wtorek, 24 lutego 2026

Od Mikleo CD Soreya

Westchnąłem cicho, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Mógł nas chronić, miał w sobie siłę, by to zrobić, ale przecież nie musiał. To nie był jego obowiązek. Przynajmniej nie teraz. Nie w tej chwili, gdy powinniśmy cieszyć się świętami, wspólnym czasem i spokojem, który tak rzadko nam się trafiał. Przez krótką chwilę świat mógł przestać istnieć, bez demonów, bez potworów, bez zagrożeń czających się w cieniu. Powinien być tu, ze swoją rodziną. Cieszyć się tą chwilą. Nie zamartwiać się tym, co mogłoby się stać, skoro teraz nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Musisz wyglądać równie dobrze jak ja. Jesteś moim mężem i chcę, żebyś wyglądał olśniewająco - Zapewniłem z lekkim uśmiechem, wspinając się na palce, by musnąć jego miękkie usta krótkim, czułym pocałunkiem.
W jego spojrzeniu pojawiło się coś ciepłego, niemal rozbrajającego.
- Dobrze… ale pozwól, że zajmiemy się tym trochę później. Najpierw zadbam o moją piękną owieczkę. Może przygotuję ci kąpiel? - Zaproponował łagodnie. - A kiedy będziesz już czysty i pachnący, założysz swoje ładne ubrania, a ja zajmę się twoimi włosami. Upnę je najlepiej, jak tylko potrafię. - Pewnie bym się zgodził, bo jego troska zawsze miękczyła mi serce, ale było jeszcze za wcześnie. Świętowanie miało nadejść dopiero za jakiś czas, a ja nie chciałem ryzykować, że zniszczę starannie przygotowany strój.
- Bardzo podoba mi się twój pomysł - Przyznałem szczerze. - Ale może trochę później. Jeszcze nie zaczęliśmy świętować, a nie chcę pobrudzić ani pognieść ubrań. Włosy do tego czasu też mogłyby się rozpaść… Lepiej zostawić to na odpowiedni moment. Teraz po prostu umyję twarz i zęby, a resztą zajmiemy się później. - Uśmiechnąłem się do niego ciepło, sięgając po ręcznik i odkładając go starannie obok umywalki. Zająłem się codzienną higieną, czując na sobie jego spojrzenie spokojne, uważne, pełne cichej troski.
Mój mąż kiwnął głową i pochylił się, by złożyć delikatny pocałunek na moim czole.
- W takim razie później zajmę się twoimi włosami. A teraz pójdę nakarmić zwierzaki - Obiecał z łagodnym uśmiechem.
Chwilę później opuścił łazienkę, zostawiając mnie samego w ciszy przerywanej jedynie szumem wody.
Po umyciu twarzy, przeczesaniu włosów i przebraniu się w wygodne, domowe ubrania wyszedłem z łazienki i skierowałem się do kuchni, gotowy rozpocząć nowy dzień.
***
Przygotowania do drugiego dnia świąt minęły nam zaskakująco szybko. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy wszystko znalazło się na stole, pachnące potrawy, starannie ułożone sztućce, świece rzucające ciepłe, złote światło na obrus.
Mój mąż, zgodnie z obietnicą, zajął się moimi włosami. Jego palce były pewne, a jednocześnie niezwykle delikatne. Starannie zaplótł je w piękny, gruby warkocz i upiął wysoko. Gdy skończył, spojrzałem w lustro, wyglądałem naprawdę dobrze. A może nawet lepiej niż dobrze. Uśmiechnąłem się lekko do swojego odbicia, czując przyjemne ciepło w piersi.
- Dlaczego stoją tu dwa dodatkowe talerze? - Dopytałem, a w tej samej chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi.
Zaskoczony spojrzałem na męża, ale zanim zdążył odpowiedzieć, nasze dzieci z wyraźnym entuzjazmem ruszyły w stronę wejścia. W ich oczach błyszczało podekscytowanie, którego wcześniej nie dostrzegłem.
Po chwili wrócili, a razem z nimi dwie obce osoby.
- Chcielibyśmy wam przedstawić nasze połówki, które spędzą z nami święta - Oznajmiła Hana, ściskając dłoń przystojnego młodzieńca stojącego obok niej.
Chłopak zrobił krok do przodu, lekko speszony, ale uśmiechnięty.
- Dzień dobry, jestem Liam. To dla mamy mojej pięknej partnerki - Powiedział, wręczając mi bukiet ślicznych kwiatów.
Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu, który natychmiast pojawił się na moich ustach. 
- Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony - Odparłem z uśmiechem, przyjmując bukiet.
Dopiero po chwili dostrzegłem drugiego chłopaka, który stał nieco z tyłu, obok naszego syna. Wyglądał na odrobinę spiętego, ale w jego oczach czaiła się szczerość.
- Dzień dobry - Odezwał się cicho, splatając dłonie przed sobą.
- Mamo, tato… to mój chłopak, Leo - Powiedział Haru, ściskając jego rękę.
Na moment zapadła cisza.
Tego akurat się nie spodziewaliśmy.
Spojrzałem szybko na męża, w jego oczach dostrzegając identyczne zaskoczenie. 
- Bardzo miło nam was poznać. Naprawdę. Proszę, zajmijcie miejsca przy stole. Zaraz zaczniemy świętować. - Młodzież z wyraźną ulgą ruszyła do jadalni. Gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem słuchu, delikatnie chwyciłem mojego męża za rękaw, zatrzymując go w miejscu. Już widziałem po jego minie, że cisnęło mu się na usta kilka komentarzy.
- Bardzo cię proszę. Nie mów teraz nic. Masz się zachowywać… i nie przynieść nam wstydu - Szepnąłem stanowczo, nie chcąc aby powiedział lub zrobił coś, za co dzieci go znienawidzą.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz