Jak ja się czułem dzisiaj? Chyba lepiej. Dalej było mi nieco chłodno, w żyłach czułem, że coś z nimi płynie, coś, co osłabia mój organizm, ale poza tym, jest całkiem stabilnie. Musi być. Nie możemy tracić kolejnego dnia tylko i ze względu na mnie. Według moich wyliczeń, o tej porze powinniśmy być w domu. A gdzie jesteśmy? W jakieś zatęchłej dziurze. Mikleo nie powinien mi pozwolić na odpoczynek. Powinien mnie pospieszać. Tak to jednak jest, kiedy ma się kochanego męża, zamiast wymagającego. Gdyby nie to, to przecież byśmy byli w domu. On by mógł spać na wygodnym materacu, a nie tej zimnej ziemi, kociaki nie byłyby same... chociaż, wbrew pozorom to pewnie są najszczęśliwsze, bo nie ma mnie w pobliżu. Jakie zadowolone musiały być, kiedy byłem w Piekle. Ale sobie korzystać musiały...Trochę szkoda, że do mnie nie chcą przychodzić. Jednocześnie rozumiałem, dlaczego są wobec mnie takie nieufne i wrogo nastawione, jak i było mi po prostu przykro. Przynajmniej Psotka już traktuje mnie normalnie i nie denerwuje się na mój widok, kiedy wróciłem z dołu, chwilki potrzebowała, ale to zrozumiałe. Miałem na sobie mnóstwo paskudnych zapachów... ten zapach nie podobał się i mnie. A co dopiero Mikleo. Jemu przeszkadza pewnie nawet mój taki naturalny, siarczany zapach.
- Czuję się dobrze – przyznałem cicho, delikatnie gładząc jego włosy. Zdecydowanie wymagały umycia, rozczesania, uczesania... nie mogę się doczekać, aż dotrzemy do domu, i będę mógł się nim zająć. Nic mnie tak nie relaksuje, jak zajmowanie się jego przepięknymi włosami.
- Mhm. A tak na poważnie? - spytał, zmniejszając dystans pomiędzy nami.
- Tak na poważnie. Dobrze się czuję. Możemy ruszać w dalszą drogę, a nawet powinniśmy. Według moim obliczeń wczorajszych, o tej porze mieliśmy być w domu. A zamiast tego, śpisz na twardej ziemi w zatęchłej jaskini. Moja piękna Owieczka nie zasługuje na takie tragiczne warunki – odpowiedziałem, poprawiając się odrobinkę. Co jak co, ale wszystkie mięśnie mnie bolały, pewnie od leżenia na niewygodnej powierzchni. Nie dość, że twarde, to jeszcze nierówne, chropowate... z chęcią bym się położyłbym na moim łóżku, wygodnym materacu, przeciągnął się leniwie i tak odrobinkę sobie poleżał. W końcu, na robotę na pewno czas znajdę. Potrzebuję tylko jeszcze znaleźć energię.
- Nie chcę, żeby wczorajsze wydarzenia się powtórzyły. A tak na pewno będzie, jeżeli jeszcze się słabo czujesz – wyjaśnił spokojnie, poprawiając swoje ubranie, które także wymagało zmienienia.
- Nie chcesz to spędzać tutaj więcej czasu. Widzę to po tobie, i mam tak samo, dlatego się zbierajmy i uciekajmy. Wiesz, nabrałem wielkiej ochoty na wyciągnięcie się na naszym łóżku... wraz z tobą, oczywiście – wyszczerzyłem się delikatnie, po czym przeciągnąłem się słysząc, jak coś tam mi w tych plecach strzela.
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz