Obudziłem się... sam nie wiem, kiedy. I o której. Było już ciemno, a w głowie mi dudniło. Pamiętam, że Matsema wrócił, poczęstował mnie alkoholem, który z chęcią przyjąłem, bo czemu by nie, i... i co? I ciemność. Kompletna ciemność. Nade mną był pochylony mój mąż, a obok gdzieś wyczuwałem zaniepokoją i może nawet wściekłą Banshee. Nie byłem pewien, co takiego się wydarzyło, ale za to byłem pewien jednego – Matsema maczał w tym palce.
- Miki...? - wymamrotałem cicho, podnosząc się do siadu.
- Na Boga, Sorey, w końcu jesteś świadomy – powiedział z ulgą, chwytając moją dłoń.
- W końcu? Więc wcześniej byłem nieświadomy? - spytałem, marszcząc brwi. Co się działo? Nie pamiętam nic... kompletnie nic. Byłem pewien, że jestem nieprzytomny, czy coś, a on mi teraz mówi, że byłem nieświadomy... to coś zupełnie innego.
- Mogłem z tobą robić, co chcę. I co chciał on. Dobrze, że wróciłem na czas... nie chcę wiedzieć, co takiego chciał z tobą zrobić – odpowiedział, a ja poczułem gniew. Co za gnida. A ja go broniłem. I nawet chciałem z nim utrzymywać kontakt, jeżeli tylko by przestał się do mnie przymilać. Chciałem. Jak go zobaczę, samodzielnie go rozszarpię za to, co mi zrobił.
- Zabiję go – syknąłem, gotów za nim ruszyć i pokazać na nim swoją wściekłość.
- Już go przegoniłem. Nie musisz się nim przejmować, prędko nie wróci, o ile w ogóle – ścisnął mocniej moją dłoń, próbując mnie uspokoić. - Jak się czujesz? Co on ci zrobił? - spytał zmartwiony, nie spuszczając ze mnie zmartwionego wzroku.
- Coś mi podał w alkoholu. Nie wiem co, ale wypiłem go, wszystko było dobrze, i... i nagle jakoś mnie tak odcięło. Nie pamiętam szczegółów. Tak właściwie, nie pamiętam nic – przyznałem zgodnie z prawdą, rozglądając się dookoła. Co za przebrzydła gnida. Jeżeli go zobaczę raz jeszcze, taki łaskawy nie będę.
- Chyba nie spodobało mu się to, że pomimo wszystko wybrałeś mnie – zauważył słusznie na co prychnąłem cicho.
- A czego on się spodziewał? Ty jesteś moim mężem, to oczywiste, że jesteś moim jedynym wyborem – burknąłem, czując, jak wściekłość w ogóle mnie nie opuszcza. Tego mu nie zapomnę, i odgryzę się, jeżeli kiedykolwiek mi stanie na drodze.
- Jak się czujesz? - zapytał, przyglądając mi się ze zmartwieniem.
- Dudni mi strasznie w głowie, suszy mnie w ustach, ale poza tym jest dobrze. Jestem gotów go ukarać – syknąłem, zaciskając dłonie w pięści.
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz