czwartek, 3 kwietnia 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Co jak co, ale akurat z tym nie miałem żadnego problemu. Zresztą, czemu  miałbym mieć jakikolwiek problem? Mój Miki przecież jest taki malutki, taki leciutki, taki słodziutki... aż dziwne, że on potrafił działać i ogarniać cały dom. Oczywiście ostatnio robię wszystko, by mój mąż nie był przemęczony. I co on zrobi beze mnie? Będę musiał poprosić dzieciaki, by oczywiście mamie pomagali. Jeszcze będzie miał wsparcie w postaci Lailah, więc jakoś to przetrwa. Dobrze, że zdecydowałem się po nią się udać... Mikleo będzie sobie mógł z nią porozmawiać, trochę może takie rozmowy będą go uspokajać i sobie świetnie poradzi. Na pewno lepiej, niż ja sam. 
- Jak ty taki leciutki, to dla mnie nic – powiedziałem z delikatnym uśmiechem. 
- Już nie przesadzaj, po prostu jesteś taki silny – stwierdził, przyglądając mi się spod wpół przymkniętych oczu. 
- Albo ty taki smuklutki – odparłem, sadzając go na stoliku. - Daj mi chwilkę, przygotuję ci kąpiel i już cię wkładam do balii – stwierdziłem, kątem oka widząc, jak opiera się o ścianę. 
- Mhm – westchnął cicho, bardzo, ale to bardzo starając mi się nie zasypiać. 
Widząc, w jakim jest stanie, pospieszyłem się z przygotowaniem dla niego tej kąpieli; wlałem wodę, podgrzałem i dodałem do niej odpowiednie olejki, by ładnie pachniało i żeby słodki zapach jego ciała jeszcze bardziej był podkreślony. A kiedy wszystko było gotowe, przeniosłem go do balii.
- Dasz radę się umyć? - zapytałem, patrząc na niego z uwagą. - Chyba nie dasz – odpowiedziałem po chwili na swoje własne pytanie. 
- Nie, nie, ja dam sobie radę. Tylko najpierw trochę sobie tak poleżę – stwierdził, opierając plecy o ścianę balii i odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Oj, przecież on mi zaraz zaśnie. No nic, później się nim zajmę. 
- Ależ oczywiście – stwierdziłem i ucałowałem go w czoło, tuż pod jego piękną opaską. 
Tak więc kiedy mój mąż zbierał siły na przeżycie kolejnych godzin, ja zająłem się sprzątaniem, bo tego było sporo. Cóż mogę powiedzieć, dzisiaj sobie pozwoliłem na szaleństwo, jednocześnie starając się za bardzo nie przekroczyć tej linii. I tak miałem wrażenie, że troszkę momentami przesadziłem, zwłaszcza z oparzeniami, one nie były zamierzone. Ostatni raz oparzyłem go, kiedy jeszcze nie panowałem nad emocjami. Myślałem, że to już tak trochę mam za sobą, no ale najwidoczniej wychodzi na to, że nie. Muszę bardziej panować i nad gniewem, i nad podnieceniem, bo oparzenia Serafinowi wody na pewno szkodzą znacznie bardziej. Moje biedactwo. 
Posprzątałem, zmieniłem pościel, a nawet wyprałem, i kiedy rozwiesiłem ją na strychu, wróciłem do mojego męża, który oczywiście zasnął. Westchnąłem cicho i zabrałem się za dokładne wymycie jego ciała, jednocześnie przyglądając się ranom, które mu zadałem. Część z nich już się trochę podgoiła, ale te oparzenia...? Boję się, że po nich będą blizny. 
- Miki – odezwałem się cichutko, odrobinkę go rozbudzając. - Chodź, wytrę cię i założę ci moją koszulę, i już sobie pójdziesz spać – dodałem, na razie go nie informując go potencjalnych bliznach. Pogadam z nim, jak już się rozbudzi. 

<Owieczko? c:>

Od Daisuke CD Haru

 Pokiwałem głową i także zabrałem się na narzucanie na swojego ciała ciepłego, ciemnego płaszcza. Może już nie padało tak bardzo, jak jeszcze te kilka godzin temu, no ale chyba dalej coś tam dalej mżyło, zatem lepiej nie ryzykować. No i nie mówiąc o tym, że będzie paskudnie i zimno, ale muszę to dla niego zrobić. Tej nocy będzie potrzebował mojej uwagi, by nie wpakował się w żadne kłopoty. I za dnia także będę musiał być dla niego wystarczający i żywy, i jak ja to zrobię? Chyba najlepiej byłoby, gdybym po prostu nie kładł się spać. Będę chyba bardziej żywy niż gdybym poszedł spać i obudził się później po tych kilku godzinach. A wyspać to ja się zdążę. Zresztą, ostatnio się z tym snem strasznie rozleniwiłem, kiedyś starczały mi cztery godziny, pięć i mogłem działać, a teraz? Śpię, śpię i się wyspać nie mogę. 
- Zatem chodźmy – powiedziałem, zakładając na moje ręce czarne rękawiczki i po tym chwyciłem za parasolkę. 
- No proszę, jaki z ciebie elegancik – odpowiedział, otwierając przede mną drzwi i zapraszając mnie gestem dłoni. - Aż miło się patrzy.
- Miło się patrzy na zakrytego mnie od stóp do głów w ciemnych ubraniach? - spytałem, unosząc jedną brew. 
- Ależ oczywiście. Bo nikt dzięki temu nie wie, jakie skarby się pod tym kryją, a ja doskonale wiem i to wszystko jest dla mnie – wyszczerzył się głupkowato, na co pokręciłem z niedowierzaniem głową. Czy powinienem go wyprowadzać z błędu, że jest jednak w tym mieście kilka osób, z którymi to spałem i które to już widziały mnie nago, podobnie przecież było z nim. Ale chyba lepiej nie, tylko bym mu humor zniszczył. 
- Jak dobrze pójdzie, to za kilka miesięcy będziesz musiał się tym moim ciałem z kimś dzielić – rzuciłem, zakładając buty.
- No tak... Myślę, że jakoś to przeżyję. Nie mogę się już doczekać, jak się nasze dziecko pojawi na świecie – dodał, strasznie podekscytowany. Naprawdę się nie mógł doczekać, a ja troszkę taką presję poczułem. Przede wszystkim, by szybko w tę ciążę zajść, by przebiegała ona bezproblemowo, no i oczywiście by nasze dziecko urodziło się zdrowe. 
- Dam z siebie wszystko i zapewnię ci wspaniałego potomka – powiedziałem, wychodząc na zewnątrz. 
- Nam zapewnisz wspaniałego potomka, to będzie nasze dziecko – poprawił mnie. Gdyby nie jego wielkie pragnienie posiadania dziecka, no to najpewniej by tego wszystkiego nie było. Chcę jednak spełnia jego małe marzenia, by był przy mnie najszczęśliwszy. Chciał dziecka, dostanie dziecka, chciał rodziców, znalazłem mu chociaż jednego z nich, pomimo tego, że na początku nie był z tego faktu zadowolony. 
- No tak, tak... - westchnąłem cicho, jeszcze do tego nie będąc przyzwyczajony. - I tak będziesz lepszym rodzicem, niż ja. Dla bezpieczeństwa i dobra tego dziecka będzie lepiej, jak ja raczej będę się trzymał z daleka. Jeszcze bym je spaczył tak, jak ja jestem spaczony – dodałem, także się martwiąc o wychowanie, a ja przecież żadnych dobrych wzorców wychowawczych nie miałem. Moi rodzice nie żyli na tyle długo, bym czegoś się od nich nauczył, a nie chciałbym stać się moją babką, co już przecież jest wielce prawdopodobne. 

<Piesku? c:>

Od Mikleo CD Soreya

Odpowiedź była prosta i mu raczej dobrze znana, nie mogłem się doczekać tego, co mnie będzie czekać, dlatego przygotowałem się dla niego tak ładnie, aby mógł mnie wykorzystać tu i teraz na każdy możliwy sposób bez względu na wszystko, nawet jeśli ból będzie odczuwalny, chcę go, chcę całego bez względu na konsekwencję.
– Tak, nie mogę się doczekać – Przyznałem, zaczynając szaleć, mimo że mój mąż jeszcze nic tak naprawdę nie zrobił, gładził delikatnie moją dolną wargę, patrząc głęboko w moje oczy.
Nic się nie działo, a ja już czułem przebiegające po całym moim ciele podniecenie.
Sorey z mojej wargi zsunął się na moje gardło, mocno je chwytając.
Podduszając mnie odrobinę wgryzł się w moją szyję, ssąc moją krew, drugą dłonią, drażniąc moje uda.
Odruchowo jęknąłem, odchylając głowę do tyłu, abym miał większy dostęp do mojego ciała, oddając mu się całemu.
Jego dłonie drażniły moje ciało, usta i zęby pozostawiały ślady w miejscach widocznych, aby każdy wiedział, do kogo należę.
Odwracając mnie do siebie tyłem, popchnął na ścianę, zaciskając dłoń na moich włosach, podciągając moją sukienkę, wszedł w moje wnętrze bez ostrzeżenia, doprowadzając mnie do szaleństwa.
Jęcząc głośno, zacisnąłem dłoń, wbijając paznokcie w ścianę, drżąc z podniecenia, zamykając oczy, gdy mocno szarpnął za moje włosy, pozwalając mojemu ciału czuć, a oczom nie patrzeć, w tej chwili nie były mi one do niczego potrzebne jego dotyk, rozkaz i głos wystarczył, abym tańczył jak mi gra.
Pozwalałem się gryźć, podduszać, tworzyć siniaki na moim ciele, pozostawiać drobne oparzenia, nad którymi nie panował, robiąc ze mną, co tylko chciał i na co tylko mu pozwoliłem.
Jego dłonie szarpały, uderzały i zaciskały się na moim ciele, a usta wciąż kazały mówić, do kogo należę, kim jestem i czego od niego chce.
Chciał, abym mówił mu, czego pragnę, jednocześnie nie robiąc niczego, co zostało wypowiedziane z moich ust.
Robił mi na złość, jednocześnie doprowadzając mnie do szaleństwa, dbając o to, abym nie mógł ustać na nogach, długo zabawiając się ze mną, nie pozwalając mi myśleć ani czuć niczego poza nim całym.
Zmęczony, ale bardzo usatysfakcjonowane leżałem na łóżku, ciężko oddychając, zmęczony wszystkim, co ze mną dziś zrobił, czując ból w każdym możliwym miejscu mojego ciała.
Tak jak obiecał bolało, ale i było bardzo przyjemnie, wykończył mnie, pozostawił na ciele wiele śladów, ale odczuwał satysfakcję, która udzieliła się i mnie, a wszystko dlatego, że wszystko, co robił, kręciło mnie i doprowadzało do szaleństwa, spełniając wszystkie moje najskrytsze marzenia.
Był wszystkim, co miałem i spełniał wszystkie moje marzenia, z powodu czego nigdy nie szukałbym nikogo innego, miałem go i tylko to się liczyło.
– Jak się czuje moja piękna owieczka? – Dopytał, chwytając moją dłoń, którą ucałował, patrząc głęboko w moje oczy.
– Obolały, ale bardzo usatysfakcjonowany – Przyznałem, ziewając zmęczony.
– Tylko proszę, nie zasypiać musimy się wykąpać, trzeba zmienić pościel, a później będziesz mógł sobie spać, ile będziesz chciał – Usłyszałem i mimo sporej niechęci i narastającego zmęczenia podniosłem się z łóżka i szczerze, gdyby nie jego ramiona już dawno wylądowałbym na ziemi, nie mając siły w nogach, które wciąż bardzo się trzęsły po naszym stosunku.
– Chyba wygląda na to, że będziesz musiał mnie tam zanieść – Odparłem, uśmiechając się do niego delikatnie, czując, że sam nie będę w stanie tam dotrzeć, nie w tej chwili.

<Pasterzyku? C:> 

Od Haru CD Daisuke

 Czy miałem dziś jakieś konkretny plan? Na pewno chciałem się przyjrzeć miejscom, w którym zawsze w weekend dzieje się najwięcej, bary i innego rodzaju miejsca, w których odbywają się, spotkania nie zawsze kończące się tak jak kończyć się powinny, mężczyźni, nie mając żadnej kontroli, robią rzeczy, które są obrzydliwe, a na które ja jako strażnik się nie zgadzam i przypilnuje, aby żaden z ich niecnych planów nie doszedł do skutku
– Myślę, że warto przejść się nieopodal barów, rozejrzę się po rynku, bo tam zawsze w piątkowy wieczór dzieje się najwięcej – Wyjaśniłem, siadając przy stole, aby zjeść swój posiłek, obserwując z uwagą męża, który zasiadł obok mnie uważnie, przyglądając się posiłkowi, który dla nas przyniosłem.
– Bardzo dobry pomysł, jak chcesz, to potrafisz osiągnąć naprawdę bardzo wiele – Stwierdził, chwaląc mnie za pomysł, na który wpadłem, biorąc w dłonie sztućce.
Zaczęłam się tylko zastanawiać, czy w tej chwili trochę nie jest dla mnie złośliwe z drugiej jednak strony, dlaczego miałby być? Chociaż znając go, mogę być pewien, że jest w stanie zrobić wiele, aby czasem trochę zajść mi za skórę. Czy jednak w tej chwili chcą o to dopytywać? Raczej nie, wolę skupić się na jedzeniu, które tak pięknie pachnie.
A głodny jestem strasznie, a więc chętnie skupię się na jedzeniu, a nie na mówieniu.
Kiwnąłem jedynie posłusznie głową, zabierając się do jedzenia swojego posiłku, który był naprawdę bardzo dobry.
Kucharz robi wszystko, co może, aby nasze podniebienie było jak najbardziej zadowolone.
Chciałbym kiedyś gotować, tak dobrze, jak gotuję on, oczywiście mój mąż powtarza mi, że robię to całkiem dobrze, że bardzo mu smakuje i nie ma na co narzekać, jednakże zawsze mógłbym być jeszcze lepszym i tak mój mąż już kilka razy proponował mi, abym popracował z jego kucharzem, natomiast nie jestem pewien, czybym tego chciał. Nie dlatego, że go nie lubię, czy jest dla mnie dziwny, po prostu właśnie problem jest w tym, że ciężko jest mi traktować go jak nauczyciela, kiedy jest kucharzem mojego męża i którego właśnie mam traktować go jak kucharza, a nie jak kolega.
Zamyślony nawet nie wiem, kiedy zjadłem swój posiłek, mogąc odnieść swój talerz.
Daisuke jeszcze jadł, nie śpiesząc się, ani odrobinkę, bo w sumie, czemu by miał? Przecież miał czas, może nie jakoś bardzo dużo czasu, ale wciąż go miał, a ja nie miałem zamiaru go pośpieszać, nie w tym wypadku.
Wstając od stołu, przesunąłem talerz na jego róg, mogąc zająć się innymi sprawami, a bardziej przygotowaniami do pracy w czasie, gdy mój mąż spokojnie jeszcze ją posiłek.
– Już jesteś gotowy? – Usłyszałem za sobą jego głos, gdy zakładałem na ramiona bluzę, którą nosić bardzo lubiłem, nie potrzebowałem jej z powodu zawsze ciepłego ciała, natomiast była wygodna, ładna i nie wzbudzała żadnych podejrzeń, a to w mojej pracy najważniejsze, obserwować, ale nie zostać zauważonym.
– Tak, zwarty, gotowy i czekający tylko na ciebie – Wyjaśniłem, odwracając się w stronę ukochanego męża, w duchu bardzo ciesząc się z jego propozycją, w sumie to miłe, że będzie ze mną spędzał dzisiejszą noc w pracy może, dzięki temu nie będzie aż tak nudno, no i co najważniejsze nie zrobię niczego głupiego, mając go przy boku, a to najważniejsze.

<Paniczu? C:>

środa, 2 kwietnia 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Dzieciaki wyjątkowo nie narzekały, kiedy je odprowadzałem. Odkąd im powiedziałem, że przez jakiś miesiąc mnie nie będzie, to jakoś tak nie narzekały na odprowadzanie do szkoły. I nawet same zagajały rozmowę. Co prawda, dalej były na siebie obrażone i miałem wrażenie, że nawet w tym rywalizowali; przerywali sobie wpół zdania, jak odpowiadałem jednemu, to drugie zaraz łaknęło mojej uwagi i zaczęło inny temat. A kiedy im zwróciłem uwagę, że nieładnie się zachowują, tak się przekrzykując i przerywając sobie nawzajem. Troszkę po tym się poprawiły, a i owszem, ale też zacząłem mieć wrażenie, że po moich słowach były odrobinkę dla mnie obrażone. 
Wracając do domu zajrzałem jeszcze do płatnerza, po odpowiednią ochronę dla mojego ciała. Oczywiście nie wybrałem jakiejś ciężkiej, płytowej zbroi, takowe nie są dla mnie, zdecydowałem się więc na coś, co daje mi większą swobodę ruchu, ale i jednocześnie chroni moje ciało tak, by od razu mnie nikt tam na dole nie zabił. Trochę wydałem, owszem, ale dalej zostało nam na tyle dużo pieniędzy, że nie powinienem się martwić o mojego męża i dzieciaki podczas mojej nieobecności. 
- No już wracamy, wracamy – odezwałem się do Psotki, która już była taka trochę zniecierpliwiona była. - Spędzisz sobie trochę czasu z Banshee, pobiegacie sobie po ogrodzie, będziecie zadowolone. A ja sobie spędzę czas z Mikim. A później pójdziemy po dzieciaki. I co ty na to? - po tym pytaniu Psotka zaszczekała wesoło, prowadząc mnie do domu. - A wieczorem, jak się uda, wezmę ciebie i Banshee na spacer. Tak, tak zrobimy... o ile Miki będzie chciał. Ale wydaje mi się, że będzie chciał, już ja go ładnie przekonam. Swoją drogą wielka szkoda, że cię nie mogę zrozumieć. Banshee rozumiem doskonale, ale ciebie? Brakuje mi tego, ale nie przeszkadza mi to – rozmawiałem z sunią podczas powrotu do domu. I nie mam pojęcia, czy Psotka mnie rozumiała, ale mi odpowiadała na ten swój sposób. 
Kiedy wróciłem do domu, jakoś tak w środku cicho było. Z jednej strony to dobrze, bo znaczyło to, że mój mąż się mnie posłuchał i czeka na mnie w łóżku. I tak ma być. Przywitałem się z Banshee, wypuściłem psiaki na podwórko, i dopiero po tym poszedłem do pokoju, by odnieść swoją zbroję. 
- No proszę, nie sądziłem, że tak ładnie spełnisz moje polecenie – odezwałem się, kątem oka zauważając męża leżącego na łóżku. 
- A ja nie wiedziałem, że tak długo cię nie będzie. Tęskniłem za tobą – usłyszałem, jak materac skrzypi pod jego ciężarem. 
- Musiałem zrobić zakupy dla siebie... o proszę. A cóż to takiego masz na sobie? - odpowiedziałem, kiedy odwróciłem się w końcu w jego stronę i mogłem go podziwiać w całej jego okazałości. 
- Mały prezent dla ciebie – powiedział, uśmiechając się szeroko i podchodząc bliżej. 
- Mały? Ja bym powiedział, że bardzo piękny. Nie spodziewałem się takiego widoku – odpowiedziałem zadowolony, chwytając jego podbródek i unosząc go do góry. - Czyżbyś się nie mógł doczekać spełnienia moich wczorajszych słów? - dopytałem, niby to łagodnie gładząc kciukiem jego dolną wargę. Od razu wyczułem, jak jego oddech przyspiesza. Ależ ja bym chciał zacisnąć palce na jego gardle, wgryźć się w jego ciało, chwycić go mocno i popchnąć na ścianę, nie patrząc na to, czy zostawię mu siniaki, czy oparzenia, czy ból. Że on też jest taki delikatny... to cudowne i jednocześnie troszkę słabe, bo cały czas na niego muszę uważać.

<Owieczko? c:>

wtorek, 1 kwietnia 2025

Od Daisuke CD Haru

 Trochę go rozumiałem, też bym przecież nie potrafił siedzieć zbyt długo na tyłku. Nawet jak mam czasem takie myśli, to zaraz mi one przychodzą. Dzisiaj przecież też obudziłem się z myślą, że mi się nie chce, a trochę się poruszałem, rozbudziłem i już tak niezbyt mi się teraz chce tylko leżeć. Może gdyby Haru ze mną został, byłbym bardziej skłonny leżeć bez robienia niczego. 
- A gdybym tak poszedł z tobą na tę jedną zmianę? - zaproponowałem, biorąc do rąk czysty ręcznik i wycierając jego włosy, nie mogąc pozwolić, by wyszedł w tak bardzo mokrych włosach. Ja wiem, że tam pewnie dalej pada, ale po co ma już teraz ma sobie moczyć ubrania? A jak chodzi o ich ułożenie, to i tym się zajmę. Muszę tylko pamiętać, by nie drażnić jego uszu, które niestety są ukryte przed moimi oczami, a wielka szkoda. Strasznie je uwielbiam, a on odbiera mi ten wspaniały widok. I kto tu jest okrutny?
- Czekaj, co? Ale po co, jak? - spytał, marszcząc brwi. 
- No jak to po co? Żebyś nie był sam tej nocy, która będzie dla ciebie ciężka. A skoro reszta strażników i tak siedzi w koszarach, to nikt się nawet nie zorientuje, że z tobą jestem. Przypilnuję, byś nic głupiego nie zrobił w tę pełnię – zaproponowałem, ostrożnie wycierając jego włosy. 
- Tylko, że pada. I zmokniesz, zmarzniesz i zachorujesz jeszcze – dodał, zabierając ręcznik, którym go wycierałem. 
- Ubiorę się ciepło, wezmę parasolkę i nie będzie źle – stwierdziłem, uśmiechając się łagodnie. - Razem chyba będzie bardziej znośnie, co?
- Nie no, nie chcę, byś się niepotrzebnie męczył – odparł, na co westchnąłem cicho. 
- Z tobą się nigdy nie męczę – stwierdziłem, poprawiając jego włosy. - Pomyśl nad tym. Ja z chęcią spędzę z tobą trochę czasu. A teraz chodź coś zjeść. 
- Jeżeli chcesz iść ze mną, to też musisz zjeść – postawił mi warunek, idąc za mną. 
- To trochę szantaż, ale niech ci będzie – stwierdziłem, już nastawiając się na to, że dzisiaj z nim wyjdę. Wystarczy, że nie będę wchodzić do koszar i wszystko będzie dobrze. 
- Jaki szantaż, tylko dbam o twoje zdrowie. Kocham cię – dodał, całując mnie w policzek. - Idę przynieść nam jedzenie, dobrze? 
- Mamy służbę, po co miałbyś iść? - spytałem, marszcząc brwi. 
- Bo mi się chce. Zaraz wrócę – dodał i zniknął z pokoju. Oj, zdecydowanie dzisiaj w nocy muszę go przypilnować, bo przecież sobie krzywdę zrobi. Albo głupotę. Jedno z tych dwóch na pewno. 
Czekając więc, jak wróci, podszedłem do swojej szafki nocnej i założyłem na palce pierścionek zaręczynowy oraz obrączkę, które to zdjąłem do kąpieli. Takie skromne, delikatne, nawet mi pasowały. Zresztą, nawet jakby mi nie pasowały, to i tak bym je nosił, podobnie jak kolczyk, który powstał z prezentu, który wyłowił. Nosiłbym każdy jego prezent. No, może poza tą przeklętą bransoletką, jej już w życiu nie założę, musi mi to jedno wybaczyć. 
- Proszę, obiad już jest – usłyszałem za sobą, na co się od razu uśmiechnąłem.
- Dziękuję – powiedziałem, po raz ostatni zerkając na swoje dłonie. - Masz jakieś konkretne miejsca, które na dzisiejszym patrolu chcesz odwiedzić? - dopytałem, chcąc znać jego plan na tę noc.

<Piesku? C:>

Od Mikleo CD Soreya

Spałem jak zabity, czując u boku mojego męża, a może tylko mi się wydawało? Pewien nie byłem, jednak gdy się obudziłem, nie tylko czułem go przy sobie, ale i widziałem jego twarz, którą tak kochałem, nawet jeśli to tylko iluzja tego dawanego Soreya.
– Dzień dobry owieczko – Usłyszałem tak dobrze znany mi głos – Sorey wygląda na bardzo zadowolonego z powodu mojego przebudzenia się. Ciekawe, czy był ze mną całą noc, czy się nudził, a może coś robił? Tego nie wiem, chociaż mogę podejrzewać, że spędził tu całą noc, patrząc się na mnie jak śpię.
– Dzień dobry – Ziewnąłem, zakrywając dłonią usta. – Spędziłeś tu całą noc? – Dopytałem, tak dobrze, czując się w jego ramionach.
– Oczywiście, chcę spędzać z tobą każdą możliwą chwilę, nawet jeśli tylko śpisz – Wyjaśnił, kładąc dłoń na moim policzku, uśmiechając się do mnie ciepło.
Oczywiście uśmiech odwzajemniłem, zerkając na zegarek, który wskazywał wczesną godzinę, no tak położyłem się wcześnie i wcześniej też wstałem, bo ileż można też spać.
– Dzieci już wstały? – Dopytałem, zmieniając temat, zastanawiając się, czy już ich skontrolował, czy dopiero skontroluje. Bo znając go, zrobi to na pewno, pytanie, tylko czy teraz, czy później.
– Chyba jeszcze nie – Odpowiedział, głaszcząc mnie po głowie, co przyznać musiałem, było bardzo przyjemne.
– W takim razie pójdę ich obudzić – Zaproponowałem, gotów do podniesienia się z łóżka przygotować dzieciaki do szkoły. Mimo że w rzeczywistości były w stanie wszystko zrobić już same, od czego jednak mają mamę? Póki mogę, zrobię wszystko, aby żyło im się dobrze, nawet jeśli powinny Już wszystko robić same.
– O nie mój drogi ty masz odpoczywać i czekać na mój powrót gotowy na to, co cię czeka, to ja pójdę ich obudzić i dopilnować, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik – Wyjaśnił, a ja posłusznie zostałem w łóżku, tak jak sobie tego życzył, nasłuchując dźwięków dochodzących z domu.
Mnóstwo hałasu, głośne rozmowy pojawiająca się cisza, która trochę mnie zaciekawiła.
Wstając powoli z łóżka, odpuściłem sypialnie w poszukiwaniu, chociażby mojego męża, którego nie było w domu, tak jak i Psotki, którą zapewne zabrał ze sobą, idąc odprowadzić dzieci do szkoły, dlaczego to robi mimo ich prawie już dorosłego wieku? Pojęcia nie mam, jednak czy chcę w to wnikać? Zdecydowanie nie może właśnie tego potrzebuję przed odejściem z ziemi? Nikomu nie szkodzi, a więc niech robi, co uważa za słuszne.
Mając dużo czasu, postanowiłem umyć się po nocy, rozczesać moje rozrzucone na wszystkie strony włosy, doprowadzając je do porządku, aby ładnie się prezentowały, zakładając na ciało najnowszą sukienkę, którą kupiłem i założyłem raz dla mojego męża.
Gotowy, czysty i pachnący czekałem na jego powrót, przechadzając się po domu świadom jego radości, która na pewno pojawi się na twarzy, gdy tylko mnie takiego zobaczy, a przynajmniej tak mi się wydawało, nie wiem, jednak zawsze go to kręciło, i chociaż nigdy nie rozumiałem, dlaczego, akceptowałem to całkowicie, spełniając jego najskrytsze marzenia, nawet jeśli wiązało się to ze schodzeniem w sukienkach, które w sumie nie były aż takie złe, z czasem nawet do tego udało mi się przyzwyczaić, chętnie je dla niego zakładając…

<Pasterzyku? C;> 

Od Haru CD Daisuke

 Zdecydowanie zły dobór słów, przecież cały czas jest normalny i będzie normalny, nawet jeśli będzie kobietą, po prostu będzie to inna płeć, ale to wciąż ta sama istota, którą tak pokochałem.
Jego płeć i wygląd niczego nie zmienia i tego może być bardziej niż pewien, to zawsze był, jest i będzie mój ukochany panicz.
– Zawsze będziesz normalny, twoja płeć nie zmieni cię w nienormalnego, to chyba tak nie działa – Wyjaśniłem, przytulony do jego pięknego ciała.
– Trochę tak to działa, nie będę już mężczyzną jak dotychczas, a to oznacza, że nie będę do końca normalny – Wyjaśnił, a więc to go martwiło, no cóż, chyba za bardzo panikuję, przecież nikt nie będzie go takiego oglądał, tylko ja będę widział go takiego, a mi w całe to nie przeszkadza, kocham go i będę kochał, nawet jeśli będzie kobietą.
Podejrzewam też, że będzie mnie podniecał, bez względu na wygląd, byłem w końcu kiedyś z kobietą, a więc płeć nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia, kocham go, bo po prostu go kocham, trudno jest powiedzieć, dlaczego go kocham, za wszystko i za nic, za cały ogół, po prostu jest idealne i nic ani nikt tego nie zmieni.
– Zdecydowanie źle to rozumiesz, normalny będziesz zawsze, po prostu twoja płeć się zmieni, kobieca płeć nie oznacza od razu by cię nienormalnym, będziesz inny, ale wciąż normalny – Wyjaśniłem, starając się go naprowadzić na moją pozytywną myśl, po co ma być negatywnie nastawiony, skoro wciąż będzie idealny? Jest piękny i jestem pewien, że będzie piękny bez względu na wszystko.
Mój mąż westchnął ciężko, nic już nie komentując, spędził ze mną jeszcze chwilę w bali, opuszczając je w milczeniu.
Czyżby w tej chwili coś analizował? Może znów zastanawiał się nad moją wypowiedzią, może nie do końca w to wierzył? Sam już nie wiem, czasem naprawdę bardzo ciężko jest mi go zrozumieć, ale staram się, bo kocham go nad życie i będę to powtarzał przez cały czas.
– Powinieneś się pośpieszyć, musisz jeszcze coś zjeść przed wyjściem i oczywiście nie możesz się spóźnić – Daisuke, który zdążył się już ubrać, patrzył na mnie wyczekująco, trzymając w dłoni ręcznik, który chciał mi podać, abym się otarł z wody.
Westchnąłem cicho, podnosząc się z wody, biorąc ręcznik, którym otarłem swoje ciało, naprawdę bardzo nie chcąc iść do pracy, czułam, że dziś w nocy nie będzie mi łatwo, jutro pełnia, a to oznacza, że już dzisiejszej nocy trochę mój umysł będzie szalał, obym, tylko nie zrobił niczego głupiego, bo i do tego jestem zdolny, nawet jeśli się nie staram.
– Co to za mina? Coś cię ugryzło? – Dopytał, widząc niezadowolenie malujące się na mojej twarzy.
– Tak myśl o tym, że muszę pójść do pracy. Najchętniej rzuciłbym to wszystko i został w domu – Wyjaśniłem, zakładając na ciało czyste ubrania.
– Szczerze powiedziawszy, możesz rzucić pracę, przecież wcale nie musisz pracować… – Miał rację, tylko jeśli nie będę strażnikiem to, kim wtedy będę?
– Może i nie muszę, ale powinienem, jeśli nie będę pracować to, co będę robić? Nie chcę siedzieć w rezydencji i całymi dniami spać, udając, że wszystko jest dobrze, potrzebuję pracy, potrzebuję odrobinę akcji, a moja praca mimo wszystko trochę mi jej daje – Wyjaśniłem, poprawiając swoje mokre włosy, które ładnie ułożyły się pod moją dłonią, czyli tak jak miały.

<Paniczu? C:>