poniedziałek, 9 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Byłem doskonale świadom tego, że jest to sytuacja niebezpieczna. Ale jeżeli Serathion ma rację, i ten wampir znajduje się w jednym z pokoi w lepszej gospodzie, za dnia jest łatwym celem. O ile ma rację, oczywiście. O zapach się nie obawiałem, jako że jestem łowcą oczywistym będzie to, że pachnę jak wampir. To znana praktyka u łowców, by łatwo nie zostali odkryci przez swoich wrogów. Zastanawiające było to, czy pozna ten konkretny zapach i skojarzy go z Serathionem. Z tego co wiem, James nie zna imienia mojego kochanka i lepiej, by tak pozostało. Nie zmienia to jednak faktu, aby lepiej było, żeby go nigdy nie poznał.Trochę nie do końca rozumiałem ich relacje. Nie wiedziałem, czy mieli ze sobą jakąkolwiek styczność, i jakie relacje ich łączą. Wiem, że moja Różyczka się go obawia, dobra, ale co z nim? Zaufałby mu? Szukałby w nim oparcia? To są bardzo dobre pytania. 
– Dasz sobie świetnie beze mnie radzę – powiedziałem cicho, uśmiechając się do niego łagodnie. To też było martwiące. Jak usłyszy, że coś mi jest, i zrobi coś głupiego? To było martwiące. – Kocham cię, i ty też masz na siebie uważać. A na przyszłość, będziemy cię inaczej przedstawiać. Serathion to zbyt nietypowe imię. 
– Ty się już tak na mnie nie skupiaj, to ty tu jesteś w większym niebezpieczeństwie – odpowiedział, pusząc policzki. 
– Tak, tak, biedny ja. Uważaj na siebie – pocałowałem go w czoło, a następnie zabrałem się za szykowanie się. Musiałem pochować pod ubraniami wszelką broń, jaka może mi się przydać. Nie wiedziałem jeszcze, czy dzisiaj będziemy z nim walczyć. Jeżeli uciekał, tuż po zachodzie słońca mógłby ruszyć w dalszą drogę, tak więc to byłaby nasza jedyna szansa. Sales jeżeli coś planował... cóż, to jeszcze gorzej. Jeżeli wampir ma jakieś plany, nigdy nie wróży to dobrze. Też będę musiał jakoś przekonać Jamesa, że musimy go zabić, nie pochwycić, bo ja na nic innego się nie piszę. Zachciało mi się ratować świat... Łatwiej by mi było bez tego młodzieniaszka. Wyślę go w inny region miasta. Tak będzie dla niego najlepiej. A sam zajmę się wampirem. To będzie najodpowiedniejsza opcja. Niekoniecznie bezpieczna dla mnie, ale bezpieczna dla Jamesa i Serathiona, a na to byłem skłonny pójść. 
– Wyruszam – powiedziałem, zarzucając skórzaną kurtkę na ramiona. Nie uśmiechało mi się chodzić po tym mrozie, no ale co mogłem poradzić? – No już, uśmiechnij się. Nie pozwolę, by coś cię naraziło na bezpieczeństwo – dodałem do mojej Różyczki, widząc jej zmartwioną minę. Zdecydowanie powinien sobie znaleźć jakieś zajęcie, a nie tak się mną zamartwiać. – W razie czego spakuj nas. Jakby poszło coś nie tak – poprosiłem wiedząc, że musimy być przygotowani na wszystko. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz