wtorek, 9 września 2025

Od Mikleo CD Soreya

 Skinąłem głową, zdając sobie sprawę, że i tak już nie wygram. Byłem słaby, zmęczony do granic możliwości. Potrzebowałem odpoczynku, zwyczajnie przepaść, zasnąć i obudzić się w lepszym stanie. Może wtedy zbiorę się w garść i doprowadzę do porządku.
- Myślę, że już nie będę wymiotował… - Wychrypiałem, czując nieprzyjemne pieczenie rozchodzące się po gardle. - Ale proszę, zostaw mi miskę. W razie czego nie chcę zrobić bałaganu na ziemi. - Poprosiłem, kładąc dłoń na czole.
- Dobrze. Połóż się - Poprosił łagodnie.
Posłusznie wykonałem polecenie, a powieki opadły mi niemal od razu. Sen wciągnął mnie błyskawicznie, jakby czekał tuż za rogiem. Nie potrzebowałem już niczego więcej, tylko tego krótkiego odcięcia od wszystkiego.

Kiedy otworzyłem oczy, poczułem ogromną ulgę. Cisza. Nie było już przenikliwych pisków, które rozdzierały mi czaszkę podczas kaca. Mdłości również minęły, jakby wyparowały razem z koszmarem nocy. Poczułem się lżej, choć nie na tyle, by nazwać to powrotem do sił.
Podniosłem się ostrożnie, siadając na łóżku. Świat natychmiast zawirował. Zacisnąłem powieki i wziąłem dwa głębsze wdechy, próbując zmusić ciało do współpracy. Wstałem, krok po kroku, jakbym uczył się chodzić od nowa. Niestety, kolana się ugięły, a ja z trudem złapałem równowagę, opierając się o parapet. Jeszcze nie teraz. Zrezygnowany, wróciłem na łóżko.
Sięgnąłem po szklankę i napiłem się łapczywie zimnej wody, czując, jak chłód spływa po wysuszonym gardle. Właśnie wtedy usłyszałem kroki z sąsiedniego pokoju. Drzwi uchyliły się bezszelestnie, a w progu pojawił się mój mąż.
- Jak się czujesz? - Spytał od razu, gdy tylko mnie zobaczył. Jego głos był spokojny, ale w oczach widziałem troskę.
- Lepiej… trochę lepiej - Odpowiedziałem cicho. - Mogę się już umyć? Potrzebuję tego. Włosy, zęby… Chcę się odświeżyć. - Poprosiłem, naprawdę mając już dość własnego zapachu.
- Jeśli jesteś w stanie, przygotuję ci kąpiel - Stwierdził, uważnie mnie obserwując, jakby oceniał, czy naprawdę dam radę.
Nim zdążyłem coś dopowiedzieć, Sorey zniknął w korytarzu, zapewne kierując się do łazienki. Zostałem sam.
Oparłem się wygodniej o poduszkę, starając się nie ruszać. Wiedziałem, że i tak nie mam najmniejszych szans w starciu z własnym ciałem, jeszcze nie teraz. Musiałem poczekać, aż wróci. Czekałem więc cierpliwie, z nadzieją, że ciepła kąpiel naprawdę zmyje ze mnie resztki słabości i ciężaru minionej nocy.
Nie musiałem długo czekać na powrót Soreya. Gdy tylko wszedł do pokoju, bez wahania podszedł i objął mnie mocno, unosząc w ramionach. Byłem zbyt słaby, by protestować, więc po prostu oparłem głowę o jego ramię, pozwalając mu się nieść wprost do łazienki.
Tam ostrożnie pomógł mi zdjąć przepocone, ciężkie ubrania, które kleiły się do mojego ciała. Czułem ulgę, gdy materiał wreszcie zniknął ze skóry.
Zajął się mną cierpliwie, krok po kroku. Najpierw przemył mi twarz chłodną wodą, a potem podał szczoteczkę do zębów, bym pozbył się goryczy, która od rana zalegała w ustach. Następnie sam obmył moje ciało, a jego dłonie były delikatne, dokładne, ale pełne pewności. Wyczuwałem w każdym dotyku troskę. Umył mi włosy, cierpliwie spłukując pianę ciepłą wodą, a potem dokładnie mnie wytarł miękkim ręcznikiem.
- Od razu pachniesz lepiej - Zauważył, kiedy już pomógł mi się ubrać w czyste rzeczy. Pochylił się i musnął moje usta, pierwszy raz tego dnia. Nic dziwnego, wcześniej cuchnąłem tak, że sam od siebie odwracałem twarz.
- I czuję się lepiej - Przyznałem szczerze. Każdy ruch wciąż sprawiał mi trudność, ale świeżość dawała poczucie nowego początku.
Podtrzymując mnie, odprowadził do salonu. 
- Odpocznij tutaj - Powiedział spokojnym, ciepłym tonem. - W tym czasie zmienię pościel w sypialni i wywietrzę pokój. Gdy wrócę, zajmę się twoimi włosami. - Zanim zdążyłem mu odpowiedzieć, zniknął w korytarzu. Zostałem sam, wsłuchując się w odległe odgłosy jego kroków i szelest pościeli. Położyłem się ostrożnie na kanapie. Ciało wciąż było ciężkie, zmęczone, ale miękkość pod sobą i świadomość, że on obok czuwa, przyniosły mi ulgę. Mogłem tylko leżeć i czekać a to, ku mojemu zdziwieniu, wystarczało.

<Pasterzyku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz