sobota, 21 lutego 2026

Od Daisuke CD Haru

 Starałem się podążać za wskazówkami jego mamy, co nie było takie proste. Ból obejmował najpierw dół moich pleców, później brzuch. Nie był ciągły, przychodził i odchodził, tylko za każdym tym razem wracał coraz to silniejszy. Coraz ciężej było mi powstrzymywać krzyki. Bardzo się martwiłem o to, że coś jest nie tak. Ten poród jest za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie i z jakiegoś powodu nastąpił teraz, a nie za praktycznie miesiąc. Co prawda, z medykiem byliśmy umówieni nieco wcześniej, ale to dalej zbyt wcześnie. Nie będą gotowe na ten świat. Może będą chore? Może już są chore? 
Bardzo szybko wokół mnie zebrało się kilka służących, które to wypełniały polecenia mamy mojego partnera. Ledwo kontaktowałem, jeśli mam być szczery. Nie rozpoznawałem tych, którzy są wokół mnie. Nawet głosy wydawały się być takie... odległe. Jakby były za grubym murem. 
Skurcze przestały być falami, które można było przeczekać. Stały się żywiołem. Każdy nadchodził szybciej niż poprzedni, jakby czas między nimi kurczył się do kilku oddechów. Nie było już miejsca na rozmowy ani na patrzenie w zegar. Marzyłem tylko o tym, by już się to skończyło. Bym po prostu przestał czuć. 
Ból zmienił swoje oblicze. Nie był już tylko w plecach czy podbrzuszu – obejmował całe ciało. Biodra zdawały się rozchodzić, brzuch twardniał jak kamień. Kiedy przychodził skurcz, instynktownie pochylałem się do przodu, opierałem na łóżku, jakbym próbował przecisnąć się przez coś niewidzialnego. W chwilach przerwy ogarniało mnie zmęczenie tak głębokie, że zamykałem oczy i odpływałem na kilka sekund. Płuca paliły mnie od krzyków. Nie tak to miało wyglądać. 
– Jestem – usłyszałem spanikowany głos Haru. Jego głos, w przeciwieństwie do każdego innego, słyszałem wyraźnie. Zaraz poczułem, jak chwyta moją dłoń pewnie, a ja od razu mocno ją ścisnąłem, jakby to miało odebrać mój ból... ale nie, nie pomogło mi nic. Może poczułem się odrobinkę lepiej, ale to tylko dlatego, że był obok. 
Medyk o coś pytał, sprawdzał brzuch, coś tłumaczył... to głównie Haru i jego mama odpowiadali, ja nawet nie potrafiłem wychwycić sensu ich słów... Przynajmniej większości z nich. 
– Nie damy rady w tym stanie zastosować znieczulenia. Jak najszybciej musimy zastosować cięcie. Proszę go przytrzymać – odpowiedział medyk, a mnie chyba zrobiło się słabo. Znaczy, nie żebym teraz się czuł dobrze. 
– To na pewno bezpieczne? – Haru zadał pytanie, na które ja nie miałem siły. 
– Jeżeli zaraz tego nie zrobimy, stracimy i dzieci, i matkę. Muszę działać szybko. 
Oddychająca głęboko, spojrzałem na męża przerażony. Nie tak to miało wyglądać. Ja... Nie wiem, czy dam sobie z tym radę. Już teraz ten ból był straszny, nie musiałem siły krzyczeć, ledwo kontaktowałem. A jak do tego dojdzie jeszcze cięcie? Czułem, że nie dam rady.

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz