Jego pewność siebie była naprawdę intrygująca. Niesamowite, jak bardzo ufał samemu sobie, jak stanowczo potrafił powiedzieć, że nigdy nie zakocha się w nikim innym. Skąd brała się w nim ta pewność? Nawet jeśli dotąd nikt go nie zauroczył, oprócz mnie, to przecież nie oznaczało, że nigdy się to nie stanie. Miłość bywa nieprzewidywalna. Każdy może się zakochać dziś, jutro, za kilka lat. Tego nie da się zaplanować ani zdefiniować w odpowiednim momencie. Po prostu pewnego dnia czujesz, że to właśnie to. Albo nie czujesz nic.
Nie jestem jego jedynym możliwym wyborem. I choć szczerze wolałbym, aby tak było, wiem, że nie mam prawa zamykać go w swoich pragnieniach. Kocham go. Chcę z nim być. A jeszcze bardziej chcę, żeby on chciał być ze mną, nie z obowiązku, nie z przyzwyczajenia, ale z własnej woli. Teraz i tak długo, jak pozwoli mu na to życie.
- Jesteś bardzo pewny jak na kogoś, kto tylko raz w życiu zakosztował prawdziwego smaku miłości - Powiedziałem cicho, patrząc mu prosto w oczy. - Ale to dobrze. Dzięki tym słowom mogę wierzyć, że naprawdę należysz do mnie. - Uśmiechnąłem się z zadowoleniem, jakby jego deklaracja na moment uciszyła wszystkie moje wątpliwości.- Najadłeś się? Napoiłeś? - Zapytałem po chwili, łagodnie zmieniając temat, jakby tamta rozmowa przestała mieć znaczenie. - Chciałbyś zrobić coś jeszcze, zanim znów położysz się do łóżka? - Wiedziałem, że niektóre pytania lepiej zostawić bez odpowiedzi. A przynajmniej na teraz.
Tym bardziej te pytania, które można było odłożyć na później. Niektóre rozmowy potrzebują czasu. Inne, odwagi. A jeszcze inne najlepiej smakują dopiero wtedy, gdy przestają boleć.
- Chciałbym się do ciebie przytulić i spędzić tak wieczność - Stwierdził cicho.
Uśmiechnąłem się, bo to było niewiarygodnie słodkie. Tak typowo ludzkie, mówić o wieczności, jakby była czymś osiągalnym. Niestety, wieczności nie mógł mi ofiarować. W przeciwieństwie do mnie był tylko człowiekiem. A ludzie nie są wieczni. Nie tak jak wampiry. Oboje doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę, nawet jeśli rzadko wypowiadaliśmy to na głos.
Przez chwilę patrzyłem na niego uważnie, jakby próbując zapamiętać każdy szczegół jego twarzy. Każdy oddech. Każde mrugnięcie.
- Wiesz… - Zacząłem łagodnie. - Wieczność mogłaby być dla ciebie lekkim problemem. - Musnąłem jego policzek kciukiem, czule, niemal ostrożnie. - Poza tym będziesz miał mnie tak długo, jak tylko będziesz tego chciał. Nie musisz dziś zmuszać się do czegokolwiek. Nie musisz spędzać ze mną każdej chwili tak, jakby miała być ostatnią. Możesz odpocząć. Na wszystko przyjdzie czas. - Uśmiechnąłem się do niego miękko, próbując ukryć w tym geście całą prawdę, której nie chciałem psuć tej chwili, że dla mnie czasu było aż nadto. A dla niego… zdecydowanie zbyt mało. - A teraz chodź - Dodałem ciszej. - Przytul mnie. Choćby nie na wieczność… ale na tę chwilę, kiedy to możemy być razem - Wyszeptałem, prowadząc mojego partnera do łóżka, gdzie obaj wtuleni w swoje ciała mogliśmy odprężyć się. I mimo, że sen miał nie nadejść, nadeszła cisza ta przyjemna, ta wspólna, ta której potrzebujemy ciesząc się swoją bliskością.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz