wtorek, 17 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 No tak, jedzenie... Jeśli mam być szczery, nie byłem za bardzo głodny. Ten ból odbierał mi trochę apetyt, co było raczej normalne. Może powinienem sobie zapewnić jakąś atrakcję? Jak buzowała we mnie adrenalina, jakoś tak ten ból mi nie przeszkadzał. 
– Proszę. Tu są zioła znieczulające – dodał, podając mi parujący kubek. Delikatnie zmarszczyłem brwi. 
– Mówiłem ci chyba, byś nic takiego mi nie przynosił – powiedziałem cicho, kiedy Serathion wręcz wcisnął mi ten kubek w ręce. 
– Na nic się nie zgadzałem. Zresztą widzę, że cierpisz. Jak ręce ci drżą, jak przygryzasz wewnętrzną stronę policzka. Po co się masz męczyć? – zapytał spokojnie, zajmując miejsce obok mnie. – Zresztą, pijesz zioła, więc co to za różnica? One ci przynajmniej pomogą. 
– Powinienem się hartować – odpowiedziałem, na co Serathion uniósł jedną brew. 
– Powinieneś to ty się chyba walnąć w łeb. Pij – polecił mi tonem nieznoszącym sprzeciwu. No i co ja z nim miałem... Gdyby tylko troszkę mniej się mną przejmował, miałbym idealną opiekę. 
– Ale po co tak agresywnie – mruknąłem, biorąc pierwszy łyk, na który też lekko się skrzywiłem. Zioła znieczulające miały ten swój specyficzny smak, który nie do końca mi odpowiadał. No ale jak już je dostałem, nie chciałem ich marnować. 
– Bo tylko to do ciebie dociera – mruknął, patrząc na mnie z uwagą. Jedno spojrzenie, a czułem się zmuszony do wypicia tego wszystkiego, i to jak najszybciej. Jak później będzie narzekał, że jestem zbyt ruchliwy, to nie wiem, co mu zrobię. 
– Paskudne – burknąłem, odstawiając pusty kubek na szafkę nocną. 
– Najważniejsze, by zadziałało. Proszę teraz zjedz – poprosił, teraz wsuwając mi w dłonie talerz z obiadem. Spory był... i ja to wszystko miałem zjeść? Przecież ja to będę jadł do końca dnia, i jeszcze trochę dłużej. 
– Od serca ta porcja – mruknąłem, grzebiąc widelcem w tym jedzeniu. 
– To od Dony. Martwiła się, bo wczoraj mało zjadłeś – odpowiedział, na co cicho westchnąłem. – Zjedz tyle, ile czujesz, że potrzebujesz. Nie zmuszaj się. 
– Chyba będę musiał. Czuję się najedzony już przez samo patrzenie się na to – odparłem, w końcu niechętnie zabierając do jedzenia. Jadłem powoli, z lekką niechęcią i mimo wszystko trochę na siłę. Miałem nadzieję, że następnym razem mnie posłucha i nie przyniesie mi ani ziół znieczulających, ani jedzenia. Wystarczy mi tego jedzenia na najbliższe kilkanaście godzin. - Dziękuję. Już nie mogę – powiedziałem w końcu, odsuwając od siebie talerz. 
- W porządku. Mam nadzieję, że teraz będziesz się czuł lepiej – dodał, całując mnie w policzek. - A teraz połóż się. Wypocznij, i nabierz sił. 
- Ty też powinieneś coś zjeść – powiedziałem w końcu, zerkając na niego z uwagą. - Powinieneś udać się na polowanie. Zauroczyć kogoś. Nie jestem teraz w stanie dać ci tyle krwi, ile potrzebujesz. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz