niedziela, 15 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Spałem... długo. Bardzo długo. I bardzo szybko zasnąłem. Większość tej nocy martwiłem się o Serathiona, i kiedy w końcu miałem go obok siebie, mogłem odpocząć. Co prawda, nie spodobały mi się wieści, jakie przyniósł. Wampir dalej jest w miescie. James próbuje go złapać. A ja jestem zbyt słaby, by cokolwiek zrobić. Tak to nie mogło wyglądać. Musiałem być gotów obronić siebie, jak i Serathiona. Może i wcisnął mu jakiś kit... ale czy na długo to podziała? Na jak długo tutaj zostanie? Serathion nie mówił mi, jak przebiegła dokładnie rozmowa z nim, poza tym że myśli, że jestem pod urokiem. Postanowiłem jednak, że jak wstanę, to z nim porozmawiam poważnie. I może coś ustalimy. 
Obudziłem się sam z siebie, jakoś chwilę bez zachodem słońca. Rozejrzałem się dookoła trochę niemrawo zauważając, że Serathion spokojnie przy mnie leży, a na mnie, na mojej klatce piersiowej, leżał zwinięty w kulkę kot. Ledwo otworzyłem oczy, a on już miauknął z wyrzutem, jakbym go nie karmił miesiąc, albo i dłużej. Szczerze, nie miałem siły na zejście na dół, na przyniesienie jedzenia jemu, i sobie... dopiero teraz zdawałem sobie sprawę, jak bardzo mnie to wszystko boli. Wczoraj o tym nie myślałem. Bylem zbyt bardzo zmartwiony o moją Różyczkę. 
– Będziesz musiał jeszcze poczekać na jedzenie, bo ja się nigdzie nie wybieram. Nie mam na to siły – mruknąłem, wyciągając rękę, by go podrapać pod bródką. 
– Gorzej się czujesz? – spytał zmartwiony Serathion, podnosząc się do siadu. 
– Nie wiem, czy gorzej. Na pewno teraz czuję, jak mnie wszystko boli – przyznałem, siląc się na uśmiech. Niech się za bardzo nie martwi. 
– I dobrze. Może się wtedy nie będziesz ruszać – powiedział, na do parsknąłem śmiechem. 
– Jak dobrze wiedzieć, że udało mi się nauczyć cię, jak to być empatycznym – pokręciłem lekko głową. 
– Wybacz skarbie, ale taka prawda. Teraz nic nie będziesz kombinować. Ale miałeś rację, musicie poczekać na jedzenie. Jeszcze słońce świeci – odpowiedział, delikatnie przesuwając palcem po krawędzi jednego z moich bandaży. 
– A jak James? Wrócił? – zapytałem, powoli się podnosząc do siadu. Mój panie, jak to wszystko mnie bolało. 
– Nie wiem. Nie czułem go, ale po tymże gdzie go spotkałem, nie dziwię się. Pewnie jego zapach jest teraz skutecznie ukryty. Nie przejmuj się, pukała tutaj tylko Dona, ale powiedziałem, że śpisz, co było zresztą prawdą. On się w ogóle tobą nie przejmuje. I ty też nie powinieneś przejmować się nim – pouczył mnie, delikatnie poprawiając moje kosmyki. – Masz coś przeciwbólowego? Czy może będę musiał poprosić Donę o jakieś zioła? Albo ci kupić? – pytał dalej, zmartwiony. 
–Dona coś powinna mieć. Nie musisz nic kupować, to niepotrzebne, rzadko kiedy biorę przeciwbólowe – powiedziałem, delikatnie się krzywiąc podczas poprawiania się na materacu. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz