czwartek, 4 września 2025

Od Soreya CD Mikleo

  Oboje zadowoleni i nieco zrelaksowani po udanym polowaniu zaczęliśmy wracać w stronę domu. Dzisiejszej nocy nie skończyło się na jednej ofierze, byłem na tyle zezłoszczony tego dnia na Mikleo, że musiałem się całą tę złość jakiś rozładować, a z dwojga złego lepiej, by poczuli ją grzesznicy niż mój Miki. Miałem dzisiaj nie wracać do domu, ale zarówno ja, jak i Banshee, byliśmy ubrudzeni krwią. Jak za każdym razem byłem na polowaniu, starałem się nie ingerować w robotę Banshee. Ale teraz... nie byłem w stanie się powstrzymać. A teraz nie dość, że muszę umyć siebie, to jeszcze muszę umyć Banshee. Na szczęście była późna noc, więc Miki na pewno będzie spał. Cicho umyję wpierw siebie, potem Banshee, i opuszczę dom, jak gdyby nigdy nic. 
Jakie więc było moje zaskoczenie, kiedy po dotarciu na miejsce dostrzegłem nikłe światło w kuchni. Co on robił w kuchni? Niby mnie to nie powinno interesować... ale zerknę do niego. Jak się umyję. Nie zajrzę do niego, kiedy jestem cały pokryty krwią i innymi, nieprzyjemnymi rzeczami. 
Cicho wszedłem do domu i od razu skierowaliśmy się do łazienki. Zauważyłem jednak, że kiedy przechodziłem obok kuchni, powietrze pachniało jakoś... inaczej. Ciężej. Czy ja wyczuwałem wino? Korciło mnie, aby delikatnie uchylić drzwi, ale wie powstrzymałem. Wpierw się ogarnąłem, umyłem, przebrałem. Potem umyłem futerko Banshee, by pięknie się prezentowała, chociaż jej czerwony bardzo pasował. Mikleo jednak zdecydowanie nie byłby zadowolony, gdyby zobaczył ją taką. 
– No, jesteś gotowa. Uciekaj na dwór, i pilnuj domu z Psotką – poleciłem jej, drapiąc ją za uchem. 
Umyty i przebrany wróciłem do kuchni. I widok w niej mnie zaskoczył. Mój Miki, słodki i niewinny, siedział przy stole — a może raczej na nim leżał? — w towarzystwie lampki i butelek alkoholu. Całe wino, jakie mieliśmy w zapasie, zostało pochłonięte w przeciągu... nie wiem, trzech godzin? Przez to maleństwo. Ja wiem, że jest aniołem, ale może dnia następnego bardzo cierpieć. Jak on w ogóle był w stanie tyle w siebie zmieścić? Przecież jemu wystarczały dwie lampki. 
Nie chciałem, by leżał na stole, i z tego powodu do niego podszedłem, delikatnie go chwytając, by móc to wziąć na ręce. I to sprawiło, że na chwilę odzyskał przytomność... ale czy świadomość? Po tym, co wygadywał, i co widziałem w jego oczach, nie wyglądał na za bardzo świadomego. Dalej byłem na niego zły, w końcu wszystko zepsuł, ale nie mogłem go tu w takim stanie zostawić. I kuchnię też będę musiał ogarnąć, i pilnować go przez sen, bo jestem pewien, że z rana się będzie czuć źle.
– Co...? Kim jesteś? Zostaw mnie... Jak mój mąż się o tym dowie... – mamrotał, kiedy spokojnie prowadziłem go do sypialni. Jeżeli stawiał jakie upór, to ja go w ogóle nie wyczuwałem. 
– Myślę, że sobie z nim poradzę – powiedziałem rozbawiony, przyglądając się mu z uwagą. 
– Na pewno. On teraz mnie nienawidzi – wybełkotał smutno, opadając na łóżko. 
– Jestem pewien, że to nie eskalowało do takiego stopnia. Prześpij się, to dobrze ci zrobi – powiedziałem miękko wiedząc, że złoszczenie się i dopytywanie, po co on się upił w tej chwili sensu nie ma. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz