozpaczliwie, nawet nie pozwalając mi zbliżyć się do kuchni. Nie chciał, żebym przygotował mu cokolwiek do jedzenia. To niedobrze, przecież on naprawdę powinien coś zjeść. Głodzenie się nigdy nie jest zdrowe, oboje dobrze o tym wiemy.
- Rozumiem, że się boisz - Powiedziałem łagodnie, starając się nie brzmieć zbyt natarczywie. - Ale wciąż uważam, że to bardzo niezdrowe. Robisz sobie krzywdę, kiedy nic nie jesz. Może to nie tak, że nie możesz jeść wcale… Może po prostu twój żołądek źle reaguje na ciężkie jedzenie? Co jeśli przygotuję coś lekkiego, delikatnego, takiego, po czym nie będziesz wymiotować? Może wtedy poczujesz się lepiej. Warto spróbować, prawda? - Nie potrafiłem odpuścić. Martwiłem się o niego zbyt mocno, by po prostu stać z boku i patrzeć, jak traci siły. Chciałem zrobić wszystko, by poczuł się lepiej, by jego ciało odzyskało spokój, a on sam choć na chwilę przestał cierpieć.
- Czy ty możesz, z łaski swojej, się uspokoić i wreszcie ode mnie odczepić?! - Podniósł na mnie głos. Słowa uderzyły mnie jak policzek. Zamurowało mnie. On nigdy nie krzyczał… nawet wtedy, gdy naprawdę był wściekły. Teraz jednak w jego głosie słyszałem złość, napięcie i ból. Musiałem naprawdę go rozdrażnić, skoro tak zareagował.
Poczułem, jak serce ściska mi się z żalu.
- Przepraszam… - Wyszeptałem zmartwiony, nie wiedząc, co dalej powiedzieć, jak się zachować, by nie pogorszyć sytuacji.
On spuścił wzrok, jakby nagle opadł z sił.
- Nie… to ja przepraszam - Odezwał się ciszej. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Naprawdę bardzo źle się czuję. - Patrzyłem na niego bezradnie. Chciałem mu pomóc, wesprzeć go, cokolwiek zrobić, ale nie wiedziałem jak. Czułem się mały i bezsilny, jak prostak, który nie potrafi znaleźć właściwych słów ani gestów. To wszystko było dla mnie zbyt trudne, a jednocześnie nie mogłem odwrócić się plecami, musiałem znaleźć w sobie siłę, by przy nim trwać.
- Nic się nie stało. Faktycznie, chyba zbyt mocno cię naciskałem. Powinienem odpuścić - Powiedziałem cicho, starając się zabrzmieć spokojnie. - Obiecuję, że więcej nie będę robił niczego na siłę. Nie chcę, żebyś przez mnie czuł się źle. - Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, choć w środku wciąż byłem poruszony. Zaskoczenie mieszało się z troską, a gdzieś pod skórą tlił się niepokój. To nie było do niego podobne, nigdy wcześniej nie widziałem go tak rozdrażnionego, tak… zagubionego. Martwiłem się, choć starałem się tego po sobie nie pokazać. Chciałem, żeby przynajmniej w mojej obecności czuł spokój.

<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz