piątek, 20 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

Jakoś tak sam nie wiem, kiedy zasnąłem. Było po prostu tak cicho, spokojnie i ciepło, no i nie bolało, że ja jakoś tak zasnąłem, chociaż nie miałem takiego zamiaru. W końcu, tyle już dzisiaj spałem, że mi powinno wystarczyć. Ile mogę pozwalać mojemu organizmowi spać? Jeszcze się za bardzo rozleniwię, i nic mi się nigdy nie będzie nic chciało robić, i tyle by z tego było. Z mojej małej drzemki wybudziłem się... sam nie wiem, kiedy, ale chyba dalej na zewnątrz było ciemno. Ogień powoli w kominku dogasał, a w pokoju było okropnie zimno. To pewnie dlatego, że zostawiłem uchylone okno. Zapomniałem o tym zupełnie... niedobrze. 
Poruszyłem się i zakasłałem lekko, niemal od razu się krzywiąc. Bolała mnie każda jedna rana... muszę zapamiętać, by nie kasłać. Ani nie brać głębokich wdechów. To był bardzo zły pomysł.. 
- W porządku? - spytał Serathion, od razu się poruszając się niepewnie. Położył dłoń na moim policzku, a następnie zmarszczył brwi, ewidentnie zmartwiony. - Chłodny jesteś... okno zamknąłeś? Nie, oczywiście że nie. Czułem, że coś jest nie tak...
- Daj spokój. Trochę świeżego powietrza dobrze mi zrobi – powiedziałem cicho, głosem nieco zachrypniętym. - Nie martw się. Nic mi nie będzie. Trochę chłodu mnie nie zabije – dodałem, chcąc się podnieść, czym mnie ubiegł. 
- Zajmę się tym. I rozpalę trochę w kominku. To ci się zdecydowanie przyda – powiedział, podchodząc do okna. Przez chwilę wpatrywał się przez okno, jakby... sam nie wiem, starał się kogoś dojrzeć? W końcu jednak przymknął okno i zasunął szczelnie zasłony. Nie wiem, kto miałby nas o tej porze podglądać na drugim piętrze... no ale niech mu będzie. Będziemy bezpieczni przed wzrokiem innych. I tym okropnym słońcem, którego ostatnio trochę mi brakuje. Ale jeszcze trochę. Z dnia na dzień jest coraz krótsza noc, dłuższy dzień. 
- Wiesz, że mógłbym to zrobić sam? - spytałem, podnosząc się do siadu. I tak musiałem wstać, i tak, więc co to za różnica?A on niech sobie leży. Zasługiwał na spokój. 
- Wiem. Ale ja to zrobię znacznie szybciej – odpowiedział, dorzucając drewna do kominka. - Zaraz będzie ci cieplej. Może pójść ci przynieść coś do picia? Coś ciepłego? Dona na pewno ci coś dobrego przygotuje. Przecież omal się nie zesra, by ci dobrze było – mruknął, trochę zbytnio przesadzając. 
- Pomyśleć, że gdyby Lidia nie odsunęła wtedy tej zasłony, pewnie ciebie też by tak traktowała – powiedziałem zgodnie z prawdą. Byli na bardzo dobrej drodze. Gdyby nie Lidia... na dłuższą metę, ta dziewczyna jest bardziej problematyczna, niż z początku się mi wydawało. Teraz już jednak jest za późno na poprawę ich stosunków. Już nawet nasze są chyba gorsze niż ostatnio. - Jeszcze trochę i stąd wyjedziemy. O ile wcześniej Draven się nas nie pozbędzie – dodałem, podchodząc do niego, by przed pójściem do łazienki ucałować go w policzek. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz