środa, 11 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na korytarzu panowała nieprzyjemna cisza. Zastanawiałem się, czy może już mnie wyczuł. A może głównie wyczuł zapach Serathiona? W końcu, moja Różyczka co chwila się do mnie tuliła, spała w moich koszulach, a mało tego sam stosuję olejki, które on uwielbia czym jeszcze bardziej podbijam jego nietypowy zapach. Jak na wampira, zapach Serathiona był zupełnie inny, ta trupia nuta była w nim niewyczuwalna, a to niezwykle trudno uzyskać. Jeśli się znają, zdecydowanie może go rozpoznać. Coś tak mi się wydawało, że zapachu takiego jak on trudno podrobić czy pomylić z kimś innym. 
Nacisnąłem klamkę, która o dziwo, była otwarta. Może jest zbyt pewien siebie? Wampiry wyższe mają to do siebie, że są bardzo aroganckie, zbyt pewne siebie i przekonane o swojej nieomylności, stąd takie niby proste błędy. Pchnąłem lekko drzwi, wyciągając sztylet. Podobnie jak w naszym pokoju, zasłony były szczelnie zasłonięte. Gdyby udało mi się te zasłony jakoś zerwać podczas walki, mocno bym sobie ułatwił sprawę. Ostrożnie wszedłem do środka, gotów cisnąć sztyletem w każdy kierunek, gdzie tylko zobaczę ruch. 
– Prawie dałem się nabrać – usłyszałem za sobą zimny, złowrogi głos. – Sądziłeś, że zabicie mojego krewniaka coś ci da? Może i nie przepadałem za tym słabeuszem, ale nie zasługiwał na śmierć. W przeciwieństwie do ciebie. 
Jego słowa mnie zaskoczyły. Zabicie...? Czy on założył, że zabiłem Serathiona? Nie miałem jednak czasu na myślenie. Wampir rzucił się na mnie, a ja musiałem się bronić. Ten osobnik był znacznie szybszy, niż podejrzewałem. Chyba jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z taką istotą. Mój wzrok ledwo go wyłapywał, a co dopiero trafienie go... Zadałem mu kilka ran, jednak jedynie go bardziej zdenerwowały. Natomiast rany, które zadał mi były znacznie gorsze, liczniejsze. Będę musiał się potem pozszywać. Dopiero, kiedy zerwałem zasłonę, krzyknął z bólu i zmienił się w dym, znikając w wentylacji. Bardzo szybko zareagował, pomimo światła słonecznego. Niewiele wampirów to potrafi. Zazwyczaj się wierzgają, panikują, a on zareagował błyskawicznie. Skurwysyn był silniejszy i cwańszy, niż na początku mi się wydawało. 
– Nowa kurtka, i już muszę kupować kolejną – mruknąłem, patrząc na swój rękaw, rozerwany i poplamiony od krwi. Właśnie, krew, sporo jej tu było... Powinienem zaszyć te rany. Ale wpierw muszę się rozejrzeć po pokoju. Może znajdę tu coś, co mi pomoże w walce z nim, albo jakieś informacje. – Kurwa – mruknąłem niezadowolony, kiedy ściągnąłem z siebie wierzchnie odzienie. Jak tak miałem na sobie kurtkę, nawet tę poszarpaną, jakoś to tak źle nie wyglądało. Mocno zahaczył mnie swoimi pazurami, praktycznie do żywego mięsa. Rany wyglądały na poważniejsze, niż początkowo myślałem. Zerknąłem jeszcze raz na pokój, po czym na swoją poharataną rękę, po czym przekląłem cicho i zszedłem na dół. Szybko doszedłem do wniosku, ze wpierw muszę się zająć sobą. A ten pokój sprawdzę zaraz... 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz