piątek, 13 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

Ależ on opowiadał głupoty. Miał odpoczywać i to nie był mój wymysł. Medyk wyraźnie to zalecił. Ja tylko pilnowałem, by zastosował się do zaleceń. Czy to naprawdę było tak trudne do zrozumienia?
- Bardzo cię proszę, uspokój się - Mruknąłem ostrzegawczo. - Masz odpoczywać i nie dyskutuj, bo za chwilę sam cię unieruchomię. - W moim głosie pobrzmiewała nuta zniecierpliwienia, ale też coś jeszcze troska, której nie potrafiłem już nawet ukrywać. Jeśli naprawdę nikt inny nie potrafił do niego dotrzeć, to ja musiałem dopilnować, by nie zrobił sobie krzywdy. Jego ciało było wyczerpane, osłabione. Potrzebowało spokoju, a nie kolejnych prób udowadniania, że „nic mu nie jest”.
Elian jednak, jakby na przekór wszystkim i wszystkiemu, spróbował się podnieść. Zacisnąłem szczękę. Ile razy mam mu powtarzać, że ma się nie ruszać? Że musi dać sobie czas?
Nie mając już ani siły, ani cierpliwości do dalszych sprzeczek, przysiadłem okrakiem na jego biodrach, przyciskając go do materaca. Jedną dłoń oparłem na jego klatce piersiowej, wyczuwając pod palcami przyspieszony rytm serca. Delikatnie, lecz stanowczo docisnąłem go do łóżka, pochylając się niżej.
- Dobranoc, skarbie - Wyszeptałem tuż przy jego uchu.
Moje kły wysunęły się niemal bezwiednie. Zbliżyłem usta do jego szyi i wbiłem je w skórę z wyćwiczoną precyzją. Ciepła krew napłynęła do moich ust, tylko tyle, ile było konieczne. Tyle, by jego ciało rozluźniło się, a spojrzenie straciło ostrość. Tyle, by odpłynął w bezpieczny, głęboki sen.
Nie chciałem go zabić. Nigdy nie było to moim zamiarem.
Chciałem tylko, żeby przestał walczyć. Żeby wreszcie odpoczął.
A jeśli musiałem stać się potworem, by go do tego zmusić cóż, byłem gotów nim być.
Elian odpłynął wreszcie, a ja ostrożnie zsunąłem się z jego ciała, uważając, by go nie obudzić. Przez krótką chwilę wpatrywałem się w jego twarz, rozluźnioną, spokojną, wolną od uporu, który jeszcze niedawno tak mnie drażnił.
Naciągnąłem na niego kołdrę, starannie okrywając jego ramiona. Dopiero wtedy zerknąłem na zegarek. Jeszcze trochę czasu musiało minąć, nim będę mógł bezpiecznie opuścić gospodę. Noc dopiero miała nadejść.
Westchnąłem cicho i położyłem się obok niego. Przysunąłem się ostrożnie, obejmując go delikatnie, jakby był z porcelany. Teraz, gdy spał, wydawał się lżejszy, jakby cały ciężar świata na chwilę z niego zszedł. Oparłem policzek o jego włosy i przymknąłem oczy, wsłuchując się w jego równy oddech.
Czekaliśmy na mrok.
Po chwili usłyszałem ciche stąpanie po drewnianej podłodze. Futerko podszedł do łóżka, wskoczył z miękkim, ledwie słyszalnym szelestem i zamruczał głośno, domagając się miejsca. Ułożył się wygodnie między nami, jakby pilnował, byśmy żaden z nas nie oddalił się choćby o centymetr.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Może i byłem potworem. Ale przynajmniej tej nocy nie był sam.
Mrok w końcu nadszedł. Odczekałem jeszcze kilka minut dla pewności, po czym bezszelestnie wysunąłem się z łóżka. Futerko nawet nie drgnął, a Elian spał głęboko, nieświadomy mojego odejścia. Jeszcze przez chwilę stałem w półmroku, wpatrując się w jego spokojną twarz, jakby coś miało mnie zatrzymać. Potem odwróciłem się i cicho opuściłem pokój.
Schody gospody znałem już na pamięć, omijałem skrzypiące stopnie instynktownie. Wieczorne powietrze uderzyło mnie chłodem, gdy wyszedłem na zewnątrz. Miasto tętniło życie, a ja nie chcąc się wyróżniać, założyłem kaptur ruszając na poszukiwanie Jamesa.
Nie wyczuwałem go w mieście, co od razu wzbudziło moją czujność. Gdzie on mógł być? 
Poszukiwanie go nie było wcale proste, ale też nie niemożliwe. Skupiłem się, odcinając od reszty bodźców, pozwalając instynktowi przejąć kontrolę. W końcu, niemal niedostrzegalnie złapałem trop. Ledwie wyczuwalny, przytłumiony, jakby celowo ukryty. Podążyłem jego śladami przez wąskie uliczki i ciemne zaułki. I wtedy zrozumiałem.
Smród przebrzydłych meneli, alkoholu i brudu skutecznie maskował zapach tego głupiego łowcy. Sprytnie. Bardzo sprytnie. Wtopić się w najgorsze miejsce w mieście, gdzie żaden rozsądny drapieżnik nie chciałby zaglądać dłużej, niż to konieczne. Skrzywiłem się z niesmakiem, ale nie zwolniłem kroku. Musiałem go znaleźć pierwszy, nim Draven to zrobi, bo wtedy chłopak może tego już nie przeżyć. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz