piątek, 27 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Zaśmiałem się cicho, kiedy usłyszałem jego słowa. Naprawdę się tego po nim nie spodziewałem. Zawsze byłem przekonany, że to ja jestem tym niewyżytym, tym, który pierwszy traci cierpliwość. A tu proszę, wystarczy chwila bez mojej uwagi i już zaczyna dramatyzować. Najwidoczniej jego kutas już byś może się doczekać spotkania z moim tyłkiem.
- Wiesz, bez twojej ręki też sobie poradzimy - Mruknąłem z lekkim uśmiechem, kładąc dłoń na jego policzku. - Tylko nie wiem, czy spodoba ci się to, że tym razem to ja będę na górze. - Powiedziałem to spokojnie, niemal niewinnie, choć dobrze wiedziałem, co robię. Miałem swój sposób na to, żeby było przyjemnie, dla mnie na pewno. Dla niego… cóż, to już inna kwestia. Nie byłem pewien, czy łatwo odda kontrolę, w końcu to nie w jego stylu, bym to ja skakał na jego kutasie a on leżał bez większego zaangażowania.
Uniósł brew i prychnął cicho.
- Ja mam być na dole? - W jego głosie pobrzmiewało oburzenie zmieszane z rozbawieniem. - Nie podoba mi się ten pomysł. Lubię być u góry. Lubię patrzeć, jak wijesz się pode mną, jak twoje ciało drży a ty unosisz tyłek po więcej - No tak. Tego akurat mogłem się po nim spodziewać. Uparty jak dziecko, zawsze musi być tak, jak on chce. Zawsze to on prowadzi, narzuca tempo, decyduje. A ja? Cóż… nigdy specjalnie nie narzekałem. W gruncie rzeczy odpowiadało mi to. Ważne, żeby wiedział, jak sprawić, żebym tracił oddech i przestawał myśleć o czymkolwiek innym.
Przesunąłem się do niego jeszcze bliżej, tak że prawie stykaliśmy się klatkami piersiowymi.
- Może czas na zmianę? - Powiedziałem ciszej, patrząc mu prosto w oczy. - Może przekonasz się, że czasem warto oddać stery. - Przez moment mierzyliśmy się spojrzeniami, żaden nie chciał ustąpić. W powietrzu zawisło napięcie gęste, elektryczne, niemal namacalne. Wiedziałem, że to gra. On też o tym wiedział. I może właśnie to było w tym wszystkim najbardziej ekscytujące.
Bo nieważne, kto będzie na górze.
I tak obaj wiedzieliśmy, że skończy się dokładnie tak, jak powinno.
- Twoje niedoczekanie. Nie zgadzam się na to, żebyś to ty dominował - Burknął, marszcząc brwi, choć w jego oczach błysnęło rozbawienie. Jakby sama wizja utraty kontroli była dla niego czymś absurdalnym.
Prychnąłem cicho.
- Spokojnie - Odpowiedziałem łagodniej. - Zdecydowanie bardziej wolę, kiedy to ty przejmujesz inicjatywę. - Musnąłem ustami czubek jego nosa i oparłem głowę o jego ramię, wsuwając dłonie pod jego koszulkę, jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie. Czułem, jak jego ciało powoli się rozluźnia.- Nie martw się - Dodałem ciszej, już bez zaczepnego tonu. - Bez względu na to, co się stanie… zawsze pomogę mojemu ukochanemu człowiekowi. - Uśmiechnąłem się do niego zadziornie, ale w moim spojrzeniu było coś więcej niż prowokacja. Coś miękkiego. Prawdziwego. Pokazywałem mu że go kocham i to się nie zmieni, bez względu na to jakby miało się nasze życie podroczyć. - Kocham cię - Zapewniłem, chociaż czasem sam siebie nie poznałem, wampir który kocha łowcę? To zdecydowanie nie było normalne, ale czy ja kiedykolwiek byłem normalny? Zdecydowanie nie.. I w całe mi to nie przeszkadzało.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz