piątek, 5 września 2025

Od Soreya CD Mikleo

 To nie był jego dzień... Interesujące. Po takiej ilości alkoholu, którą w siebie wlał, to ja się nie dziwiłem, że nie pamięta. Nie rozumiałem tylko, dlaczego zdecydował się upić, a wcześniej odmówił mi seksu. A jego wczorajsza odpowiedź... cóż, była zdecydowanie dziwna. I zabawna. Chyba pierwszy raz usłyszałem, że przeklął, i to jeszcze tak poważnie. Ale akcent na to słowo było naprawdę wspaniałe, nie sądziłem, że moja Owieczka już tak dorosła. Szkoda tylko, że to ja teraz po nim muszę sprzątać... no, ale teraz to on się do sprzątania nie nadaje. 
– Wiesz, że jakimś cudem pomieściłeś w sobie cały zapas wina, jaki mieliśmy? Przy twoim standardowym piciu starczyłoby nam to na długi czas, a ty puff, wypiłeś wszystko w jedną noc. Ale że ty wcześniej nie odpłynąłeś... to jest dla mnie nieprawdopodobne – mówiłem, nie przejmując się tym, że może to być dla niego za głośno. Nie był dzieckiem. Był dorosłym aniołem, który doskonale wiedział, co się stanie, jeżeli wypije aż tyle. Niech teraz poniesie konsekwencje swoich działań. I tak jestem dla niego zbyt dobry. A tu doprowadziłem go do łóżka, tu podłożyłem miskę, tu przytrzymałem włosy, ogarnąłem po nim kuchnię... Miał szczęście, że aż tak go kocham. W przeciwnym razie musiałby sobie radzić sam. 
– Troszkę ciszej, głowa mnie boli – wyszeptał ledwo co, zakrywając swoje oczy. 
– Oczywiście, to nic dziwnego. Ale teraz przynajmniej mnie rozpoznajesz. I już nie rzucasz kurwami na lewo i prawo – kontynuowałem, wycierając z podłogi resztki jego wymiocin. Nie była to najprzyjemniejsza praca, ale cóż miałem zrobić? Nie zostawię tego, później będzie tylko gorzej, najlepiej pozbyć się tego od razu, kiedy jest świeże. 
– Co? – spytał, ewidentnie zaskoczony. 
– No właśnie to. Pomyśl, może sobie przypomnisz – odpowiedziałem, chwytając za tę obrzydliwą miskę. 
Opróżniłem jej zawartość, i umyłem, a kiedy do niego wracałem, zabrałem jeszcze dla niego chłodną wodę w szklance. Coś czułem, że mogło to mu się przydać, bo jakoś tego tak nie było dużo. Kiedy już postawiłem miskę na podłodze i wodę na szafce, zakryłem także zasłony. Niech już zna moją łaskę. 
– Proszę, napij się. Czuję, że może ci się to przydać – odpowiedziałem, wracając do niego. Należało w końcu związać jakoś jego włosy, bo jeżeli następnym razem nie zdążę do niego dotrzeć, mogą się ubrudzić, a tego bym nie chciał. Już teraz pachniał nie najprzyjemniej; jego zapach kojarzył mi się z większością klientów z mojej pracy. Jak tylko poczuje się trochę lepiej, i zwróci całą zawartość żołądka, to pomogę mu się umyć, i przebrać. Ale to jeszcze nie teraz, teraz jest za słaby na cokolwiek. Chyba jeszcze nie dociera do niego, co się wokół niego dzieje. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz