wtorek, 24 lutego 2026

Od Haru CD Daisuke

 Lęk mojego męża był czymś zupełnie naturalnym. Miał prawo się bać, nasze dzieci były jeszcze takie malutkie, kruche, delikatne. Wystarczyłby jeden nieostrożny ruch, by niechcący zrobić im krzywdę. Rozumiałem jego obawy. Nigdy wcześniej nie miał bliskiego kontaktu z niemowlętami, nie wiedział, jak je trzymać, jak podtrzymywać ich maleńkie główki.
Ale wiedziałem też, że nic złego się nie stanie. Byłem obok. Pokażę mu wszystko, jak ułożyć ręce, jak przytrzymać plecki, jak delikatnie przytulić, żeby maluchy czuły się bezpieczne. A przede wszystkim, żeby on sam poczuł się pewniej.
- Skarbie, nie martw się - Powiedziałem łagodnie, uśmiechając się do niego ciepło. - Po prostu połóż się wygodnie. Ja podam ci maluchy. Muszą w końcu lepiej poznać mamę. Poza tym dzieci najbardziej potrzebują teraz twojej bliskości. Na pewno czują, że jesteś obok. Potrzebują cię. - Spojrzał na mnie z wahaniem, w jego oczach wciąż czaił się niepokój.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? A co jeśli zrobię im krzywdę? - Zapytał ciszej, choć jednocześnie powoli układał się wygodniej na łóżku, jakby już chciał spróbować.
Podszedłem bliżej i usiadłem przy nim.
- Nie martw się. Cały czas tu jestem - Zapewniłem spokojnie. - Jeśli tylko poczujesz, że coś jest nie tak, od razu pomogę. - Ostrożnie podałem mu jedno z dzieci, pomagając ułożyć jego ręce tak, by pewnie podtrzymywał maleńkie ciałko. Potem drugie. Patrzyłem, jak jego napięcie powoli ustępuje miejsca wzruszeniu. Jak pochyla się nad nimi z niedowierzaniem i delikatnością, jakiej sam się po sobie nie spodziewał.
W tej chwili zobaczyłem w jego oczach coś więcej niż strach, zobaczyłem miłość.
Wreszcie mógł przywitać się z naszymi maluchami tak, jak na pewno o tym marzył, bo choć może się bać, jestem pewien że nie mógł doczekać się tej chwili. 
Przytulić je, spojrzeć im w oczy, poczuć ich ciepło i ciężar w ramionach. Poczuć się naprawdę rodzicem.
Mój panicz, gdy tylko wziął w ramiona swoje pociechy, przytulił je do siebie tak ostrożnie, jakby bał się, że znikną, jeśli uścisk będzie zbyt mocny lub zbyt łagodny. W jego oczach pojawiły się łzy, nie ze smutku, lecz z czystej, przejmującej radości.
Drżał. Cieszył się, choć strach wciąż czaił się gdzieś pod powierzchnią. Bał się odpowiedzialności, bał się, czy podoła. Ale to już nie miało znaczenia. Najważniejsze było to, że się przełamał. Że w końcu trzymał nasze maluchy w ramionach.
Patrzyłem na niego z mieszaniną dumy i wzruszenia, czując, jak coś ściska mnie w gardle. Ten widok był piękniejszy niż wszystko, co mogłem sobie wyobrazić.
- I jak się czujesz jako świeżo upieczona mama? - Zapytałem cicho, z uśmiechem, spoglądając na maleństwa, a potem na ich piękną, rozpromienioną mamę.
Moje palce delikatnie przesunęły się po drobnej rączce jednego z dzieci, a serce zabiło mi szybciej. Byli tacy mali. Tacy bezbronni. A jednocześnie już teraz byli całym naszym światem i będą szczęściem każdego dnia.

<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz