piątek, 13 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie podobało mi się to, jak traktował mnie Serathion. Był spokojny, już nic nie mówił, tylko położył się obok mnie i trwał. Gdyby zaczął mi odpowiadać, skupiłbym się na rozmowie i jakoś by to było. A tak? Zaraz udzielała mi się senność. Byłem może tak trochę wykończony. Bolało mnie każde nacięcie na skórze, ale nie mogłem się im poddać. Jaki byłby ze mnie łowca, gdybym po każdym byle zadraśnięciu odpoczywał? Musiałem już wziąć się w garść i myśleć, jak tego wampira dorwać. Podstępem, to z pewnością. Może jakaś trucizna? Słyszałem, że co bardziej zaprawieni w boju, prawidzwi weterani piją przed walką truciznę i dają się ugryźć. Dla mnie to było strasznie głupie. Nie dość, że siebie trujesz i już twój czas reakcji jest opóźniony, to jeszcze tracisz krew i jesteś osłabiony. A może to po prostu ja jestem zbyt słaby, by stosować tak drastyczne sposoby. Mógłbym natomiast zatruć broń. Taka trucizna trochę wolniej zadziała, ale jednak lepsze to, niż nic. I koniecznie zrobić to za dnia. Nocą będzie będzie jeszcze bardziej niebezpieczny, a już za dnia miałem z nim wielki problem. Skurwysyn... nigdy nie walczyłem z kimś tak szybkim. 
– Różyczko... muszę wstawać – powiedziałem w końcu. Ledwo miałem otwarte oczy. Czułem, że jeszcze chwila, i odpłynę, a to byłoby wysoce niewskazane. Muszę go chronić. Ten potwór może tu w każdej chwili być, chociaż... czy skoro Serathion żyje, dalej chce go pomścić? Chociaż, nawet jeżeli nie chce, to na pewno mu zalazłem za skórę. Wychodzi na to, że tak czy siak mam już przesrane. 
– Medyk powiedział ci coś zupełnie innego – odpowiedział, trwając spokojnie przy moim boku. – Dzisiaj nic nie zdziałasz. Jedyne, co możesz zrobić, to odpoczywać. Jesteś obolały, i mnóstwo krwi straciłeś – mówił spokojnie, łagodnie i monotonnie. Gdzie to zdenerwowanie i zmartwienie? Chociaż, może lepiej w tę stronę. Co prawda, coś czułem, że i te emocje dalej w nim są. Po prostu ich przede mną nie ukazuje. 
– Jestem łowcą. Nie mogę odpoczywać. To wiąże się ze śmiercią – przyznałem zgodnie z prawdą. Łowca ranny, to łowca osłabiony, łatwy cel dla potworów. Nawet jeśli byłem ranny, nie mogłem tego po sobie pokazać. Musiałem atakować, nim mój cel się zorientował. A później sam się mogłem się kurować, ile tylko potrzebowałem. 
– Już nie. Jestem z tobą. Przypilnuję cię i będę strzegł. Możesz w końcu odpocząć – powiedział łagodnie, podnosząc głowę tak, by na mnie spojrzeć. Niby miał rację... Zalew dziwnie mi jakoś było polegać na kimś innym. Zawsze w końcu miałem tylko siebie. I jeżeli ja nie byłem wystarczająco silny, byłem trupem.
– Nie... To mój problem. Muszę się nim zająć – powiedziałem, zbierając w sobie wszystkie siły, jakie w sobie miałem. Musiałem wstać, i działać, niezależnie od mojego stanu. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz