Jak się czułem? Na pewno padnięty. Byłem tak strasznie zmęczony, i jednocześnie głodny, i spragniony, i obolały, i wszystko na raz. Sam nie wiem, co mi najbardziej doskwierało. Najbardziej to chyba nie chciałbym już nic nie czuć. Na chwilę przestać egzystować, bo tylko to sprawiłoby, że bym odpoczął. W końcu, byłem już pewien wszystkiego. Dzieci są całe, zdrowe. Trochę małe czerwone, i pomarszczone, ale byłem pewien, że to chwilowe. Szybko wyrosną. Mają dobre geny, w końcu Haru jest przystojny, i ja też, dopóki mnie życie nie zniszczyło, więc one także będą przepiękne. No i mój mąż, z nim też wszystko w porządku, zatem moja powinność została wykonana.
– Zmęczony. Bardzo zmęczony – powiedziałem cicho, przenosząc na niego swoje spojrzenie. Teraz, kiedy ten strach o dzieci, chwilowa adrenalina opadły, poczułem, jak strasznie byłem wycieńczony.
– Już zaraz będziesz mógł odpocząć. Ale najpierw musisz coś zjeść. Napić się. Musisz wzmocnić swój organizm, ma za sobą trudnych kilka godzin.
Kilka godzin... Kilka godzin bólu. Zdecydowanie nie chciałbym tego powtarzać, nawet jeżeli miałbym pewność, że będę nosił w sobie jedynie jedno dziecko. To było straszne. Te wszystkie niezrozumiałe dla mnie emocje, bóle, zachcianki, strach, niepewność, wymioty... Nie. Teraz muszę jakoś wrócić do swojego ciała. Znaczy, niekoniecznie teraz, jeszcze muszę przecież jakoś je odkarmić. Chociaż, one już były karmione. Służba się nimi zajęła. Więc... do czego ja tu jestem potrzebny?
– Jeśli będziesz jeszcze chciał mieć więcej dzieci, sam sobie je ródź. Nie to wystarczy. Jak czułem ten ból, momentami wręcz marzyłem o tym, by umrzeć. Tylko to mogłoby mi sprawić ulgę – powiedziałem zgodnie z prawdą. Nie zamierzałem tego ukrywać. To było dla mnie naprawdę paskudne doświadczenie.
– Wiem. Widziałem. Żałowałem, że nie mogę przejąć twojego bólu – odpowiedział przybity, na co uniosłem jedną brew. Uniknąłbym tego, gdyby tylko to on zdecydował się przyjąć rolę kobiety. Lepiej by sobie poradził z ciążą. Jego ciało jest silniejsze od mojego. No ale teraz już na to za późno. Nie będę mu tego wypominał. – Przyniosę co coś do jedzenia. Coś pożywnego. Zaraz wrócę.
I nim jakkolwiek zdążyłem zaprotestować, wyszedł z pokoju. A mnie od razu oblał zimny pot. Czemu mnie zostawiał? Nie może mnie zostawić. A jak coś się stanie? Jak zrobię im krzywdę? Obudzą się? Będą coś chciały, a ja nie będę wiedział, co? Nawet nie wiem, z której strony mam chłopca, a z której dziewczynkę. Jak nie mogę ich rozpoznać, to czy oznacza to, że jestem słabą matką? W końcu, każda matka poznaje swoje dzieci, a ja tu mam problem z własnymi. Jak bardzo źle to o mnie świadczy? I w pewnym momencie jedno z dzieci otworzyło oczy, i świat jakby tak nagle... zwolnił. Wstrzymałem oddech. Bałem się, że zaraz zacznie płakać, i obudzi się drugie, a ja nie będę wiedział co zrobić, bo nawet nic nie będę mógł zrobić, bo jak? Miałem zajęte dwie ręce. Zresztą, nawet jakbym miał jakąkolwiek mobilność, bałbym się cokolwiek uczynić, by nie zrobić mu krzywdy.
Ale noworodek nie płakał. Wpatrywał się we mnie z uwagą, będąc na razie cicho.
– Witaj – powiedziałem cicho, łagodnie, i może trochę niepewnie. Co się w ogóle powinno mówić w takich sytuacjach do dzieci? A może tylko chodzi o ton głosu? Gdzie jest Haru? On na pewno by wiedział, co zrobić w tym momencie.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz