czwartek, 9 października 2025

Od Daisuke CD Haru

 Zdusiłem w sobie westchnienie z irytacji. Przecież mówiłem mu, co się dzieje. Mówiłem mu to nie raz. I co słyszę w odpowiedzi? Za bardzo się martwisz. Nic mi nie będzie. Muszę pracować, to ważna sprawa. Więc później przestałem, bo co mi to dało? Przez tę nową sprawę nawet w swoje dni wolne zagląda do koszar, bo może będzie jakiś przełom, może znajdzie jakiegoś świadka. A ja, jako dobra, grzeczna żona, siedzę i czekam na niego z głową pełną czarnych scenariuszy, by, na szczęście, spędzić z nim tę krótką chwilę, nim pójdzie do łóżka. Gdyby któraś z moich myśli się wydarzyła... nie wybaczyłbym sobie. 
– Trapi mnie dokładnie to samo, co przez ostatnie dwa tygodnie – powiedziałem cicho, powoli podnosząc się do siadu. – Czuję się samotny. Czasem mam wrażenie, że spędzamy razem jeszcze mniej czasu, niż wtedy, kiedy chodziłeś na nocki – dodałem, przenosząc swoje zmęczone spojrzenie na niego. Na nocce miał tylko patrole, pojedyncze interwencje. A tu dostał pełną, niebezpieczną sprawę, i do tego pewnie jeszcze sam. I ja mam być spokojny? Nie martwić się? Jak ja mam się nie martwić, kiedy każdego dnia przychodzi o różnej godzinie, i nigdy o czasie? 
A może on tyle czasu w pracy spędza, bo mnie dosyć? To też może być to. Nie potrafię wyczuć za bardzo siebie i tego, co czuję. Pewien jestem jednego, że brakuje mi jego bliskości. Zwykłych rozmów. Przytulania. Po prostu poczucia, że chce przy mnie być, a mnie, że zmusza się do przebywania ze mną, kiedy wolałby na przykład spać, jak chociażby teraz. Sam przyznał, że był zmęczony, i zirytowany. Niepotrzebnie zajmuję mu czas. 
– To przez tę sprawę. W końcu ją rozwiążę, i wezmę wolne – obiecał, chwytając moją dłoń. Mimo, że cały dzień siedzę w ciepłym pokoju, pod pierzyną, jego skóra była rozgrzana, a moja — lodowata. Jak to działa? Chciałbym zaznać trochę tego ciepła, które to on ma. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak zimno mi było. 
– Wiem, że to przez sprawę. Wiem to aż za dobrze. Codziennie zastanawiam się, czy do mnie wrócisz, czy może nie przyjdzie do mnie jakiś poseł z informacją, że dopatrzyli się w tobie cech wilkołaka i czekasz w lochu na egzekucję, o ile już wcześniej cię nie zabili – odparłem, zagryzając nerwowo dolną wargę czując, jak zaczynam drżeć z powodu bezsilności. Albo zimna. 
– Za bardzo się... – zaczął, ale przerwałem mu mając dosyć. 
– Martwisz? Przejmujesz? Już to słyszałem – burknąłem, spuszczając wzrok. 
– Więc czego ode mnie oczekujesz? Nie rzucę przecież pracy – odparł, a ja wyczułem, że i on ma dosyć. Jak on sobie poradzi z moimi humorami w późniejszym etapie ciąży? Ja sobie już teraz sam ze sobą nie radzę. A jak on nie będzie potrafił... 
– Nie, nawet tego bym nie chciał. Wiem, że jest ona dla ciebie ważne. Jednak nadgodziny? Wychodzenie do niej skoro świt, wracanie, jak już jest ciemno? Kiedy się spóźniasz zastanawiam się, czy coś ci się stało, czy może po prostu nie chcesz spędzać ze mną czasu, czy cię nie męczę – wyjaśniłem, zerkając gdzieś w bok. – Powinieneś się umyć i iść spać. A jeszcze wcześniej coś zjeść. Po tylu godzinach bez snu musisz być padnięty – dodałem, zabierając w końcu swoją dłoń. I chociaż bardzo potrzebowałem w tej chwili jego towarzystwa, jego bliskości... nie chciałem go męczyć i irytować jeszcze bardziej. Już nawet powoli do tej swojej samotności się zaczynam przyzwyczajać. Tylko ten chłód, i głód, z nimi miałem największy problem. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz