Czułem okropne zmęczenie, nad którym bardzo chciałem zapanować. Może nawet bym zapanował, gdyby nie to miękkie łóżko, koszula mojego męża pachnąca jego ciałem, ciepły kocyk i on sam, obejmujący mnie mocno, jakby nie chciał pozwolić mi odejść. Jego zapach, jego bliskość i spokojny oddech wystarczyły, bym poczuł się lepiej. Nagle przestałem myśleć o podróży, o obowiązkach i o tym, że powinienem wstać. To wszystko mogło poczekać. Teraz najważniejsze było odpocząć, bo całe moje ciało było wykończone, obolałe w każdym najmniejszym centymetrze, a jednocześnie zadowolone, nasycone wspomnieniem naszej nocy.
Cieszyłem się, jak zawsze, tym, jak on o mnie dba. Nigdy nie pozwolił, bym czuł się niekomfortowo, nigdy nie zostawił mnie samego w połowie przyjemności. Zawsze najpierw myślał o mnie, a dopiero później o własnych pragnieniach. Wiedziałem, że dla niego to naturalne, że moje zadowolenie daje mu spełnienie.
Z czasem, gdy lepiej poznał moje słabości i ukryte pragnienia, zaczął pozwalać sobie na więcej. W łóżku stawał się odważniejszy, bardziej stanowczy, czasem wręcz ostry, brutalny i to było dokładnie to, czego chciałem. Lubiłem to. Pragnąłem tego. Chciałem być jego własnością, jego zabawką, a jednocześnie wiedziałem, że dla niego byłem kimś znacznie więcej, byłem wszystkim, czego potrzebował. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę i czasem, świadomie, wykorzystywałem ten fakt, bawiąc się naszą bliskością i jego oddaniem.
Nie przestając odczuwać okropnego zmęczenia, schowałem się w jego ramionach, próbując ukryć przed samym sobą ciężar dnia, nad którym i tak nie miałem już kontroli.
- Tylko proszę… obudź mnie za godzinę albo dwie. Naprawdę chciałbym jeszcze dziś wyruszyć w podróż. Przecież zdążę się jeszcze wyspać - Wyszeptałem, licząc, że mnie wysłucha, że zrobi to w odpowiednim momencie. Niczego więcej od niego nie oczekiwałem, tylko tę jedną drobną prośbę, którą mógł spełnić, by uczynić mnie szczęśliwym.
- Owieczko, jeśli obudzę cię za godzinę lub dwie, będziesz nie do życia. Jak chcesz ruszyć w drogę? - Spytał, jego dłoń delikatnie gładziła mnie po plecach, a każdy ruch niósł ze sobą ciepło i poczucie bezpieczeństwa.
- Poradzę sobie, obiecuję - Wyszeptałem, z trudem utrzymując się jeszcze w świecie realnym. Ziewnąłem cicho, czując, jak zmęczenie powoli mnie przytłacza.
- Dobrze… postaram się to dla ciebie zrobić. A teraz idź już spać. Nie trać więcej cennego czasu - Polecił miękko, a ja posłusznie pozwoliłem sobie odpłynąć, wtulając się głębiej w jego ramiona. Jego obecność, ciepło i spokojny oddech sprawiały, że w końcu mogłem oddać się upragnionemu odpoczynkowi, którego tak bardzo potrzebowałem.
Gdy się obudziłem, od razu zdałem sobie sprawę, że mój mąż nie posłuchał mojej prośby. Zamiast spać godzinę czy dwie, przespałem pięć, a to oznaczało, że był już późny poranek. Nie tak to miało wyglądać, miał mnie obudzić, żebyśmy nie wyruszyli z domu zbyt późno. Szkoda tylko, że mnie nie posłuchał.
Westchnąłem ciężko, podnosząc się do siadu. Nie miałem zamiaru się z nim kłócić. Wiedziałem, że chciał mojego dobra. Po prostu wstałem i ruszyłem do łazienki, by doprowadzić się do porządku przed podróżą.
- Wyruszamy dziś, choćby nie wiadomo co się działo - Powiedziałem do siebie, powtarzając w myślach te same słowa po raz kolejny. Zdania nie zmienię, nawet jeśli on będzie próbował mnie do tego przekonać.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz