Nie rozumiałem go. Czemu nie wykorzysta w pełni swoich mocy? Przecież może wokół kogoś tak się zakręcić, tak kogoś oczarować, że nawet go nie zapamięta. A rany? Można je jakoś ukryć, chociażby zadrapaniem. Albo może zrobić je w miejscu mało widocznym...? Zresztą, jak powszechnie wiadomo dzięki mnie i Jamesowi, kręci się tu jakiś wampir, tak? Ugryzienia więc będą więc nawet zrozumiałe. Faktycznie, na Jamesa powinien trochę uważać, ale wiedziałem, że potrafi być odpowiednio ostrożny. A przecież wiem, że będzie potrzebować krwi szybciej, niż mi wmawia. Widziałem, z jaką ciężkością zmieniał mi bandaże, a bardzo bym nie chciał, by doprowadził się na skraj. To byłoby niebezpieczne.
- I tak ludzie wiedzą, że wampir tu jest, tak? Przyszedł tu jeden łowca, mnie wampir zaatakował... o to się martwić nie musisz – powiedziałem, ostrożnie tuląc go do siebie. - Wiem, że świetnie dałbyś sobie radę. Zrobiłbyś tak, że ludzie nawet by cię nie zapamiętali. Faktycznie, musisz uważać na Jamesa... ale i na każdego innego człowieka. Wierzę jednak, że dałbyś sobie radę. A to może ci się przydać – dodałem, gładząc jego ramię.
- Na razie dam sobie radę. Niczego nie potrzebuję, mam wszystko, w tym ciebie. Tyle mi wystarczy – odpowiedział, po czym mnie pocałował w policzek, przymykając swoje oczy.
- Zastanów się nad tym, bardzo proszę. To może okazać się niezbędne – poprosiłem, poprawiając jego włosy. Takie mięciutkie, takie milutkie... aż miło je głaskać.
- Cały czas się zastanawiam. Aż ci czasem zazdroszczę, że możesz spać i nie myśleć – mruknął, pusząc policzki.
- Wiesz, że też możesz spróbować nie myśleć, i przy tym nie spać. To się wtedy nazywa medytacja. Aż dziwne, że przez tyle lat tego nie robiłeś – zaproponowałem, co go chyba trochę tak mocno zaskoczyło. Naprawdę? Tyle lat? Ja bym chyba zwariował. - Nigdy nie próbowałeś?
- A co tu próbować? Siedzisz ze skrzyżowanymi nogami, mówisz „mmm” i co? To ma mi pomóc? Jak niby? - delikatnie się skrzywił.
- To tylko stereotypy. W rzeczywistości medytacja wygląda inaczej. Jest bardziej skomplikowana, ale myślę, że mogłaby się sprawdzić w twoim przypadku. Chciałbyś spróbować na poważnie? - spytałem, gotów go poprowadzić, jeśli tylko będzie chciał.
- Może kiedyś. Teraz jednak wolałbym się skupić na tobie, i na tym, co się dzieje wokół. Nie wiem jeszcze, co planuje Draven. Muszę być czujny na wypadek, gdyby się tu kręcił. Może chcieć dokończyć robotę, nawet jeżeli uważa cię za moją marionetkę. Jest nieprzewidywalny. Dziki – delikatnie zmrużył oczy, jakby skupiał się na jakichś wspomnieniach. Dziki? Zazwyczaj to przemienione wampiry, nie urodzone są bardziej jak zwierzęta. Dravena trzeba będzie się pozbyć. I zrobię to, kiedy tylko wydobrzeję. Nie dam się tak zaskoczyć drugi raz.
- Nie martw się. Może mieć teraz zabawę z moim kolegą po fachu. Niestety – odpowiedziałem, delikatnie się krzywiąc na samą myśl. Niereagowanie to jak skazywanie go na śmierć... ale chociaż chciałem mu pomóc, doradzić, on tego nie chciał. Głupi. To się tragicznie skończy.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz