piątek, 6 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 To pytanie sprawiło, że już byłem pewien, że przejmuje się bardziej niż chciał na początku przyznać. Świetnie mu to wychodziło... i to mnie przerażało, jak łatwo był w stanie ukryć swoje prawdziwe emocje. Delikatnie chwyciłem jego dłoń i złożyłem na jej wierzchu pocałunek. Musiałem go uspokoić. Zająć się nim, by niczego się nie obawiał. Jest moją odpowiedzialnością, i ja o niego zadbam. Zrobię wszystko, by był bezpieczny, nie musi się niczego obawiać. 
– Na razie nie mamy się czego obawiać. Gdyby nie Dona, nawet bym nie wiedział, że tu jest – odpowiedziałem spokojnie już wiedząc, że nie mogę pokazać niepokoju, chociaż takowy odczuwałem. – I tak wątpię, by szybko się do mnie odezwał. Nikt nie lubi dzielić się pieniędzmi – dodałem, uśmiechając się lekko. – Musimy być po prostu ostrożniejsi, i uważniejsi. To wszystko. 
– Żebyś nie miał przez to kłopotów – odpowiedział, przytulając się do mnie. Od razu objąłem go swoimi ramionami, chcąc w nich go ukryć. Tutaj będzie bezpieczny, zawsze, uniezależnienie od sytuacji. 
– Ja kłopoty mogę mieć. Najważniejsze, by tobie nic nie było – powiedziałem zgodnie z prawdą. Coś muszę wymyślić... o ile sytuacja tego będzie wymagać. Może być tak, że niepotrzebnie się nim przejmujemy. W końcu, jak po tak długim czasie natrafiłby na ślad Serathiona? Jesteśmy tu od kilku dobrych tygodni. Nie zostawiamy żadnych śladów, ofiar... Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że to po niego.– Na razie czekamy. Nie ma co panikować. 
– Mam złe przeczucia – powiedział cichutko. – A jak został nasłany na mnie, tak jak ty? 
– To wtedy mamy przesrane, bo dokładnie wie, kogo szukać. Kiedy ja przyjmowałem kontrakt, miałem twój portret, całkiem nieźle odwzorowany. Nawet gdyby znał twoje imię, też byśmy mieli problem. Nie jest za specjalnie popularne – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Bo co, miałem go oszukiwać? To byłoby zdecydowanie niesprawiedliwe. – Dlatego gdyby chodziło o ciebie, już byśmy o tym wiedzieli. Już, nie martw się. 
– Może nie zaczął jeszcze o mnie pytać – mruknął posępnie. 
– To w takim przypadku mamy do czynienia z albo głupcem, albo niedoświadczonym łowcą. To też dobrze dla nas – dodałem, uśmiechając się lekko. – No już, za bardzo cię nastraszyłem. Powinienem był to lepiej przemyśleć, nie od razu iść do ciebie z tymi informacjami – dodałem bardziej do siebie. Dalej się ponieść emocjom, niepotrzebnie. Za bardzo spanikowałem, ale zmartwiłem się o niego. Kiedy słyszę łowca to pierwsze, co myślę to właśnie on i jego bezpieczeństwo. – Ale na wszelki wypadek lepiej gryź mnie trochę niżej, bym łatwiej mógł zagryźć twoje kiełki – dodałem łagodnie, żartobliwie, całując go w czubek nosa. 
– To nie jest zabawne – burknął, pusząc policzki. 
– Nie jest, ale chcę ci jakoś pomóc poprawić humor. Nie lubię, kiedy się smucisz – przyznałem zgodnie z prawdą, gładząc jego policzek. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz