środa, 17 września 2025

Od Mikleo CD Soreya

Spokojna wędrówka była czymś nowym? Nie wiem, czy tak powinienem to nazywać… W końcu nieraz już wędrowaliśmy pieszo, kiedy mój mąż był jeszcze człowiekiem. Wtedy nie byłem w stanie go unieść, a jedynie podczas naszej fuzji mogliśmy latać. Teraz, gdy tak o tym myślę, przypomniałem sobie o tej fuzji, która pozwalała nam stać się jednością. Może i teraz powinniśmy to zrobić? Dzięki temu nie będzie musiał mnie dźwigać, a ja nie będę czuł się tak niekomfortowo.
Dziwnie mi jednak, gdy leżę w jego ramionach, a on niesie mnie całą drogę. Chciałbym być bardziej przydatny. Chciałbym robić coś więcej, a nie tylko leżeć i czekać, aż doprowadzi nas do celu.
Zupełnie zapomniałem, jak to było, kiedy on był człowiekiem, a ja tym samym serafinem, którym jestem dziś, może silniejszym, może mniej szczęśliwym. Pewnie, gdybym nie spotkał go po tylu latach, wciąż byłbym tym dawnym serafinem. Smutnym, samotnym i słabym. Dziś, choć nie mam skrzydeł, jestem najszczęśliwszym aniołem na świecie, bo mam obok siebie mężczyznę, którego kocham, i z którym chcę spędzić resztę życia.
Czasem jednak przeraża mnie jego podejście do mnie. Potrafi być zimny, brutalny, nieprzewidywalny… ale to Demon, więc nie mogę oczekiwać, że będzie tak delikatny i spokojny jak ja. Choć i tak w rzeczywistości nie przypomina w pełni demona, jest łagodniejszy, oddany mi, a przede wszystkim słucha mnie, gdy do niego mówię. Nie zawsze jednak akceptuje moje słowa, czasem musi udowodnić i przypomnieć, gdzie jest moje miejsce, gdy zbyt mocno wchodzę mu w skórę.
Sorey zauważył zadumanie malujące się na mojej twarzy. Widząc, że coś analizuję, zamiast próbować odczytać to z moich myśli, zadał proste pytanie. Tak, jak zrobiłby to każdy normalny człowiek.
- Nad czym się tak zastanawiasz? Co tak analizujesz? - Spytał, wyczuwając moje emocje. Było ich tak wiele, że niemal krzyczały w jego obecności, choć pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Przypomniałem sobie czasy, gdy byłeś jeszcze człowiekiem… - Wyjaśniłem, uśmiechając się do niego łagodnie. - Wspomnienia wróciły tak nagle, a w głowie pojawiła się nasza fuzja.
- Fuzja? - Dopytał, jakby tak jak ja, trochę o niej zapominał.
- Fuzja, która pozwalała nam stać się jednością - Odpowiedziałem ostrożnie. - Zastanawiałem się przez chwilę, czy może nie spróbujemy jej teraz. Dzięki temu nie będziesz musiał dźwigać mnie na swoich ramionach i wędrówka byłaby dla ciebie znacznie łatwiejsza.
Wypowiadałem te słowa powoli, uważnie, starając się nie zostawić miejsca na błędne interpretacje. Wiem, że czasem wystarczy jedno nieostrożne słowo, aby nieświadomie go zdenerwować, nawet jeśli nie miałem takiego zamiaru.
Mój mąż przez chwilę milczał, najwyraźniej rozważając moje słowa. Analizował je, próbując zrozumieć, czy mają w ogóle sens. A ja w tym samym czasie zacząłem się zastanawiać, czy coś takiego w ogóle byłoby możliwe. Przecież on teraz jest demonem, a ja aniołem, jak mielibyśmy stać się jednością?
- Zresztą, nieważne… - Przerwałem szybko, wyprzedzając jakiekolwiek jego odpowiedzi. - Nie zwracaj na to zbyt wiele uwagi. To tylko głupi pomysł, który przyszedł mi do głowy. Nie musisz się nad nim zastanawiać. - Dodałem, wyprzedzając jego odpowiedź. 

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz