Spałem jak zabity, czując u boku mojego męża, a może tylko mi się wydawało? Pewien nie byłem, jednak gdy się obudziłem, nie tylko czułem go przy sobie, ale i widziałem jego twarz, którą tak kochałem, nawet jeśli to tylko iluzja tego dawanego Soreya.
– Dzień dobry owieczko – Usłyszałem tak dobrze znany mi głos – Sorey wygląda na bardzo zadowolonego z powodu mojego przebudzenia się. Ciekawe, czy był ze mną całą noc, czy się nudził, a może coś robił? Tego nie wiem, chociaż mogę podejrzewać, że spędził tu całą noc, patrząc się na mnie jak śpię.
– Dzień dobry – Ziewnąłem, zakrywając dłonią usta. – Spędziłeś tu całą noc? – Dopytałem, tak dobrze, czując się w jego ramionach.
– Oczywiście, chcę spędzać z tobą każdą możliwą chwilę, nawet jeśli tylko śpisz – Wyjaśnił, kładąc dłoń na moim policzku, uśmiechając się do mnie ciepło.
Oczywiście uśmiech odwzajemniłem, zerkając na zegarek, który wskazywał wczesną godzinę, no tak położyłem się wcześnie i wcześniej też wstałem, bo ileż można też spać.
– Dzieci już wstały? – Dopytałem, zmieniając temat, zastanawiając się, czy już ich skontrolował, czy dopiero skontroluje. Bo znając go, zrobi to na pewno, pytanie, tylko czy teraz, czy później.
– Chyba jeszcze nie – Odpowiedział, głaszcząc mnie po głowie, co przyznać musiałem, było bardzo przyjemne.
– W takim razie pójdę ich obudzić – Zaproponowałem, gotów do podniesienia się z łóżka przygotować dzieciaki do szkoły. Mimo że w rzeczywistości były w stanie wszystko zrobić już same, od czego jednak mają mamę? Póki mogę, zrobię wszystko, aby żyło im się dobrze, nawet jeśli powinny Już wszystko robić same.
– O nie mój drogi ty masz odpoczywać i czekać na mój powrót gotowy na to, co cię czeka, to ja pójdę ich obudzić i dopilnować, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik – Wyjaśnił, a ja posłusznie zostałem w łóżku, tak jak sobie tego życzył, nasłuchując dźwięków dochodzących z domu.
Mnóstwo hałasu, głośne rozmowy pojawiająca się cisza, która trochę mnie zaciekawiła.
Wstając powoli z łóżka, odpuściłem sypialnie w poszukiwaniu, chociażby mojego męża, którego nie było w domu, tak jak i Psotki, którą zapewne zabrał ze sobą, idąc odprowadzić dzieci do szkoły, dlaczego to robi mimo ich prawie już dorosłego wieku? Pojęcia nie mam, jednak czy chcę w to wnikać? Zdecydowanie nie może właśnie tego potrzebuję przed odejściem z ziemi? Nikomu nie szkodzi, a więc niech robi, co uważa za słuszne.
Mając dużo czasu, postanowiłem umyć się po nocy, rozczesać moje rozrzucone na wszystkie strony włosy, doprowadzając je do porządku, aby ładnie się prezentowały, zakładając na ciało najnowszą sukienkę, którą kupiłem i założyłem raz dla mojego męża.
Gotowy, czysty i pachnący czekałem na jego powrót, przechadzając się po domu świadom jego radości, która na pewno pojawi się na twarzy, gdy tylko mnie takiego zobaczy, a przynajmniej tak mi się wydawało, nie wiem, jednak zawsze go to kręciło, i chociaż nigdy nie rozumiałem, dlaczego, akceptowałem to całkowicie, spełniając jego najskrytsze marzenia, nawet jeśli wiązało się to ze schodzeniem w sukienkach, które w sumie nie były aż takie złe, z czasem nawet do tego udało mi się przyzwyczaić, chętnie je dla niego zakładając…
<Pasterzyku? C;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz