Dałem mu się sobą zająć, chociaż pierw w planach to ja się chciałem sam tym zająć. Skoro jednak tak ładnie zaproponował swoją pomoc... kim ja jestem, by mówić mu nie? Jeżeli mój zapach krwi mu nie przeszkadzał, niech mi pomaga. Byleby nie musiał się zbyt bardzo katować, zwłaszcza po wczorajszej uczcie.
- Może w takim razie będziesz mógł skorzystać z mojej krwi – zaproponowałem, uśmiechając się lekko.
- No już się aż tak nie zapędzaj – odpowiedział, unosząc jedną brew z politowaniem. - Daj im się jeszcze podgoić, jeszcze co najwyżej kilka dni.
Kilka dni. Zerknąłem na swoją prawą rękę, tę najbardziej poszarpaną, i spróbowałem zacisnąć pięść. Pojawił się tylko jeden problem; nie mogłem całkowicie tej pięści zamknąć. Pierwsze co, to poczułem strach. A jak już nigdy nie odzyskam sprawności w tej ręce...? Nie, jeszcze przecież to wszystko się goi. I na pewno wszystko będzie w porządku. Musi być. Innego wyjścia w tej sprawie nie widzę. Bo jak nie będę w pełni sprawny, to co ja będę w życiu robił? Jako łowca będę miał problem. Do tej pracy muszę być jak najbardziej sprawny. Wampiry w końcu są szybsze i silniejsze, mają przewagę już na starcie, więc każdy mój mankament coraz bardziej zbliża mnie do śmierci.
- W porządku? - spytał, wyczuwając mój nagły niepokój.
- To się okaże – mruknąłem, dając mu się spokojnie opatrzyć. Teraz i tak nic nie mogę z tym zrobić.
- Nie martw się. Twoje ciało dalej się goi. Daj mu czas – powiedział lekko, a mi nie zostało nic innego, jak tylko mu zaufać. - Gotowe. Możesz iść zjeść. I nie zapomnij o Futerku.
- Wiem, bo jak zapomnę i wrócę tu bez jedzenia, to ja zostanę jego obiadem – westchnąłem cicho, zakładając na swoje ciało koszulę. Tutaj mogłem chodzić bez niej, no ale jednak na dole lepiej, bym był ubrany. Jestem pewien, że Lidia nie miałaby nic przeciwko, no ale Serathion chyba by mnie rozszarpał. Albo ją. Albo nas obu? - Nie będę długo tam na dole siedział. Nie mam na to ochoty – dodałem, zapinając guziki.
- To lepiej dla mnie. Ale naprawdę, nie musisz się spieszyć. Nie dla mnie. Nie wiem, czy kociak ma to samo zdanie – zerknął na kota, który miauknął cicho, wręcz z wyrzutem.
- Ach, czyli już mnie nie chcesz? - spytałem, unosząc jedną brew. Oczywiście, nie mówiłem poważnie. Chciałem się z nim lekko podroczyć. - Nie jestem twoim podajnikiem świeżej krwi, to już sobie mogę siedzieć z dala od ciebie.
- Dokładnie tak. Nie przydajesz mi się, to po co masz tu przy mnie być? - podjął rękawicę, ale jednocześnie delikatnie się uśmiechał. To go trochę zdradzało. Zresztą, i tak nie dyskutujemy „na poważnie”.
- Jak tak przedstawiasz sprawę, to w takim razie żegnam – odpowiedziałem z teatralną obrazą w głosie, kierując się ku wyjściu z pokoju. Coś lekkiego, jedzenie dla kota, dzban z wodą, i wracam. Po co mam tam dłużej siedzieć?
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz