środa, 11 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jeszcze nie do końca rozumiałem intencje naszego wroga poza tym, że zdecydowanie nie ucieka. Musi mieć jakiś plan, którego zdecydowanie nie rozumiem. James twierdził, że to była zemsta, co też traktowałem z przymrużeniem oka. Przypuśćmy, że nie zna mnie personalnie, a po prostu chce się pozbyć kolejnego łowcy z tego świata, no ale skąd wie, że jakikolwiek łowca tu jest? Pomogłem w ujęciu mordercy, ale wątpię, że jest to wiadomość, która wypłynęła poza to miasto. A może po prostu założył, że jakiś łowca tu musi być? Jest zima, sporo z łowców na zimę osiada w miastach, i jak choć trochę zna nasze zwyczaje, mógł założyć, że prawdopodobieństwo jest na to wysokie. 
Nie podzieliłem się z Jamesem wiedzą, którą przekazał mi Serathion. Po pierwsze, nie wiedziałbym, jak mu to przekazać, prawdy bym mu na pewno nie powiedział. A po drugie, nawet jakbym wymyślił sprytne kłamstwo, chodziłby za mną. Na to też nie mogłem pozwolić. On chce go złapać, ja go zabić, nasze cele były sprzeczne, a na to przy walce z wampirem nie mogliśmy sobie pozwolić. Zresztą, łatwiej będzie mi się bronić samemu niż skupiać na jeszcze jednej osobie. Nie mogę być zbytnio rozkojarzony. 
Rozdzieliliśmy się. James, zgodnie z nosem łowcy, stwierdził, że przepyta biedaków, przejrzy slumsy. Mnie więc zostało sprawdzenie kanałów, ale to oczywiście była tylko przykrywka. Znając trochę układ tego miasta od razu skierowałem się do jednej z ładniejszych gospód. Na początku przyjrzałem się karczmarzowi, który to krzątał się za ladą, i od razu zauważyłem w tym nienaturalną monotonię. Mógł to być też taki jego rytuał i pewnie gdybym nie wiedział, że mogę się tu spodziewać wampira, najpewniej nie przykułoby to mojej uwagi, ale teraz ten dziwny rytm w jego ruchach, apatia, wzbudzały wątpliwości. Spokojnie więc podszedłem do lady, oparłem się o nią i czekałem, aż ten barczysty mężczyzna zwróci na mnie swoją uwagę. Dostrzegłem plamkę krwi na jego kołnierzyku, co także mogło być spowodowane zacięciem, ale jego piwne oczy były dziwnie mętne. Tak jak mówił Serathion. Dobra gospoda, i zauroczony gospodarz, by nie zadawał zbędnych pytań. 
– Draven w którym pokoju przebywa? Byliśmy tu umówieni – powiedziałem bez ogródek. Chciałem głównie zobaczyć jego reakcję na imię jego chwilowego mistrza. 
– Draven? Nie chciał, by ktoś mu przeszkadzał za dnia – powiedział, nieco zmieszany. – Nie mówił też nic o tym, że spodziewa się gościa. 
– Bo to leń, który śpi do późna – wzruszyłem ramionami. Muszę później podziękować Serathionowi. Gdyby nie on, nie znalazłbym tego potwora tak szybko. – A gdybyśmy nie byli umówieni, nie wiedziałbym przecież, że ktoś taki tu jest. To jak, który ma pokój? 
– Jest na drugim piętrze, ostatni po lewo – wyjaśnił, na co kiwnąłem głową i odszedłem od blatu. Musiał się spieszyć, nie podał mu odpowiednich wytycznych, skoro tak prosto wyciągnąłem od niego tę informację. A może to pułapka...? Instynktownie zacisnąłem dłoń na rękojeści sztyletu. Teraz muszę być bardzo ostrożny. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz