wtorek, 17 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

Odwróciłem głowę w jego stronę, przyglądając mu się uważnie. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zobaczyć, jak bardzo cierpi. Każdy ruch sprawiał mu ból, widziałem to w napięciu jego szczęki, w drżeniu dłoni, w sposobie, w jaki starał się oddychać spokojnie, choć najwyraźniej nie było to łatwe. Ale czy to coś dziwnego? Miał kilka poważnych ran. I tak byłem zdumiony, że w ogóle to przeżył.
- On w szoku, Dona w szoku… wszyscy w szoku - Odparłem spokojnie, podchodząc do niego z talerzem pełnym jedzenia i ziołami które miały choć odrobinę uśmierzyć ból.
Uniósł na mnie spojrzenie.
- Dona? Mam nadzieję, że nie mówiła ci nic głupiego. Prosiłem ją ostatnio, żeby odpuściła sobie te złośliwości w stosunku do ciebie. - W jego głosie było coś więcej niż zwykła uwaga, troska. Martwił się, że mógłbym brać jej słowa do siebie. A przecież wcale się nimi nie przejmowałem. Może myśleć o mnie, co chce. I tak mnie to nie ruszy.
- Nie powiedziała niczego, czym mogłaby mnie zaskoczyć - Odpowiedziałem z lekkim cieniem uśmiechu. - Może poza tym, że zamiast siedzieć w pokoju, powinienem iść z tobą na polowanie, a nie szlajać się nocą jak dziwka, tylko pilnować biednego, rannego i cierpiącego Eliana. - Zacytowałem jej słowa niemal dosłownie, podając mu sztućce. - Smacznego - Dodałem ciszej.
Pomogłem mu usiąść wygodniej, podkładając poduszki pod plecy, tak by mógł spokojnie zjeść. Był blady, bardziej niż zwykle, a jego skóra zdawała się niemal przeźroczysta w słabym świetle.
- Obawiam się, że ona nigdy ci nie odpuści - Westchnął po chwili. - Tak długo, jak tu będziemy, tak długo będzie dla ciebie złośliwa. A jeśli kiedyś wrócimy… pewnie nic się nie zmieni. - Widziałem, że naprawdę go to martwi. Martwiło go to, jak mnie traktuje. To było… dziwnie kojące. Świadomość, że ktoś się o mnie troszczy.
A prawda była znacznie bardziej skomplikowana.
Dona miała powody, by być czujna. Gdyby tylko wiedziała. Gdyby wiedziała, że wampir związał się z łowcą. Że potwór, którego powinien nienawidzić, dzieli z nim łóżko, myśli i noce. Mogłaby pomyśleć, że go zaczarowałem. Oczarowałem. Omotałem wokópł palca, wykorzystałem jego słabość, po prostu zrobiłem wszystko, by był mój.
A to nie była prawda.
Nasza historia wcale tak się nie zaczęła.
Czy jednak cokolwiek by to zmieniło? Wątpię. Dla takich jak ja nie ma usprawiedliwień. Ludzie nienawidzą wampirów. Nie wierzą w „dobrych”. W ich świecie istnieją tylko potwory te, które zabijają dla zabawy, które igrają z życiem innych, które nie mają serca.
To krzywdzące.
Ale jako wampir nauczyłem się znosić znacznie więcej.
Najbardziej jednak bolało to, że gdyby prawda wyszła na jaw, nie zginąłbym od kłów czy ognia. Zginąłbym z rąk tych, których on nazywa swoimi.
A wtedy naprawdę wszystko by się skończyło.
- Nie martw się tym teraz. To, co mówi i co myśli o mnie, naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia - Zapewniłem go spokojnie, uśmiechając się łagodnie. - Wiem, że boli ją twój wybór. I właśnie dlatego przymykam oko na jej słowa. - Przez chwilę patrzył na mnie tak, jakby próbował wyczytać z mojej twarzy coś więcej, upewnić się, że nie kłamię, że naprawdę mnie to nie rani. 
Nie chciałem, by zamartwiał się czymś, co i tak było poza jego kontrolą. Miał wystarczająco dużo powodów do niepokoju.
- No już, wystarczy tych rozmów. Najwyższa pora coś zjeść. - Poleciłem, nie chcąc aby jego posiłek stał się zimny, to zdecydowanie nie będzie mu smakowało.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz