środa, 8 października 2025

Od Mikleo CD Soreya

 Widziałem, że mój brat nie był zadowolony z tego, co powiedział mój mąż. W jego oczach widać było zawód, nie tego się spodziewał, nie to chciał usłyszeć. W głębi duszy liczył chyba, że uda mu się zdobyć jego uwagę, może nawet serce. Ale to była tylko złudna nadzieja, która pękła w jednej chwili. Sorey patrzy tylko na mnie kocha tylko mnie. I właśnie to uwielbiam. Wiem, że jestem jego, a on jest mój. Nic i nikt tego nie zmieni.
- Jeszcze zobaczymy - Mruknął mój brat, ruszając w stronę ruin, z których dopiero co się wydostaliśmy. Jego ton był zimny, a spojrzenie dziwnie mroczne, jakby w środku coś w nim pękło. Zdziwiony jego zachowaniem, odwróciłem głowę w jego stronę, chcąc mu się lepiej przyjrzeć i spróbować odgadnąć, co tak właściwie knuje.
- Gdzie idziesz? - Zapytałem, bardziej z grzeczności niż z ciekawości.
- A co cię to obchodzi? - Odburknął. - Nie martw się, wrócę. Na razie idę w swoją stronę.
I zniknął, niknąc między ruinami, jakby chciał zetrzeć się z całego świata. Przez chwilę słyszałem jeszcze echo jego kroków, a potem zapadła cisza.
- On jest naprawdę dziwny - Mruknąłem pod nosem, bardziej do siebie niż do Soreya. - Czasem go nie rozumiem... i chyba nigdy nie zrozumiem. - Sorey uśmiechnął się lekko, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie milczał. Wiedział, że to mój brat, i choć miał o nim swoje zdanie, nie zamierzał mnie przekonywać. Ja jednak znałem go lepiej wiedziałem, jak potrafi być podejrzany, jak zmienny, jak nieprzewidywalny, gdy coś nie idzie po jego myśli.
Wiedziałem jedno, to nie był koniec. Coś w jego głosie, w tym krótkim „jeszcze zobaczymy”, zabrzmiało jak ostrzeżenie... albo jak groźba.
Jeszcze będziemy żałować, że w ogóle zapragnęliśmy mieć z nim kontakt, to znaczy ja kontaktu z nim nie chciałem, to mój mąż zdecydował się na rozmowę z nim bo chyba poczuł z nim to coś, najważniejsze jednak, że już mu to minęło, nie chcę aby miał z nim większy kontakt niż to konieczne.
- To prawda, jest trochę dziwny, ale wcale nie taki zły. Gdyby tylko nie próbował mnie podrywać, chyba lubiłbym go znacznie bardziej. Ma w sobie coś interesującego - Stwierdził. Czego akurat mogłem się spodziewać, Matsema zawsze potrafił wzbudzić zainteresowanie wokół swojej osoby.
- Tak, a ja nie wiem, jak on to robi, że każdy zwraca na niego uwagę - Mruknąłem, po czym spotkałem się ze spojrzeniem mojego męża, w którym wyraźnie malowało się niezrozumienie.
- Miki, nie chcę ci przypominać, ale działasz tak samo jak on. Każdy zwraca na ciebie uwagę - Odparł, przyciągając mnie bliżej siebie i sadzając na swoich kolanach.
- Tak? Ach, jak dobrze, że jeden z tych zainteresowanych już dawno stał się moim mężem - Wymruczałem, łącząc nasze usta w czułym pocałunku. - I oby to trwało jak najdłużej się da, bo ja już nie chcę bez ciebie żyć - Dodałem, między pocałunkami.

<Pasterzyku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz