poniedziałek, 2 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 To, co powiedział, było doprawdy okrutne z jego strony. Mógłby chociaż udawać, że jest mu przykro. Nie potrzeba mi tutaj dodatkowych konfliktów. Wiedziałem, że oboje za sobą nie przepadają, że widzieli w sobie konkurencję, która wzięła się... cóż, znikąd, tak naprawdę. Serathion był jedynym, wobec którego przejawiałem i chciałem przejawiać uczucia. A Lidii nigdy nie pokazywałem, że chciałbym z nią być, że interesuje mnie w innych aspektach niż przyjaźń, i chyba dosyć niedawno pokazałem jej to jeszcze bardziej dobitnie. Czemu dalej próbuje? Czemu nie może pogodzić się, że zawsze będzie dla mnie jak przyjaciółka, może jak taka młodsza siostra. Nigdy niczym więcej. 
– Proszę cię, wystarczy nam konfliktów – powiedziałem spokojnie, patrząc na niego krytycznym wzrokiem. Jest starszy, więc niech się zachowuje nieco bardziej dojrzale. 
– Ależ ja nic nie mówię. Nawet się słowem nie odezwałem – uśmiechnął się do mnie niewinnie. Tego mogłem się spodziewać, on nic nie robi, jest kochany, nic nie wie. I tyle by z tego było. 
– Chociaż zachowuj się neutralnie. Nie powiedziała na ciebie złego słowa – dodałem mając nadzieję, że go tym zachęcę do chociaż nieco milszego traktowania jej. Tak odrobinkę. 
– Ale pomyślała. Oj, myśli o mnie mnóstwo złych rzeczy, nawet nie masz pojęcia, co się kryje za tymi słodkimi oczkami – powiedział, rzucając mi znaczące spojrzenie. 
– Jestem z tobą, więc mam pojęcie, jaki jad może kryć się za słodyczą, i to aż za dobrze – odpowiedziałem, co to nieco oburzyło. Przecież jest złośliwy, i jest słodki, wszystko się zgadza. – Dziękuję ci bardzo, Lidio. 
– Mama mi opowiadała, że przygarnąłeś czarnego kotka. Nie wierzę, że ją na niego namówiłeś. Nie przepada za zwierzakami gospodzie. Boi się, że ludzie ich nie upilnują – powiedziała łagodnie, miło, skupiając się tylko na mnie. Nie musiałem patrzeć na Serathiona, by wyczuć, że mu się to nie spodobało. 
– Wychodzi na to, że ufa mi z tym, że go upilnuję – odparłem, lekko się uśmiechając. Zdecydowanie powinienem przestać, bo będę mieć problem, Serathion łatwo mi nie wybaczy. – Zresztą, to nie ja go przygarnąłem. Serathion go znalazł, i uratował od śmierci. Gdyby nie to, biedak pewnie by przymarzł do bruku – dodałem, uśmiechając się do Serathiona delikatnie. To w końcu jego zasługa. – Miłej zmiany, Lidio – dodałem, odsuwając się od lady. Niestety, miałem zajęte obie ręce, więc nie mogłem go do siebie przygarnąć i przytulić. Ale zaraz to nadrobimy. O ile się na mnie śmiertelnie nie obrazi... chociaż, za co miałby to zrobić? Nie wiem, naprawdę. Czasem mam wrażenie, że samo bycie miłym dla płci przeciwnej sprawia, że się obraża, co nie miało sensu. Nawet nie wiem, czy ta płeć mnie interesuje. Mężczyźni w sumie też mnie nie interesowali. Byłem w stanie stwierdzić, że ktoś jest atrakcyjny, nie jest to jakieś trudne. Ale czy ktoś mi się podobał? Nie. Nawet relacja z Serathionem zaczęła się nie tak, jak powinna. Byłem na niego wkurzony, i chciałem mi zamknąć te usta. A później... później jakoś się to potoczyło. I już zostało, teraz jest dla mnie najpiękniejszym, kto może istnieć. 
– Uśmiechnij się dla mnie – poprosiłem, nachylając się tak, by musnąć ustami jego policzek. 

<Różyczko? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz