poniedziałek, 23 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie przeszkadzało mi to, że zaraz sobie pójdzie. Jeśli tylko bym mógł, nakarmiłbym go sobą. Coś tak jednak czułem, że im mniej krwi w moim organizmie, tym wolniej się regenerują moje rany. To miałoby sens, mój organizm nie ma sił, by się regenerować. A muszę jak najszybciej wydobrzeć, by móc znów go karmić, i znaleźć Dravena, by następnie go pokonać. Jest zbyt wielkim zagrożeniem dla ludzi. No ale na razie o takich rzeczach mogę tylko pomarzyć. Nie jestem w stanie teraz wiele zrobić. Samo zejście na dół wymagało ode mnie mnóstwa energii, a przecież to była zwykła głupotka. Naprawdę byłem żałośnie słaby, ale pomimo tego, nie mogłem przecież pokazać, że coś mi jest. Zawsze musiałem być silny, nawet jak silny nie byłem. Tak samo jak on. Od tego zależało moje być, albo nie być. 
- Będę na ciebie grzecznie czekał. Uważaj na siebie, proszę – poprosiłem, chwytając jego dłoń, by ucałować jej wierzch. Nie chciałem się za bardzo do niego zbliżać. Wiedziałem, że moje świeże rany są dla niego zbyt nęcące. Oby po posiłku czuł się lepiej. Nie wiem, czy znajdzie o tej porze kogoś, kogo krew będzie tak dobra, jak moja... ale najważniejsze, by znalazł kogokolwiek, by ten głód trochę przygasić. A jak będzie bardzo źle, na popitkę skubnie trochę mojej. Troszeczkę. Na przepłukanie gardła. Nic złego się raczej ze mną stać nie powinno. 
- Zamiast czekać po prostu idź spać. Nie musisz się tak męczyć dla mnie – burknął, delikatnie się krzywiąc. 
- Jakbym dzisiaj wystarczająco długo nie spał – powiedziałem spokojnie, odsuwając się od niego. - Nie martw się, skup się polowaniu. Do zobaczenia później – dodałem, podchodząc do ściany, na której wisiały nasze płaszcze, a następnie zbliżyłem się do niego i narzuciłem jeden z nich na jego ramiona. Założyłem także na jego głowę kaptur, by nikt nie miał wobec niego żadnych podejrzeń. 
- Do zobaczenia – powiedział, jeszcze przez chwilę mi się przyglądając, jakby chciał coś pomyśleć. A później wyszedł.
Cicho westchnąłem, a następnie podszedłem do kominka, by dołożyć troszkę drewna do ognia. Co jak co, ale chciałem, by było mi tutaj ciepło. Przez to zaśnięcie przy otwartym oknie może zmarzłem trochę zbyt bardzo, a skoro jego nie będzie przez dłuższy czas, coś tak czułem, mogło być tutaj nieco cieplej niż zazwyczaj. 
Futerko miauknął cicho, wpatrując się w drzwi. No tak, jak Serathion ostatnim razem wychodził sam, to już po tych kilku minutach wrócił z jedzonkiem dla niego. I teraz nagle nie wraca. Jakie te zwierzaki są proste. 
- Teraz poszedł po jedzenie dla siebie – powiedziałem do niego, podchodząc do niego i biorąc go na ręce. - Ty zjadłeś, ja zjadłem, teraz on się musi posilić. Wróci wkrótce, nie musisz się tak martwić – mówiłem do niego spokojnie, kierując się z nim do łóżka, obok którego na szafce czekała na mnie już letnia herbata. Cóż, lepsze to niż nic. Jutro rano zejdę i poproszę o dzban wody, będzie akurat na cały dzień. Ostatnio piłem naprawdę mało, a to też niedobrze dla organizmu. Muszę o to zadbać... oby mi poszło lepiej, niż z ćwiczeniami, bo raptem parę dni i co? Już musiałem przerwać ze względu na moje rany. I tyle by było z moich cudownych postanowień. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz