Zdecydowanie musiałem się uspokoić. Nie mogłem sprawiać mu problemów. Jeśli ja będę się stresował, on zacznie się o mnie martwić. A jeśli będzie się martwił, straci czujność. Nie mógł sobie na to pozwolić, nie teraz, nie podczas rozmowy z innym łowcą.
- Masz rację… przepraszam. Zdecydowanie za bardzo panikuję. Muszę się uspokoić - Powiedziałem cicho.
Od razu wziąłem kilka głębokich wdechów, próbując faktycznie się wyciszyć. Uspokoić myśli, które krążyły nieustannie wokół łowcy i tego wampira, którego tak bardzo chciał dopaść. Przecież wcale nie musiałem to być ja. Nie wypowiedział mojego imienia. Nie poznał mnie, gdy wstałem z łóżka, choć czułem jego spojrzenie, gdy podążało za mną. Czułem… wiedziałem, że mnie podziwia.
Zresztą, kto by mnie nie podziwiał?
Jestem piękny i doskonale o tym wiem.
Choć wolałbym, żeby łowca i jemu podobni, nie zwracali na mnie uwagi. Jakby nie patrzeć, byłem wampirem. Wystarczy mi, że Elian, łowca, jest moim partnerem. Nie potrzebuję niczyjej innej uwagi. Zwłaszcza takiej.
- Nie musisz przepraszać - Odezwał się cicho. - Rozumiem, że się stresujesz. Boisz się, że wyjdzie na jaw, kim jesteś. Ale bądź spokojny. Zaopiekuję się tobą. - Przybliżył się i delikatnie musnął moje usta pocałunkiem, który działał lepiej niż wszystkie ćwiczenia oddechowe świata.
- Zrobię wszystko, żeby nie zwrócił na ciebie większej uwagi. A jeśli z rozmowy wyczuję, że to ty jesteś obiektem jego poszukiwań… - Zawahał się na moment - Sprawię, by podążył inną ścieżką. Nie będzie cię szukał w tym mieście.
Na wszystkie diabły piekła…
Jak dobrze, że go mam. Gdyby nie on, już dawno bym spanikował.
- Dobrze… - Wyszeptałem. - Tylko proszę, uważaj na siebie. Nie chcemy, żebyś powiedział albo zrobił coś podejrzanego. Nie chcę, żeby pomyślał, że coś ukrywasz. - Spojrzałem głęboko w jego oczy. Dostrzegłem ten kpiący uśmiech. Normalnie by mnie nie rozdrażnił, wręcz przeciwnie, ale teraz… teraz był po prostu głupi. I zupełnie nie na miejscu.
- Ja na siebie uważam - Odpowiedział spokojnie. - Jak nikt inny. Jestem łowcą. Nie jestem głupim człowiekiem, więc nie musisz aż tak się o mnie martwić. - Cmoknął mnie szybko w czoło i odsunął się, sięgając po ubrania. Patrzyłem, jak zakłada je na swoje umięśnione ciało, próbując nie myśleć o tym, jak wiele ryzykuje… dla mnie.
Obserwowałem go uważnie, gdy zakładał swoje ubrania, gotów zejść do gospody. Każdy jego ruch zapisywałem w pamięci, jakbym nie był pewien, czy zobaczę go ponownie w tej samej formie. Miałem tylko nadzieję, że nic złego mu się nie stanie. Że nie powie czegoś niewłaściwego. Czegoś, co ten drugi łowca mógłby wyłapać, jednego słowa, jednego spojrzenia za dużo. Właśnie tego bałem się najbardziej.
- No dobrze, w takim razie już pójdę - Odezwał się w końcu, podchodząc do drzwi. - A ty nie stresuj się. Nie denerwuj. Niczego sobie nie dopowiadaj - Mówił spokojnie, jakby każde słowo było w stanie utrzymać mnie w rzeczywistości. - I co najważniejsze… oddychaj. - Odwrócił się jeszcze w moją stronę. - Wrócę najszybciej, jak to tylko możliwe. I wszystko ci opowiem - Dodał, wyraźnie czując potrzebę powiedzenia jeszcze czegoś, czegokolwiek, co choć odrobinę mnie uspokoi. Jakby bał się, że gdy tylko zamknie za sobą drzwi, zacznę chodzić w kółko, rozkładać w myślach każdy możliwy scenariusz.
- Oczywiście… postaram się nie wyjść z siebie - Odpowiedziałem.
Spróbowałem się uśmiechnąć, rozluźnić atmosferę, udawać, że to tylko kolejny zwyczajny poranek. W rzeczywistości jednak wcale nie było mi do śmiechu. Gdy drzwi miały się za nim zamknąć, czułem, jak niepokój znów zaciska mi się w piersi.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz