wtorek, 17 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jak dla mnie odrobinkę przesadzał. Beze mnie poradziłby sobie świetnie. Znalazłby inne źródło pożywienia, i tyle. Tylko ja na tym świecie mam dobrą krew? Szczerze w to wątpiłem. Znajdzie kolejnego frajera, okręci go sobie wokół palca... i jego życie będzie trwać dalej. Coś jednak czułem, że gdybym to powiedział, zaraz by się oburzył, chociaż dlaczego, to nie rozumiem. Jeśli chciał trwać w tym świecie, musiał sobie radzić. Mnie zabraknie prędzej czy później. Ktoś wskoczy na moje miejsce. I nie będę o to w ogóle zły. Właściwie, to chciałbym, by szybko kogoś sobie po mnie znalazł. Tak będzie mu lepiej. Zresztą, to byłoby niewyobrażalnie głupie, gdyby po mojej śmierci zdecydował się już zostać sam do końca swojego życia. Oby mu takie głupoty po głowie nie chodziły. 
Futerko był szczerze zdziwiony tym, że to Serathiona wyszedł, a nie ja. Był przyzwyczajony do tego, że o takich porach zazwyczaj ja opuszczam pokój tylko po to, by wrócić do niego z jedzonkiem. Uśmiechnąłem się delikatnie na widok jego zaskoczonej minki, a następnie podrapałem pod bródką. Nie wyobrażam sobie teraz porannej rutyny bez tego małego kociaka. Owszem, czasem mnie wkurza, budzi, uwali się idealnie na ranie, by bardziej bolało, ale jakoś tak się przyzwyczaiłem. Ciekawe, czy będzie potrafił z nami podróżować, i nie zgubi się w pierwszym dniu podróży. Albo czy do nas wróci, jak będzie wyczuwał kotki w rui. Kot to jednak kot, takiego trudno upilnować. Z psem jest jakoś prościej, chociaż i on ma swoje zachowania i instynkty, które są silniejsze niż tresura. 
– Wróci i zjesz. I tak już wyglądasz jak spalony pączek na czterech cienkich łapach – powiedziałem cicho do niego, erapiwc go za uszkiem. Kociak miauknął jakby z pretensją. – Mnie takie gesty nie przekupią. 
Drzwi do naszego pokoju otworzyły się i zaraz Serathion wszedł do środka. Ku mojemu zaskoczeniu, kociak nie przywitał go tak, jak to robił mnie. Wpatrywał się w niego tymi wielkimi ślepiami, analizując każdy jego ruch. Zareagował dopiero na ciche „chodź” i stukot stawianego talerzyka na podłogę. Chyba jeszcze przetwarza to, że nie tylko ja załatwiam jedzenie. 
– Trochę chłopa zszokowało – powiedziałem rozbawiony, siląc się na uśmiech. Musiałem jakoś ukryć ten ból, który odczuwałem, bo Serathion za bardzo brał go do siebie. Żyję, oddycham, żadnych komplikacji nie ma... tylko to się liczy. Jeszcze przed jakiś czas będę mógł go karmić, chociaż najlepiej byłoby, gdybym już teraz mógł mu ofiarować trochę swojej krwi. Widać, że ostatnim razem nie pojadł za dobrze. Może na czas mojej niedyspozycji powinien sobie znaleźć zastępstwo? Mógłby używać uroku na ludziach, i spijać z nich tyle, by nie robić im krzywdy. Co prawda, ta opcja nie podoba mi się do końca, w końcu Serathion jest mój i wolałbym, by spijał tylko że mnie, ale skoro miałoby mu to pomóc, powinien spróbować. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz