Co jak co, ale akurat z tym nie miałem żadnego problemu. Zresztą, czemu miałbym mieć jakikolwiek problem? Mój Miki przecież jest taki malutki, taki leciutki, taki słodziutki... aż dziwne, że on potrafił działać i ogarniać cały dom. Oczywiście ostatnio robię wszystko, by mój mąż nie był przemęczony. I co on zrobi beze mnie? Będę musiał poprosić dzieciaki, by oczywiście mamie pomagali. Jeszcze będzie miał wsparcie w postaci Lailah, więc jakoś to przetrwa. Dobrze, że zdecydowałem się po nią się udać... Mikleo będzie sobie mógł z nią porozmawiać, trochę może takie rozmowy będą go uspokajać i sobie świetnie poradzi. Na pewno lepiej, niż ja sam.
- Jak ty taki leciutki, to dla mnie nic – powiedziałem z delikatnym uśmiechem.
- Już nie przesadzaj, po prostu jesteś taki silny – stwierdził, przyglądając mi się spod wpół przymkniętych oczu.
- Albo ty taki smuklutki – odparłem, sadzając go na stoliku. - Daj mi chwilkę, przygotuję ci kąpiel i już cię wkładam do balii – stwierdziłem, kątem oka widząc, jak opiera się o ścianę.
- Mhm – westchnął cicho, bardzo, ale to bardzo starając mi się nie zasypiać.
Widząc, w jakim jest stanie, pospieszyłem się z przygotowaniem dla niego tej kąpieli; wlałem wodę, podgrzałem i dodałem do niej odpowiednie olejki, by ładnie pachniało i żeby słodki zapach jego ciała jeszcze bardziej był podkreślony. A kiedy wszystko było gotowe, przeniosłem go do balii.
- Dasz radę się umyć? - zapytałem, patrząc na niego z uwagą. - Chyba nie dasz – odpowiedziałem po chwili na swoje własne pytanie.
- Nie, nie, ja dam sobie radę. Tylko najpierw trochę sobie tak poleżę – stwierdził, opierając plecy o ścianę balii i odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Oj, przecież on mi zaraz zaśnie. No nic, później się nim zajmę.
- Ależ oczywiście – stwierdziłem i ucałowałem go w czoło, tuż pod jego piękną opaską.
Tak więc kiedy mój mąż zbierał siły na przeżycie kolejnych godzin, ja zająłem się sprzątaniem, bo tego było sporo. Cóż mogę powiedzieć, dzisiaj sobie pozwoliłem na szaleństwo, jednocześnie starając się za bardzo nie przekroczyć tej linii. I tak miałem wrażenie, że troszkę momentami przesadziłem, zwłaszcza z oparzeniami, one nie były zamierzone. Ostatni raz oparzyłem go, kiedy jeszcze nie panowałem nad emocjami. Myślałem, że to już tak trochę mam za sobą, no ale najwidoczniej wychodzi na to, że nie. Muszę bardziej panować i nad gniewem, i nad podnieceniem, bo oparzenia Serafinowi wody na pewno szkodzą znacznie bardziej. Moje biedactwo.
Posprzątałem, zmieniłem pościel, a nawet wyprałem, i kiedy rozwiesiłem ją na strychu, wróciłem do mojego męża, który oczywiście zasnął. Westchnąłem cicho i zabrałem się za dokładne wymycie jego ciała, jednocześnie przyglądając się ranom, które mu zadałem. Część z nich już się trochę podgoiła, ale te oparzenia...? Boję się, że po nich będą blizny.
- Miki – odezwałem się cichutko, odrobinkę go rozbudzając. - Chodź, wytrę cię i założę ci moją koszulę, i już sobie pójdziesz spać – dodałem, na razie go nie informując go potencjalnych bliznach. Pogadam z nim, jak już się rozbudzi.
<Owieczko? c:>