Oczywiście. Spakuj nas. Przygotuj wszystko na wypadek ewentualnej ucieczki, gdyby coś poszło nie tak. Nie martw się, nic się nie stanie.
A jednak w tej chwili strasznie mnie drażnił. Dlaczego, do cholery, naraża się z powodu jakiegoś głupiego chłopaka? Przecież ten człowiek nie powinien mieć dla niego żadnego znaczenia. To tylko jeden łowca, zwykły najemnik, który zgodził się na polowanie na wampiry wyłącznie dla pieniędzy. To nie był nasz problem. To nie on powinien brać na siebie odpowiedzialność za cudze decyzje.
A jednak… przecież zawsze chodzi o coś więcej. O ratowanie świata. O ten cholerny obowiązek, którego on nigdy nie potrafił zignorować.
Przewróciłem oczami, nawet nie próbując się uśmiechnąć. To nie była zabawna sytuacja. Nie było żadnego powodu, by się uśmiechać. Nic w tej chwili nie pozwalało mi poczuć się na tyle komfortowo, by spojrzeć na niego z lekkością czy udawać, że wszystko jest w porządku.
- Idź już - Rzuciłem chłodno - Póki jeszcze nie wpadnę na jakiś naprawdę głupi pomysł. Na przykład taki, żeby zatrzymać cię siłą… albo zabić łowcę, który jak dla mnie i tak nie zasługuje na to, żeby żyć. - Wzruszyłem ramionami, od razu dostrzegając niezadowolenie malujące się na jego twarzy. Oczywiście wiedziałem, że on też był łowcą. Byłem tego bardziej niż świadom. Ale teraz nie chodziło o niego. Jemu nie zrobiłbym krzywdy nigdy.
Inny łowca? Cóż. To, że byłem z nim, nie oznaczało, że nagle przestałem być sobą. Wciąż byłbym w stanie zabić innego łowcę w obronie własnej… albo w obronie tego, co uważałem za swoje.
- Nawet nie będę próbował tego komentować - Stwierdził. Mimo to podszedł do mnie jeszcze raz i pocałował mnie w czubek głowy, jakby chciał zostawić po sobie coś, co mnie uspokoi, zanim zniknie. - Spróbuj skupić się na czymś innym - Dodał ciszej. - Na książce. Na kocie. Na czymkolwiek, na co masz ochotę. Tylko… nie myśl o tym. Myślenie nigdy nie kończy się dobrze. - Mówił to z troską, chcąc, żebym zrobił wszystko, byle tylko nie roztrząsać tego, co właśnie się wydarzyło. Bylem przestał wyobrażać sobie scenariusze, które i tak nie były pod moją kontrolą.
A ja mogłem jedynie mieć nadzieję, że wampir, którego będą ścigać, nie skrzywdzi ich. Najlepiej, gdyby w ogóle go dziś nie spotkali. Tak byłoby najbezpieczniej, mogliby się tylko przejść, poszukać, a potem zrezygnować, gdy okaże się, że nie są w stanie go odnaleźć.
To byłby najlepszy możliwy scenariusz. I właśnie dlatego wiedziałem, że prawdopodobnie się nie wydarzy.
- Dobrze… już dobrze. Przepraszam - Powiedziałem ciszej. - Chyba jestem zbyt emocjonalny. Może trochę przesadzam, ale… kocham cię. I nie chcę cię stracić tylko dlatego, że jakiś głupi młodzieniaszek nie potrafi mierzyć siły na zamiary i postanowił zapolować na wampira, który może być zagrożeniem nawet dla tak doświadczonych łowców jak ty. - Wyszeptałem te słowa, odprowadzając go do drzwi wejściowych, jakby każdy krok przybliżał mnie do momentu, którego wolałbym uniknąć. - Powodzenia - Dodałem na koniec, uśmiechając się do niego najcieplej, jak tylko potrafiłem, choć w środku czułem niepokój, którego nie byłem w stanie ukryć nawet przed samym sobą.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz