Kiedy się obudziłem następnego dnia, Haru już przy mnie nie było. Więc obudził się przede mną, i już udał się do pracy...? Zdecydowanie bardziej wolałbym, gdybym się obudził wraz z nim, i mógł go wyprawić do pracy. No nic, teraz musiałem na niego czekać. Oby tylko nic mu się nie stało... obiecał mi, że nic się nie stanie, ale jakoś tak czułem ten niepokój. Ja sam doskonale wiedziałem, jaki potrafił być emocjonalny podczas pełni, i jak łatwo go było wyprowadzić z równowagi. Poczułem, jak znów bezwiednie zacząłem zdrapywać skórki przy paznokciach; odkąd nie palę, był to mój taki tik nerwowy, który to Haru się nie podobał, jak już się wczoraj o tym przekonałem. Kiedy się tylko zorientowałem, natychmiast przestałem. Przyjrzałem się swoim dłoniom, zauważając na palcach drobne ranki. Może powinienem zabezpieczyć je bandażem? Jak będę chciał je znów drapać, to ucierpi bandaż, nie moja skóra.
Podniosłem się z łóżka i zacząłem nowy dzień, bardzo, ale to bardzo starając się nie myśleć o Haru. Wróci do mnie. Cały i zdrowy. I znów zapewnię mu wszystko, czego potrzebuje, o ile to jego bardziej wilcza ja uzna, że mu w zupełności wystarczam.
Dzień dłużył mi się niesamowicie, a ja z każdą godziną byłem coraz bardziej zdenerwowany. Przez to, że nie miałem pracy, nie miałem nic do zajęcia myśli. Muszę to zmienić. Muszę coś znaleźć, coś, co pozwoli mi się skupiać na czymś, kiedy go nie będzie w pobliżu. Może... Zacząłbym robić, co byłoby tylko dla dziecka? Coś takiego własnego? Jak na przykład melodię, na fortepianie. Tylko, nawet nie wiadomo, czy uda mi się w tę ciążę zajść. Może z tym faktem poczekam, dopóki nie będę miał pewności.
Dni mijały mi powoli, na szczęście bez żadnych niespodzianek. Haru ostatnio został przydzielony do nowej sprawy, więc często zostawał w pracy nieco dłużej. Nie chciał mówić mi szczegółów, by mnie nie martwić, wiedziałem tylko, że chodzi o morderstwo jakiejś kobiety i to już mnie bardzo martwiło. Trochę ta sprawa mnie martwiła przez nią trochę mniej czasu spędzaliśmy razem i mimo, że nie pokazywałem mu tego, często mi go brakowało. Weekendy nie były dla mnie wystarczające.
Pewnego ranka obudziłem się wcześnie, wyjątkowo wcześnie, nawet jak na mnie. Zerknąłem odruchowo na zegarek, jeszcze Haru trochę do pracy miał. Więc... co mnie obudziło? Poczułem nieprzyjemne uczucie w żołądku, i nim się zorientowałem, już biegłem w kierunku łazienki. Zdążyłem do muszli w ostatnim momencie, zwracając chyba wczorajszą kolację. Chyba, bo przecież powinienem był ją dawno strawić, więc czemu miałbym wymiotować?
Oparłem się o ścianę, czując zimny pot spływający po moim ciele, a także drżenie dłoni oraz nóg. Wolałem się jeszcze nie podnosić, jakoś tak... nie czułem się dobrze. Nie rozumiałem, co się ze mną dzieje, skąd te rewolucje. Miałem nadzieję, że to nie żadna choroba, nie teraz, kiedy się staramy o dziecko.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz