To było urocze, jak się o mnie martwił. Uważałem jednak, że kompletnie niepotrzebnie. Wiedziałem, na co się piszę w chwili, gdy zdecydowałem, że chcę go chronić. Nie zamierzam uciekać teraz tylko dlatego, że pojawiło się zagrożenie zarówno dla mnie i dla niego. Będę przy nim. Jak trzeba będzie obronić, obronię. Jak trzeba będzie zabić, zabiję. Jeżeli będziemy musieli uciekać, będę pilnował, by słońce nie wyrządziło mu żadnej krzywdy. Bo przecież to oznacza to całe bycie razem. Trwanie i pilnowanie tego drugiego, niezależnie od sytuacji i niebezpieczeństw, jakie rzuca nam pod nogi los.
– Cóż mogę poradzić, twoje pośladki są tak cudowne, piękne i miękkie, że w każdej sytuacji miło mi się je dotyka – powiedziałem rozbawiony. Chciałem trochę odwrócić jego uwagę od łowcy, i chyba skutecznie mi się udaje. – Zresztą, to przez moją długość rąk. Idealnie dosięgam do twoich pośladków. To było mi pisane – dodałem, wywołując u niego uśmiech. I dobrze, bo o to mi właśnie chodziło.
– Dokładnie to ci los zaplanował – pokręcił z niedowierzaniem głową.
– Oczywiście. Nie przeczuwam innej możliwości – puściłem mu oczko, po czym jeszcze raz złożyłem na jego skórze pocałunek, tym razem na nosie, i odsunąłem go ostrożnie od siebie. Chociaż miło się leżało, miałem w końcu do zrealizowania pewne postanowienie, nie mogłem się poddać już na samym początku. Ale wpierw zdecydowałem się uchylić okno, by wpadło nieco świeżego powietrza. Zdecydowanie mi się to przyda.
– A ty co robisz? – spytał zaintrygowany, przyglądając mi się z uwagą.
– Wietrzę pokój. I będę ćwiczył. Świat może się walić, ale ja moich ćwiczeń odpuścić nie mogę – powiedziałem spokojnie, rozpinając guziki koszuli, którą to tego dnia zdecydowałem się na siebie założyć.
– A koszulę ściągasz, bo...? – zawiesił pytanie w powietrzu, przesuwając swój wzrok na moją klatkę piersiową.
– Żebym szybko nie ubrudził jej potem. I żebyś miał na co popatrzeć, oczywiście – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, odkładając ją na łóżku. Z łóżka jej raczej zgubić nie powinienem.
– Jak miło, że dbasz o moje dobro w każdym aspekcie swojego życia – odparł rozbawiony, uśmiechając się do mnie głupkowato. – Doceniam. Takie widoki bardzo lubię – przyznał, co mnie szczerze rozbawiło.
– Trudno tego nie zauważyć. Ty też byś zaczął się może więcej ruszać. Bardziej przypominasz pulpeta niż kota – ten tekst skierowałem do Futerka, który jeszcze się oblizując, wskoczył na łóżko. I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście dni temu ledwo na nogach potrafił ustać. Przybrał na wadze w zastraszającym tempie. Z jednej strony to dobrze, ale teraz wyglądał jak mały baleronik, a to także nie jest zdrowe.
– On ma dyspensę. Musi odzyskać siły po głodowaniu – odparł Serathion, chwytając kociaka w ręce i przytulając go lekko do siebie.
– Mhm. Ale na wszelki zmniejszę mu ilość porcji, by nie miał żadnych problemów – dodałem, zabierając się za powolne rozciąganie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz