piątek, 13 lutego 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Prezent? Jak to prezent? Po co Mikleo miałby mi kupić prezent? Przecież mówił mi, że nic nie potrzeba. Jakie szczęście, że i ja mu zdołałem w miarę szybko tego kwiatka ogarnąć. I chyba jeszcze ładnego. Znaczy się, nie wiem, czy ładnego, mi tam się nawet podobał, chociaż dla mnie to większość kwiatów wygląda tak samo. Tylko niektóre miały kolce zamiast liści. No i jeszcze niektóre jakieś te liście miały inne, takie twarde, bez gałązek... cóż, dla mnie ważne było to, że kwiatek to kwiatek. Jemu i tak się on spodoba... a przynajmniej zawsze tak było. 
- Jak to było z tymi prezentami? Nie trzeba ich kupować, bo w końcu najważniejsze jest to, że jesteśmy razem, nie tak to szło? - zapytałem, biorąc od niego pudełeczko. I co, gdybym im uwierzył...byłbym w beznadziejnej sytuacji. Na szczęście dzieciaki mają to, co chyba chciały, czyli tę książkę i biżuterię, no i ten kwiat. Drobne upominki, by nie wyjść na głupka. 
- No tak, ale skoro już widziałem, że nam kupujesz prezenty, to co niby miałem zrobić? Nic ci nie dać? - odparł, przyglądając mi się z uwagą, czekając ewidentnie na moją reakcję. 
- Mhm... czyżby? Wydaje mi się, że coś takiego powstaje na zamówienie. A rzeczy na zamówienie długo powstają – powiedziałem, otwierając pudełeczko. Zawieszka... gdzie mógłbym ją przypiąć? Najlepiej tak, by była blisko mnie. - Dziękuję, kochanie. Bardzo piękne. Trochę nad tym myślałeś, co? 
- Może odrobinkę – uśmiechnął się do mnie słodziutko. 
- Odrobinkę... też coś dla ciebie mam. Może nie jest tak spersonalizowane, ale myślę, że ci się spodoba – puściłem mu oczko, chwilowo chowając zawieszkę do pudełka. Teraz nic z tym nie zrobię, ale później znajdę dla niego odpowiednie miejsce. 
- Mamuś, tu jest dla ciebie – powiedział Haru, podając mu misternie zapakowany kwiat. No nie wiem, jak Miki, ale ja w życiu bym się nie domyślił, co to może być. Niestety, nie chciałem go pakować jakoś zbyt bardzo, nie chciałem go zniszczyć. 
- Orchidea? Sorey, skąd ty u licha wytrzasnąłeś orchideę? - spytał, szczerze zaskoczony, kiedy w końcu odpakował ostrożnie swój mały prezent. 
- Trochę musiałem się natrudzić, faktycznie... ale dla mnie najważniejsze jest to, by ci się podobało. I widzę trafiłem w gusta – odparłem zadowolony, popijając wino. 
- I jak ona nie zmarzła? - zapytał, przyglądając się jej z uwagą. 
- Cóż, czary, mój drogi. Na szczęście jakoś udało mi się jej nie spalić – odparłem, obserwując go z uwagą. Chyba mu się spodobało... a może po prostu jest zaskoczony, bo nie tego się spodziewał? Może liczył na coś innego? Sam nie wiem, kwiatek wydawał mi się najbardziej bezpieczną opcją. I wybrałem tego najbardziej kwitnącego. Jakoś tak najbardziej mi się spodobał, ale czy jemu też?

<Owieczko? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz