poniedziałek, 16 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Za bardzo się mną przejmował. Bolało, ale nie umierałem. Chyba tylko to w takiej sytuacji powinno mieć znaczenie. Może to nawet lepiej, że boli, w końcu uodpornienię się na ból i następnym razem będzie ze mną lepiej? Powinienem myśleć o tym w ten sposób. Dzisiaj, chociaż bardzo bym chciał, wiele nie jestem w stanie zrobić. Znaczy, może i bym był, ale wątpiłem, by Serathion mnie gdziekolwiek wypuścił. Miał w tej chwili nade mną przewagę w każdym aspekcie, a ja nie chciałem go testować. Byleby mnie tylko nie zamykał na klucz. To chyba najgłupsze, co mógłby zrobić. Jestem wtedy całkowicie odcięty i w przypadku większości zagrożeń nie miałem żadnego wyjścia. Poza oknem, ale w moim stanie różnie też by się to mogło skończyć. 
– Dam radę. Poza tym, nie jestem głodny. Musisz paktować z Futerkiem, on tu się wydaje umierać z głodu. Co nie? – zwróciłem się do kota, który na potwierdzenie moich słów miauknął przeraźliwie. Wiedziałem, że w ogóle mnie nie rozumiał, że reagował jedynie na ton mojego głosu, kontakt wzrokowy... ale miło czasem pomyśleć, że zwierzak cię rozumie, zwłaszcza, że tak się zachowuje. 
– Racja. Bardzo potrzebuje jedzenia w tej chwili – zauważył rozbawiony, ale wyczułem, że to rozbawienie było nieco jak przykrywką. Przejmował się mną bardziej, niż powinien. 
– Dobrze, że nie może mówić. Wyszłoby wtedy, jakimi okropnymi opiekunami jesteśmy – dodałem, podnosząc się w końcu z tego łóżka. Ileż można leżeć? Może to właśnie przez to leżenie mnie wszystko boli? Może powinienem się więcej ruszać? 
– A ty co kombinujesz? – zapytał, od razu chwytając stanowczo mój nadgarstek, uniemożliwiając mi tym samym oddalenie się od niego. 
– Chcę tylko okno otworzyć. Czuję, że przydałoby się tu trochę powietrza, a ty raczej tego w tej chwili nie zrobisz – odpowiedziałem, i dopiero w tej chwili mnie wtedy puścił. 
– Racja... zmienię ci jeszcze później bandaże. Niektóre z nich już są zakrwawione – dodał, uważnie wpatrując się w moje ciało. 
– Już? A tyle krwi mogło należeć do ciebie – cicho westchnąłem, niepocieszony tym faktem. I znów przez długi czas będzie chodzi głodny, o ile już teraz nie jest. Jak tylko zaczynam go odkarmiać i trochę zyskuje swoich wampirzych kolorków, tak zaraz na przerwę i to wszystko szlag trafia. Krok do przodu, dwa kroki w tył... muszę wymyślić coś, co mogłoby mu bardziej pomóc. Tylko co? Karmienie zwierzętami nie syci go tak bardzo, jak moja krew. 
– I patrzysz tylko na to? Ile krwi się zmarnowało? – zapytał z niedowierzaniem, czego trochę nie rozumiałem. 
– Krew dla ciebie jest ważna, więc oczywiście, że będę patrzył na nią inaczej. Mnie w końcu nie jest tak bardzo potrzebna – odpowiedziałem, wracając do łóżka. Tak krótki spacer mi w zupełności wystarczał. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz