Mimo wszystko, to mój mąż był dla mnie najważniejszy. I zawsze powinienem stać po jego stronie. Objąłem moją Owieczkę ramieniem, rzucając Matsemie chłodne spojrzenie. Przyszedłem tu z Mikleo, to on się do nas przyłączył, i to on, jeżeli będzie sprawiał problemy, się odłączy, nawet, jeżeli dobrze mi się z nim rozmawiało.
– Mikleo ma rację. To z nim rozmawiałem, nie z tobą – powiedziałem zimno, a on, zamiast czuć respekt... czy jemu się to podobało? Co z niego za dziwak? – Chodź, przejdziemy się – zwróciłem się do męża, podając mu rękę. Chciałem z nim porozmawiać, z dala od jego brata. Domyślałem się, że przy nim niewiele mi powie, a koniecznie chciałem go wypytać, okazać mu mu wsparcie. Nie chciałbym, by pomyślał, że to on będzie dla mnie ważniejszy.
– Przejdę się z wami – od razu odezwał się jego brat, na co od razu zwróciłem spojrzenie w jego stronę.
– Zaproponowałem to jemu, nie tobie – syknąłem, okazując mu wrogość. Nawet jeżeli go trochę polubiłem, niech zna swoje miejsce w szeregu.
– A jak się nie posłucham? – spytał ze psotnym uśmiechem na ustach.
– Jeżeli nie posłuchasz, będziesz musiał nas opuścić. Albo zrobisz to grzecznie, albo będę musiał interweniować. Chodźmy, Miki – poprosiłem, podnosząc się z ziemi i wyciągając rękę w jego stronę.
Ujął ją, i nawet posłał swojemu bratu spojrzenie pełne zwycięstwa. To było strasznie głupie, czemu jego brat tak bardzo chce mnie zdobyć? Jest na straconej pozycji. On to wie. Ja to wiem. Więc czemu próbuje? A Miki w ogóle się nie powinien się o to martwić. Zawsze będzie dla mnie najważniejszy. Zawsze wezmę jego stronę... o ile nie przesadzi. Ale to się nie wydarzy, on taki nie jest, w przeciwieństwie do jego brata, on się wydaje bardziej bezwzględny.
– Pilnuj, Banshee – poleciłem, a suka, jakby tylko czekając na to polecenie, najeżyła sierść i wyszczerzyła kły, wbijając swoje spojrzenie w Mastemę. Od początku go nie lubiła... ale to akurat nic dziwnego. Nie przepadała za aniołami, akceptowała moją rodzinę i pewnie tylko dlatego, że się z nimi wychowywała od najmniejszego.
– Co się dzieje, Miki? – spytałem, kiedy znaleźliśmy się wystarczająco daleko od ogniska.
– Nic – powiedział wymijająco, na co uniosłem jedną brew. No chyba nie myśli, że w to uwierzę, albo że porzucę temat.
– Po to cię tu wyciągnąłem, by usłyszeć wszystkie twoje uwagi. Jeżeli czujesz się w jego towarzystwie źle, powiedz mi o tym głośno. Wygodnię go stąd. Cokolwiek ci nie siedzi na sercu... Po prostu mi powiedz. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, nigdy nie będzie dla mnie nikt ważniejszy – poprosiłem, chwytając jego dłoń i uniosłem ją do góry tak, by ucałować jej wierzch.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz