poniedziałek, 13 października 2025

Od Haru CD Daisuke

Westchnąłem cicho, gdy tylko usłyszałem jego słowa. Zdecydowanie za bardzo się mną martwił, kiedy to on powinien skupić się na sobie. To przecież on od kilkunastu godzin nic nie jadł i to on powinien myśleć o tym, by w końcu dojść do zdrowia.
- Skup się na sobie - Powiedziałem spokojnie, choć w głosie zabrzmiała nuta lekkiego wyrzutu. - To ty nie jadłeś cały dzień, musisz to nadrobić. Nie jest zdrowo tak się głodzić, a jeszcze mi wypominać, że to ja nic nie jem. - Upomniałem go, przypominając mu ten prosty, lecz istotny fakt.
- Miałem ważniejsze rzeczy na głowie niż jedzenie - Odparł cicho, mimowolnie zakładając na twarz ciepły uśmiech.
Słuchałem go z lekkim niedowierzaniem. Ważniejsze rzeczy? Co mogło być ważniejsze od dbania o własne zdrowie? Nie rozumiałem tego.
- Tak? A mogę wiedzieć, co to za „ważne rzeczy”? - Zapytałem z uniesioną brwią, patrząc na niego uważnie. - Bo naprawdę jestem ciekaw, co takiego istotnego robiłeś, że nie miałeś nawet chwili, by coś przegryźć. Moja panienka westchnęła cicho, spuszczając wzrok na talerz. Zamiast jeść, zaczęła bawić się widelcem, przesuwając jedzenie po brzegu naczynia.
- Odpoczywałem. - Jego głos zabrzmiał niemal szeptem. - To było ważniejsze. Przynajmniej dzięki temu nie wymiotuję.
Wtedy zrozumiałem. To nie samo jedzenie go przerażało, a myśl o tym, co mogłoby po nim nastąpić. Wymioty. Strach przed bólem i osłabieniem, które towarzyszyły każdemu posiłkowi. To smutne, ale i zrozumiałe, w końcu kto chciałby znów czuć w ustach smak żołądkowych kwasów? Wiedziałem, jak bardzo to potrafi wyniszczyć, psychicznie i fizycznie.
- Rozumiem, że czujesz się źle po jedzeniu - Powiedziałem łagodnie. - Ale kucharz zapewniał, że po tym posiłku poczujesz się lepiej. Obiecał, że tym razem nie będziesz wymiotować. Wierzę mu. Skoro twoja mama po tym daniu czuła się dobrze, to i ty nie masz się czego bać.
Uśmiechnąłem się lekko, chcąc dodać mu otuchy.
- Obyś miał rację… - Wyszeptał, po czym niepewnie sięgnął po widelec. W końcu nabrał pierwszy kęs i powoli włożył go do ust.
Patrzyłem na niego, jak walczy z własnym lękiem, i poczułem coś w rodzaju dumy. A potem sam sięgnąłem po swoje danie. W przeciwieństwie do niego byłem głodny, głodny jak wilk, dosłownie. W mojej naturze głód był czymś więcej niż potrzebą; był instynktem, natarczywym i pierwotnym. Czymś, czego nikt, kto nie jest taki jak ja, nigdy w pełni nie zrozumie.
Naprawdę się najadłem. Byłem pełen, a co najważniejsze, usatysfakcjonowany posiłkiem, który dostałem. Ciepło rozlewało się po moim ciele, choć zaraz po jedzeniu ogarnęło mnie ogromne zmęczenie. Najchętniej położyłbym się i zasnął od razu, pozwalając, by ciężar dnia wreszcie ze mnie spłynął.
Wiedziałem jednak, że nie mogę. Czułem, że mój mąż pragnie, abym został przy nim, nie tylko po to, by zasnąć obok, ale by jeszcze przez chwilę porozmawiać, po prostu być razem. Dlatego powstrzymałem senność i usiadłem bliżej, tak jak on tego chciał.
- I jak? Czujesz się już lepiej? - Zwróciłem się do niego, gdy zauważyłem pusty talerz stojący przed nim. Mówiąc to, starałem się, by w moim głosie brzmiała troska o czułość której teraz tak potrzebuję.

<Paniczu? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz